Zwolennicy Donalda Trumpa podczas ataku na Kapitol w Waszyngtonie, 6 stycznia 2021. Fot. PAP/EPA/Jim Lo Scalzo
Szturm na Kapitol USA sprzed pięciu lat był próbą siłowego powstrzymania przekazania władzy po wyborach prezydenckich wygranych przez Joe Bidena. Atak zapoczątkował największe dochodzenie karne w historii USA i na lata zmienił amerykańską scenę polityczną.
Wydarzenia z 6 stycznia 2021 roku uważane są przez historyków za najpoważniejszy szturm na budynek rządowy od czasu podpalenia Waszyngtonu przez wojsko Wielkiej Brytanii w 1814 roku. Doprowadziły one do masowych procesów, drugiego impeachmentu Donalda Trumpa i bezprecedensowych ułaskawień.
Bezpośrednią przyczyną ataku były bezpodstawne twierdzenia kończącego pierwszą prezydencką kadencję Trumpa i jego sojuszników o powszechnych oszustwach podczas wyborów prezydenckich z 3 listopada 2020 roku, w których Trump przegrał z kandydatem Partii Demokratycznej Joe Bidenem.
Od dnia głosowania Trump prowadził kampanię mającą na celu odwrócenie wyniku wyborów. Obejmowała ona m.in. około 60 pozwów sądowych przeciwko różnym urzędnikom i instytucjom (wszystkie pozwy zostały oddalone), naciski na republikańskich gubernatorów, sekretarzy stanu i parlamenty stanowe oraz plan zastąpienia legalnych elektorów Bidena „fałszywymi elektorami” lojalnymi wobec Trumpa — czyli próbę podstawienia alternatywnych delegatów do Kolegium Elektorów, które formalnie głosuje w imieniu wyborców w poszczególnych stanach.
18 grudnia 2020 roku Trump wezwał swoich zwolenników na Twitterze (obecnie X): „Wielki protest w Waszyngtonie 6 stycznia. Bądźcie tam, będzie gorąco!”. Tego dnia Kongres USA miał formalnie zatwierdzić wygraną Bidena w wyborach, co odbywa się podczas wspólnej sesji Izby Reprezentantów i Senatu na podstawie wyniku głosowania Kolegium Elektorów.
W odpowiedzi na to wezwanie skrajnie prawicowe bojówki takie jak Proud Boys i Oath Keepers zaczęły otwarcie planować siłowe powstrzymanie przekazania władzy. Oath Keepers utworzyli m.in. „siły szybkiego reagowania” z arsenałem broni w pobliskim stanie Wirginia. Mimo licznych ostrzeżeń wywiadu o możliwej przemocy wymierzonej w Kongres służby porządkowe, w tym Policja Kapitolu, nie przygotowały odpowiednich sił ani środków – wynika z raportu opublikowanego w czerwcu 2021 roku po śledztwie komisji Senatu.
6 stycznia 2021 roku, podczas wiecu zorganizowanego w pobliżu Białego Domu pod hasłem „ratowania Ameryki”, Trump wygłosił przemówienie, w którym apelował o niedopuszczenie do zatwierdzenia zwycięstwa Bidena. „Jeśli nie będziecie walczyć jak diabli, nie będziecie już mieli państwa” – mówił. Wezwał następnie uczestników wiecu do marszu na Kapitol, by wywrzeć presję na Kongres obradujący nad zatwierdzeniem głosów elektorskich.
Wczesnym popołudniem pierwsi demonstranci przedarli się przez barierki po zachodniej stronie Kapitolu. Następnie lider Proud Boys Dominic Pezzola wybił okno w budynku skradzioną tarczą policyjną, co umożliwiło tłumowi wdarcia się do środka.
W budynku zapanował chaos. Wiceprezydent Mike Pence został ewakuowany z sali Senatu, a tłum wtargnął do sal obrad. Na korytarzach doszło do brutalnych starć, podczas których napastnicy używali gazu łzawiącego i improwizowanej broni przeciwko policji. Zginęła jedna uczestniczka szturmu. Inni przedostali się do prywatnych gabinetów senatorów i kongresmenów, w tym pokoju spikerki Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, gdzie demolowali i kradli wyposażenie, dokumentując swoje działania telefonami. Wśród nich były osoby w charakterystycznych przebraniach, m.in. w futrach i rogach, oraz w strojach paramilitarnych, sprawiając wrażenie, jakby traktowały wydarzenia w Kapitolu jako spektakl lub prowokację.
