Luchino Visconti w 1972 r. Fot. Marisa Rastellini (Mondadori Publisher), Public domain, via Wikimedia Commons
50 lat temu, 17 marca 1976 r., zmarł Luchino Visconti – włoski scenarzysta oraz reżyser teatralny, filmowy i operowy – autor takich filmów, jak „Rocco i jego bracia”, „Lampart” i „Śmierć w Wenecji”. Był nostalgicznym poszukiwaczem piękna – powiedziała PAP filmoznawczyni Diana Dąbrowska.
Jedną z jego ulubionych lektur, na kartach której znalazł bohaterkę przypominającą jego matkę, była powieść Tomasza Manna „Buddenbrookowie”. Nawiązanie do matki, z którą był blisko związany, to niejedyny powód fascynacji tą powieścią. „Mann jest dekadentem kultury niemieckiej, a ja włoskiej” – deklarował reżyser. Czytając o Luchino Viscontim, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia ze spokrewnionymi ze sobą twórcami, z których każdy wzajemnie się przenika i uzupełnia.
– O którym Viscontim mówimy? Czy bardziej o twórcy „Opętania”, reżyserze filmu „Rocco i jego bracia”, a może o twórcy tzw. trylogii niemieckiej, czyli „Zmierzchu bogów”, „Śmierci w Wenecji” i „Ludwiga”? – pytała Diana Dąbrowska. W rozmowie z PAP zastanawiała się, która z twarzy Viscontiego dzisiaj odbierana jest jako dominująca. – Dla mnie najciekawszy jest Visconti z początku lat 60. Dla wielu osób jednak pierwszym skojarzeniem z jego twórczością są filmy kostiumowe, o przeszłości – zaznaczyła Dąbrowska.
Tematyka ta jest od lat przedmiotem wielu analiz, wszystkie jednak łączy wspólna konkluzja, że Luchino Visconti był jednym z najważniejszych włoskich reżyserów XX wieku. „Zdaniem krytyków był pierwszym włoskim reżyserem w nowoczesnym znaczeniu tego słowa, tzn. posiadał wyraźną estetyczną wizję spektaklu, kierował umiejętnie aktorami (wydłużał okres prób, wprowadził wspólną analizę tekstu, usunął suflera), zwracał ogromną uwagę na scenografię i kostiumy, bacząc, by ściśle współtworzyły dramaturgię całości” – czytamy w książce Moniki Gurgul „Historia teatru i dramatu włoskiego”.
Visconti urodził się 2 listopada 1906 r. w Mediolanie, w początkowym okresie rządów ostatniego realnego króla Włoch Wiktora Emanuela III (jego syn Humbert II, panujący zaledwie 33 dni, nie miał już takiej władzy). Był czwartym synem księcia Giuseppe Viscontiego di Modrone. Ród Viscontich to obok Sforzów jeden z najważniejszych arystokratycznych rodów w historii Mediolanu. Dość powiedzieć, że Castello Sforzesco, słynny zamek znajdujący się pomiędzy Piazza del Duomo i Arco della Pace, to rozbudowana przez Sforzów dawna siedziba rodu Viscontich Castello di Porta Giovia.
Nawiązanie do historii nie jest tu przypadkowe, będzie ona bowiem jednym z głównych tematów jego twórczości, jak choćby w opowiadającym o zmierzchu sycylijskiej arystokracji, nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes filmie „Lampart” (1963) z Alainem Delonem, Claudią Cardinale i Burtem Lancasterem w głównych rolach. Trudno w tym miejscu nie docenić także znakomitej muzyki Nino Roty i zachwycających kostiumów Piera Tosiego, którego z Viscontim poznał jego uczeń Franco Zeffirelli.
„Zeffirelli uczył się artystycznego rzemiosła od starszego o 17 lat Viscontiego. Luchino Visconti, z którym pracował w teatrze jako scenograf, był jego mistrzem i mentorem. To on właśnie przekazał Zeffirellemu tajniki sztuki reżyserii filmowej i operowej” – tłumaczyła na antenie Polskiego Radia italianistka Anna Osmólska-Mętrak.
