Duet fortepianowy Marek i Wacek, czyli Marek Tomaszewski i Wacław Kisielewski podczas koncertu w 1978 roku. Fot. PAP/PAI/Jan Morek
40 lat temu w wyniku wypadku samochodowego zmarł pianista Wacław Kisielewski – połowa duetu Marek i Wacek. Ta tragedia zakończyła ich ponad 20-letnią światową karierę. Marek Tomaszewski w rozmowie z PAP powiedział, że z Wackiem połączyły ich studia, jazz i prawdziwa przyjaźń.
12 lipca 1986 r. w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym zmarł pianista Wacław Kisielewski. Przez ponad 20 lat wspólnie z Markiem Tomaszewskim tworzyli duet fortepianowy Marek i Wacek. Ich specyfiką było łącznie odległych od siebie stylów w nowe brzmienia, m.in. muzykę klasyczną z rozrywkową. Ich twórczość znalazła wielu miłośników na świecie. W latach 60., 70. i 80. – obok zespołów Mazowsze i Śląsk – duet Marek i Wacek był najbardziej znanym na świecie polskim zespołem muzycznym. W czasie wspólnego grania muzycy wydał blisko 30 płyt, w kraju i zagranicą.
„W utworach wszelkich kierunków – od klasyki po boogie-woogie – wykazali oni nieprawdopodobną wirtuozerię. Marek i Wacek mogą być zaliczeni do najlepszych pianistów świata” – napisał szwajcarski dziennik „Badener Tagblatt” po koncercie w Zurychu, w czerwcu 1977 r.
- Wacek przyjechał z Krakowa do Warszawy na studia, bo jego ojciec dostał tu mieszkanie. W tym samym czasie ja przyjechałem na studia do stolicy z Gdańska. To był znakomity przypadek. Do tego na naszym roku byliśmy jedynymi mężczyznami – wspominał w rozmowie z PAP Marek Tomaszewski. - Od razu zaprzyjaźniliśmy się, prawdziwą męską przyjaźnią – dodał.
Marek Tomaszewski i Wacław Kisielewski rozpoczęli studia w 1961 r. w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie, w klasie prof. Zbigniewa Drzewieckiego, współtwórcy Konkursu Chopinowskiego.
- Studiowaliśmy oczywiście fortepian klasyczny, ale interesowaliśmy się też jazzem. Już wcześniej graliśmy jazz, Wacek w Krakowie, a ja na Wybrzeżu. Ta muzyka nas połączyła. W Warszawie wieczorami chodziliśmy do klubów, do Stodoły, do Hybryd, na koncerty jazzowe – powiedział Tomaszewski.
Pomysł stworzenia duetu fortepianowego zrodził się przypadkiem. - Któregoś dnia, czekając na wykład z literatury muzycznej, usiedliśmy z Wackiem do stojących obok siebie fortepianów i zaczęliśmy grać standardy jazzowe. Nasza gra spodobała się koleżankom, które zachęcały nas, abyśmy grali dalej. Tak zrodził się pomysł na nasz duet. To był rok 1961 – wspominał Tomaszewski. - Od pierwszego momentu zaczęliśmy szukać utworów klasycznych do przeróbek. Chcieliśmy stworzyć coś nowego. Zaczęliśmy grać tematy Chopina, Liszta czy Beethovena swingowo. I to sprawiało nam przyjemność – dodał.
Publiczne wykonywanie muzyki rozrywkowej przez studentów było niemile widziane i mogło skutkować nawet usunięciem z uczelni. Pedagodzy twierdzili, że takie granie „może zepsuć im rękę do muzyki klasycznej”. Tu z pomocą Markowi i Wackowi przyszedł prof. Drzewiecki, który wstawił się za młodymi artystami u władz uczelni.
„Profesor Drzewiecki jest bardzo liberalny, ma również duże poczucie humoru. Sam kiedyś propagował muzykę jazzową, grając ją w latach 30. w radiu. Uważa, że muzyka jest tylko dobra i zła, a nie poważna i lekka” – powiedział Wacław Kisielewski w 1966 r. w wywiadzie dla Polskiego Radia.
Podczas pierwszy występów telewizyjnych i radiowych duet nosił nazwę Kisielewski – Tomaszewski, nazwę Marek i Wacek przyjęli kilka lat później.
- Pierwszy nasz występ telewizyjny miał odbyć się 8 czerwca 1963 r. Mieliśmy zagrać kilka utworów na żywo, ale niestety przyszła wiadomość, że zmarł papież Jan XXIII i program odwołano. Po tej audycji telewizyjnej, nagraliśmy kilka utworów próbnych do radia. Materiał spodobał się i zagościliśmy w jednej z audycji – wspominał Tomaszewski.
W 1965 r. Marek i Wacek wyruszyli w pierwszą trasę koncertową po Polsce, podczas której szybko zyskiwali coraz większą popularność. W pewnym momencie przyszedł czas ma występy za granicą. W 1966 r. zagrali w pierwszej części trasy Marleny Dietrich, był to również rok ich własnej trasy po Stanach Zjednoczonych, gdzie wystąpili m.in. w Carnegie Hall. Następnie udali się do Kanady i Francji. Po spektakularnym sukcesie w paryskiej Olympii, Bruno Coquatrix zaprosił ich do udziału w pożegnalnym koncercie Jacques'a Brela. Potem nastąpiły liczne koncerty i występy telewizyjne w Niemczech.
- Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że można grać muzykę klasyczną swingowo, zmieniając rytmy. A ponieważ obaj mieliśmy bazę jazzową, po graniu w klubach, zaczęliśmy to robić. Ludzi zachwyciło, że powstał w polskiej rozrywce nowy punkt. Latem 1966 r. wystąpiliśmy w Paryżu i okazało się, że Europie nasza muzyka też się podoba. Tak rozpoczęła się nasza międzynarodowa kariera – wspominał Marek Tomaszewski. - Krytycy podkreślali, że nasza muzyka jest czymś zupełnie nowym w Europie zachodniej – dodał.
W programie radiowym (Polskie Radio program 2) we wrześniu 2024 r. Anna Bernhardt z Instytutu Literackiego przytoczyła list Zygmunta Hertza do Czesława Miłosza z 1967 r., w którym założyciel instytutu pisał o duecie Marek i Wacek: „Ze spraw przyjemnych Wacek Kisielewski i Marek Tomaszewski zaczęli robić karierę typu Polańskiego tj. błyskawiczną. Chłopcy mieli kilka występów zagranicznych. Kilka dni temu załapali pierwszą nagrodę w Rennes i kontrakt na płyty na trzy lata z dużą wytwórnią”. W dalszej części listu Hertz pisał: „Chłopcy mili, prości. Ani za grosz nie mają przewrócone we łbach”.
W 1966 r. Telewizja Polska nakręciła film muzyczny „Tandem” (reż. Stanisław Kokesz), który w lekki, humorystyczny sposób pokazywał duet Marek i Wacek. Tomaszewski wspominał, że pomysł na ten film zrodził się podczas służby wojskowej, którą muzycy musieli odbyć po skończeniu studiów.
Młodym muzykom nie brakowało humoru i luzu. Oprócz rozrywkowych interpretacji muzyki klasycznej granych na fortepianach, na teledyskach z lat 60. i 70. pojawiały się też ich występy taneczne i aktorskie.
- Nasze pomysły wynikały z tego, że siedzieliśmy na bieżąco w jazzie, muzyce rozrywkowej i w klasycznej. Praktycznie nigdy nie zapisywali naszych pomysłów tylko wszystko tworzyliśmy i przerabialiśmy w głowie. I to było niesamowite, że przez 24 lata naszych występów pamiętaliśmy te wszystkie utwory, bez żadnego zapisu nutowego – wspominał Tomaszewski.
Od 1980 r. podczas publicznych występów i międzynarodowych tras koncertowych Marek i Wacek wspierali polityczne i społeczne idee „Solidarności”, demonstracyjnie nosząc znaczki związku. W trakcie trasy koncertowej po Niemieckiej Republice Demokratycznej, 5 października 1981 r., po koncercie w Karl-Marx-Stadt (dzisiejsze Chemnitz), zespół został za kulisami powitany przez funkcjonariuszy Stasi i po odmowie zdjęcia znaczka „Solidarność”, zmuszeni zostali do natychmiastowego opuszczenia kraju.
Zapytany, jak z perspektywy 40 lat wspomina Wacława Kisielskiego, Marek Tomaszewski odpowiedział: - Muzycy, aby grać razem, często dobierają się zawodowo, poznając swoje możliwości. Nasz duet powstał z przyjaźni. Zanim zaczęliśmy grać razem przez dwa lata po prostu się przyjaźniliśmy. Wychodząc ze szkoły muzycznej przy ulicy Okólnik, gdy nie mieliśmy grosza na kawę, stawaliśmy na ulicy i godzinami rozmawialiśmy. Nasi koledzy szli na zajęcia, potem z nich wracali, a my w tym samym miejscu staliśmy i rozmawialiśmy. Chodziliśmy razem na prywatki. To była po prostu przyjaźń. Przez cały czas rozumieliśmy się z Wackiem w sposób znakomity, na wszystkich polach. Do dzisiaj słyszę to w naszych utworach.
W lipcu 1986 r. tragiczna śmierć Wacława Kisielewskiego przerwała pasmo sukcesów i międzynarodową karierę duetu. Po tej wielkiej stracie Marek Tomaszewski kontynuował krótko występy w nowym duecie, ale pustka po Wacku okazała się nie do wypełnienia. W kolejnych latach Tomaszewski rozpoczął pracę pedagogiczną z młodymi artystami. Występował też jako solista.
40. rocznicę śmierci Wacława Kisielewskiego upamiętnią dwa koncerty, pierwszy 11 lipca w Muzeum Cypriana Norwida w Dębinkach oraz drugi 12 lipca w Wyszkowie, miejscu śmierci Kisielewskiego. Na obu koncertach zagra Marek Tomaszewski.
Tomasz Szczerbicki (PAP)
szt/ wj/