Kapitol został oczyszczony z intruzów dopiero wieczorem po interwencji Gwardii Narodowej. Zwycięstwo wyborcze Bidena parlament zatwierdził następnego dnia nad ranem.
Łącznie obrażenia w starciach w Kapitolu odniosło co najmniej 174 funkcjonariuszy. W kolejnych dniach czterech policjantów popełniło samobójstwo, a jeden zmarł w wyniku udaru. Szkody materialne w parlamentarnym kompleksie oszacowano na ponad 30 mln dolarów.
Ministerstwo sprawiedliwości USA wszczęło, jak informowała stacja CNN, największe dochodzenie karne w historii kraju, w które na różnych jego etapach zaangażowano ponad 5000 pracowników FBI. Do czwartej rocznicy ataku zarzuty postawiono ponad 1500 osobom z niemal wszystkich 50 stanów USA.
Przywódca Proud Boys Enrique Tarrio, który nie był obecny w Waszyngtonie w dniu ataku, został skazany na 22 lata więzienia za działania w zmowie w celu wzniecenia rebelii i rolę, jaką odegrał w planowaniu szturmu na Kapitol. Na 18 lat skazani zostali: inny lider Proud Boys Ethan Nordean oraz Stewart Rhodes, założyciel Oath Keepers.
W sierpniu 2023 roku Trump usłyszał federalne zarzuty spisku w celu oszukania państwa, utrudniania oficjalnych procedur oraz naruszenia praw obywatelskich. Postępowanie umorzono po kolejnych wyborach prezydenckich w 2024 roku, wygranych przez Trumpa, zgodnie z polityką ministerstwa sprawiedliwości o nieściganiu urzędujących szefów państwa.
Atak doprowadził do powołania Specjalnej Komisji Izby Reprezentantów, która w toku publicznych przesłuchań udokumentowała rolę byłego prezydenta w planowaniu wydarzeń z 6 stycznia. Szturm na Kapitol stał się również powodem drugiego impeachmentu Trumpa, ale Senat ponownie go uniewinnił.
W Partii Republikańskiej ocena ataku na Kapitol stała się sprawdzianem lojalności wobec Trumpa. Choć bezpośrednio po zdarzeniu wielu Republikanów potępiało przemoc, z czasem partia przyjęła rewizjonistyczną narrację, w której sam Trump nazywał atak „pięknym dniem” i „festiwalem miłości”.
Ta zmiana doprowadziła do polaryzacji postrzegania zajść z 6 stycznia: sondaże z końca 2023 roku wykazały, że tylko 18 proc. wyborców republikańskich uznało, że miały one charakter przemocy, podczas gdy wśród osób głosujących na Demokratów odsetek ten wynosił aż 77 proc.
Sam Trump w kampanii 2024 roku uczynił z ataku centralny element swojego przekazu, obiecując ułaskawienie uczestników, których nazywał „zakładnikami” i „męczennikami”. Jak informował „Washington Post”, w 2025 roku kandydaci na kluczowe stanowiska w wywiadzie i służbach siłowych w administracji Trumpa przechodzili test lojalności, odpowiadając, czy ich zdaniem atak był wynikiem prowokacji służb federalnych.
Zaraz po objęciu urzędu na drugą kadencję, 20 stycznia 2025 roku, Trump ułaskawił ponad 1500 osób skazanych za zaangażowanie w atak na Kapitol, twierdząc, że zostali potraktowani niesprawiedliwie, a do przemocy podżegali ich „zewnętrzni agitatorzy”, w tym FBI.
Ułaskawienie objęło również osoby skazane za napaści na funkcjonariuszy policji. W przypadku 14 członków Oath Keepers i Proud Boys Trump zmienił wyroki na zaliczenie na poczet kary już odbytego okresu pozbawienia wolności, co pozwoliło na ich natychmiastowe zwolnienie, przy jednoczesnym utrzymaniu wyroków skazujących. Prezydent określił te działania jako zakończenie „głębokiej niesprawiedliwości narodowej” i początek pojednania narodowego. Krytycy i organizacje prodemokratyczne ostrzegali, że decyzja ta osłabia rządy prawa i może sprzyjać normalizacji przemocy w sporach politycznych.
Joanna Baczała (PAP)
baj/ akl/