„Lampartowi” przyświeca motto: „Wszystko musi się zmienić, aby wszystko pozostało po staremu”. Można je odnieść także do samego Viscontiego. „Wszyscy mówili i powtarzali, że Visconti to »Lampart«. Z racji swoich manier, sztuki życia oraz rodzaju wrażliwości. Z racji samych poglądów oraz krytycznego spojrzenia na Risorgimento, a zarazem wrażliwości na przemiany, jakie dokonały się we Włoszech od czasu ruchu oporu” – czytamy w biografii Viscontiego autorstwa Laurenca Schifano.
„Jego filmy przypominają palimpsesty. Jakby historie pisał nie na czystej kartce, lecz na starym pergaminie, na którym przetrwały ślady wcześniej zapisywanych i kolejno ścieranych tekstów. Każdy z nich to nieomal znalezisko archeologiczne, w którym pod warstwą zewnętrzną można odkryć inne, głęboko ukryte” – oceniła w zbiorze esejów „Autorzy kina europejskiego” historyczka filmu prof. Alicja Helman.
Ród Viscontich był jedną z rodzin, które pełniły mecenat nad słynną La Scalą. „To właśnie podczas przedstawień w domu Viscontich oraz dzięki regularnym wizytom w Teatrze La Scala, gdzie ta arystokratyczna i starożytna lombardzka rodzina miała stałą lożę, Luchino nawiązał pierwsze kontakty ze światem teatru i uległ urokowi melodramatu, »spektaklu par excellence«” – podkreślił w mediolańskim wydaniu dziennika „La Repubblica” Lorenzo Catania.
Sam Luchino deklarował, że miłość do opery i melodramatu była w nim od zawsze. Podkreślał, jak ważne jest dla niego przybliżanie operowych arcydzieł młodszemu pokoleniu. Wystawny barokowy styl w pewien sposób był jego żywiołem, co będzie widoczne w kolejnych jego filmach. To właśnie u Viscontiego pierwsze kroki stawiała słynna La Divina, czyli Maria Callas.
„Dzieła Viscontiego (...) są nie tylko filmami, lecz także tekstami kultury, w których zapisaniu uległo wszystko, co składa się na świat doznań, przeżyć i zauroczeń artysty będącego miłośnikiem muzyki i literatury, człowiekiem oczarowanym teatrem i operą, obdarzonym niezwykłą wrażliwością plastyczną i zmysłem architektonicznym. Gdy Visconti tworzy filmy, to równocześnie przywołuje to wszystko, co jest mu bliskie i stanowi przedmiot fascynacji w najszerzej pojmowanym kręgu kultury” – podsumowała Helman.
W 1936 r. wyjechał do Paryża, gdzie zaczął współpracę z czołowym przedstawicielem francuskiego neorealizmu Jeanem Renoirem. Poznał go za sprawą wspólnej znajomej - Coco Chanel. To właśnie we Francji Visconti przeniknął lewicową myślą, której pozostał później wierny, nie zważając na koniunkturalizm.
Jego filmowym debiutem było przeniesienie na ekran amerykańskiej powieści Jamesa Caina „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”. Mowa tu o filmie „Opętanie” (1941). „Choć w Hollywoodzie zaadaptowano ją cztery lata wcześniej, to w historii kina liczy się wersja Viscontiego. Dlaczego? Bo opowieść o losach kochanków, którzy ulegają swym namiętnościom i – nie widząc innego wyjścia – zabijają męża kobiety, zapoczątkowała nowy, niezwykle płody i cenny kierunek w filmie światowym – neorealizm” – ocenił w „Odeonie” filmoznawca Stanisław Janicki, podkreślając, że to był wstrząs, który „zapoczątkował nową epokę kina”.
– Był zapowiedzią jego talentu. „Opętanie” z Clarą Calamai i Massimo Girottim w rolach głównych to film, który pomimo upływu lat dobrze ogląda się także dzisiaj. Myśląc o nim, mam przed oczami jedną z najpiękniejszych scen pokazujących zakochanie od pierwszego wejrzenia, co w kinie jest trudne do pokazania – powiedziała PAP Dąbrowska.
