Hanna Radziejowska. Fot. instytutpileckiego.pl
Szefowa berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego Hanna Radziejowska powiedziała w środę w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel”, że szczątków kilkudziesięciu tysięcy zamordowanych przez Niemców Polaków wciąż nie odnaleziono na niemieckiej ziemi. Zrozumienie historii jest warunkiem tego, by móc kształtować przyszłość - dodała.
Radziejowska w rozmowie opublikowanej w 35. rocznicę podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, oświadczyła, że nadal wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że szczątków dziesiątek tysięcy zamordowanych Polaków do dziś nie odnaleziono na niemieckiej ziemi.
„W czasie wojny ciała palono, a popioły anonimowo zakopywano w dołach na cmentarzach” - wyjaśniła. Według Radziejowskiej dotyczy to zarówno znanych postaci, jak generał Stefan Rowecki „Grot”, jak i mniej znanych więźniów obozów koncentracyjnych, osób straconych w więzieniu Ploetzensee czy zamordowanych robotników przymusowych. Jej zdaniem „tę historię trzeba zbadać i rozliczyć”.
Szefowa oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie zwróciła uwagę, że niemieccy okupanci rabowali w Polsce na ogromną skalę dzieła sztuki. Jak podkreśliła, grabież objęła około 550 tys. obiektów i do dziś nie została rozliczona, a od 1989 roku udało się odzyskać zaledwie około tysiąca z nich. Dodała, że w niemieckiej opinii publicznej temat ten niemal nie odgrywa żadnej roli.
Historyczka oceniła też, że Niemcom przydałoby się „trochę więcej pokory” wobec społeczeństwa, które po wojnie, bez odszkodowań i pod reżimem komunistycznym, odbudowało nie tylko Warszawę, lecz także Wrocław, Gdańsk i inne miasta. „Nic nie zostało nam podarowane” - powiedziała, przypominając, że przełom 1989 roku nie byłby możliwy bez Solidarności i oporu społeczeństw Europy Środkowej i Wschodniej.
W ocenie Radziejowskiej powstający w Berlinie pomnik polskich ofiar nazizmu to „prawdziwa rewolucja w kulturze pamięci”.
„W dotychczasowej niemieckiej polityce pamięci przynależność narodowa nie odgrywała niemal żadnej roli. W ramach europeizacji upamiętniania na pierwszym planie stawiano w zamian uniwersalne, to znaczy bezpaństwowe i beznarodowe, kategorie ofiar, jak prześladowani homoseksualiści, ofiary tzw. akcji T4 czy robotnicy przymusowi III Rzeszy” - zauważyła. Paradoksalnie, jej zdaniem, doprowadziło to do tego, że wielu Niemców nabrało wrażenia, iż to oni sami byli głównymi ofiarami narodowego socjalizmu.
Odnosząc się do 35. rocznicy podpisania polsko-niemieckiego Traktatu o dobrej współpracy, Radziejowska zaapelowała, by Niemcy postrzegali Polaków nie tylko jako ofiary, lecz jako „współwyzwolicieli” Europy spod dyktatury nazistowskiej. Przypomniała, że Polacy walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej, stanowili czwartą co do wielkości siłę zbrojną aliantów i walczyli najdłużej z narodów sprzymierzonych - od 1 września 1939 roku.
„Niemcy i Polacy muszą się dobrze rozumieć. Ma to dla Europy zasadnicze znaczenie, zwłaszcza w obliczu rosyjskiego zagrożenia” - zaznaczyła Radziejowska. W jej ocenie, pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 roku wywołała w Niemczech „szok zderzenia z rzeczywistością” i przewartościowanie Rosji.
„Wielu Niemców nagle odkryło na nowo Ukrainę, Białoruś, ale również Polskę i zaczęło pytać, jaką odpowiedzialność ponoszą Niemcy za zbrodnie, które popełniono tam w czasie II wojny światowej. Wcześniej kraje te istniały w niemieckiej percepcji często tylko na marginesie; w centrum stała niemal wyłącznie Rosja” - wyjaśniła.
Radziejowska zwróciła uwagę na „postkolonialne spojrzenie” części Niemców na historię.
„Niewielka wiedza o niemieckiej okupacji Polski idzie często w parze z brakiem docenienia pozytywnego wkładu tego kraju w historię Europy. Wielu Niemców nie zdaje sobie sprawy, że większość żydowskich ofiar pochodziła z Polski, a nie z Niemiec - podkreśliła. „Zrozumienie historii jest warunkiem tego, by móc kształtować przyszłość” - zaznaczyła Radziejowska.
Z Monachium Iwona Weidmann (PAP)
ipa/ ap/ dafa/