Monika Gurgul wskazuje natomiast, że teatralny Visconti zwrócił na siebie uwagę realizacją sztuki Jeana Cocteau „Straszni rodzice” w 1945 r. Literaturoznawczyni podkreśla, że „otworzyła mu drogę do światowej kariery, a dla włoskiego teatru oznaczała wkroczenie w nową wrażliwość estetyczną”. „Oczarowany teatrem operowym arystokrata Visconti zasłynął z upodobania do monumentalności i przepychu swoich inscenizacji, a także do melodramatyzmu pokazywanych historii, jednak w sztuce Cocteau postawił na obdarty z wszelkiej pozy i stereotypu realizm, nieznany włoskiemu teatrowi pomimo doświadczeń weryzmu” – podsumowuje Gurgul w „Historii teatru i dramatu włoskiego”.
Z kolei kanadyjski historyk sztuki Christopher Innes stawia tezę, że Visconti do lat 50. był najważniejszym włoskim reżyserem. „Wystawiał w żywym, nowoczesnym stylu Goldoniego i innych klasycznych komediopisarzy” – ocenił Innes w „Historii teatru” Johna Russella Browna.
W czasie II wojny artysta zaangażowany był we włoski ruch oporu. Został za to aresztowany w kwietniu 1944 r. i osadzony w więzieniu San Gregorio, z którego zwolniono go jednak jeszcze przed przybyciem aliantów. „Po latach nie wracał do tego tematu, nie rozumiał też zamieszek młodych ludzi w 1968, bał się, że wojna powróci, a jednocześnie w jednym z późniejszych wywiadów wyznał: »Sądzę, iż spośród wszystkich definicji faszyzmu najsłuszniejsza jest ta, która upatruje w nim końcową fazę światowego kapitalizmu, końcowy wynik walki klas, która prowadzi do wynaturzenia«” – czytamy w magazynie „Gazzetta Italia”.
W 1951 r. powstaje „Najpiękniejsza”, film z Anną Magnani w roli głównej. Visconti opowiada nam historię Magdaleny Cecconi – ambitnej żony robotnika, która pragnąc dla swojej córki lepszej przyszłości, zabiera ją na casting do filmu. Dwa lata później Mediolańczyk zadebiutował w La Scali. W latach 1953-57 wystawił pięć oper z Marią Callas, w tym słynną wersję „Traviaty” Giuseppe Verdiego. Wybitny włoski kompozytor był jednym z jego ulubionych. „To było przeznaczenie, że Visconti zapałał obsesyjną miłością do Verdiego. Kulminacyjnym punktem tej obsesji była jego inscenizacja »Traviaty« w La Scali w 1955 r. z udziałem wspaniałej Marii Callas” – czytamy w magazynie „Italian Journal”.
W 1960 r. na ekrany wszedł film „Rocco i jego bracia” z Alainem Delonem w roli tytułowej. Visconti ponownie sięga nim do literatury – inspirując się m.in. Tomaszem Mannem, Giovannim Testoro i Fiodorem Dostojewskim. Film opowiada o losach rodziny Parondi. Rosaria po śmierci męża przeprowadza się z czwórką synów z biednej Sycylii do uprzemysłowionego i zamożnego Mediolanu. „W moich dziełach filmowych zawsze splatają się doświadczenia kulturowe. Uważam, że nawet w tych dziełach, które są oryginalne – jak »Rocco i jego bracia«, która jest historią napisaną przeze mnie – również tam splata się wiele sugestii o charakterze literackim” – wspominał reżyser cytowany przez stację Rai Cultura.
„Rocco i jego bracia” wzbudził ogromne zainteresowanie włoskiej publiczności, pod względem frekwencji ustępował jedynie „Słodkiemu życiu” (1960) Felliniego. Przyniósł także międzynarodowe uznanie samemu Viscontiemu, zdobywając Nagrodę Specjalną i Nagrodę FIPRESCI na Festiwalu w Wenecji.
Pod koniec lat 60. Visconti tworzy pierwszy z filmów zwanych niemiecką trylogią. „Zmierzch bogów” (1969) to dramat historyczny luźno oparty na historii niemieckiej rodziny Kruppów, magnatów przemysłowych z Essen. Reżyser po raz kolejny porusza w nim kwestię odchodzącego świata, w tym wypadku tłem historycznym jest dojście do władzy Hitlera. Niedługo później do kin wchodzi druga część. To oparta na noweli Tomasza Manna, nagrodzona w Cannes „Śmierć w Wenecji” (1971), którą Janicki opisuje jako „wstrząsającą opowieść o miłości i umieraniu, o fascynacji pięknem i nieuchronności śmierci”. Trzecia - „Ludwig” (1972) – opowiada o tragicznych losach Ludwika II Wittelsbacha. Visconti kolejny raz porusza tematykę poszukiwania piękna. Motyw ten jest bardzo charakterystyczny w jego twórczości.
„Filmy Viscontiego, podobnie jak zakorzeniona w tradycji XIX-wiecznego realistycznego opisu proza Manna, cechuje niesamowita, maniacka wręcz dokładność w obrazowym kreowaniu świata” – czytamy w książce Marty Snoch „Wybrańcy – kino Luchino Viscontiego a literacka twórczość Thomasa Manna”. „Tak jak Mann szczegółowo opisuje tapety, bukiety kwiatów, rzeźby i dzieła sztuki, jako przedmioty charakteryzujące bohaterów i ich otoczenie, Visconti, legendarnie drobiazgowy (…) w pełen maestrii sposób komponuje kadry swoich filmów, kontrolując najdrobniejsze elementy” – podsumowuje Snoch.
– Przepełniona tęsknotą tematyka poszukiwań wielkiego piękna kojarzy nam się z twórczością Paola Sorrentino. Dla mnie jednak, szczególnie jeśli chodzi o aspekty wizualne, nostalgicznym poszukiwaczem wielkiego piękna był przede wszystkim Visconti – oceniła w rozmowie z PAP Dąbrowska.
Ostatnim znaczącym filmem artysty był „Portret rodziny we wnętrzu” (1974). Reżyser wraca nim do współpracy z aktorami ze swoich poprzednich filmów, jak Burt Lancaster i Helmut Berger. Dwa lata później nakręcił oparty na prozie Gabriela D’Annunzio film „Niewinne” (1976), ostatni w jego karierze. Był już wówczas na tyle schorowany, że jeździł na wózku inwalidzkim. „Niewinne” można potraktować jako swoiste podsumowanie twórczości Viscontiego, który kolejny raz porusza motyw nostalgii za utraconym czasem i umierającym światem. „W każdej inscenizacji starałem się jak najbardziej zbliżyć do ideału, którego oczywiście nigdy nie osiągnąłem, ale do którego zawsze dążyłem” – podkreślał w jednym z wywiadów we włoskiej telewizji.
Ukoronowaniem jego twórczości miała być adaptacja prozy Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”. Visconti chciał sportretować schyłek belle époque – czasy swojej młodości. Niestety nie zdążył. Zmarł 17 marca 1976 r. w Rzymie. Do samego końca podkreślał, że jest Mediolańczykiem.
„Jego dorobek budził kontrowersje. Wielu krytyków określało jego filmy jako nużące, pretensjonalne i przesadzone, stanowiące zaprzeczenie »realizmu«, którego Visconti rzekomo był orędownikiem. Inni jednak, broniąc właśnie tych cech, które były przedmiotem ataków, chwalili Viscontiego zwłaszcza za jego osiągnięcia w zakresie atmosfery filmów, inscenizacji i dbałości o szczegóły” – napisano tuż po śmierci artysty w „New York Timesie”.
„Wszystko, co widzimy, jest filtrowane przez naszą wrażliwość, przez naszą historię” – mawiał artysta.
Mateusz Wyderka (PAP)