Procesja podczas tradycyjnego inkaskiego Festiwalu Słońca w peruwiańskim mieście Cusco, 24 bm. Fot. PAP/EPA (Paolo Aguilar)
Pozostałości koki, alkoholu i innych substancji psychoaktywnych odkryto we włosach i paznokciach ośmiorga dzieci złożonych w ofierze przez Inków. Substancje te mogły służyć łagodzeniu trudów podróży na duże wysokości lub mieć znaczenie rytualne – wskazuje dr Dagmara Socha z UW.
Inkowie składali ofiary z ludzi, najczęściej dzieci i młodych kobiet, w ramach rytuału capacocha. Odprawiano go m.in. w okresach suszy, głodu, niepokojów społecznych lub ważnych wydarzeń dotyczących życia władcy. Złożenie ofiary na szczycie góry, wulkanu lub w innych ważnych miejscach czy sanktuariach miało zapewnić przychylność bóstw.
Składane w ofierze dzieci odbywały trudną podróż w góry, często na wysokość przekraczającą 6 tys. metrów n.p.m. Podczas takich ceremonii musiały radzić sobie z wysiłkiem, zimnem i ograniczoną ilością tlenu.
Międzynarodowy zespół, w tym dr Dagmara Socha z Centrum Badań Andyjskich Uniwersytetu Warszawskiego, zbadał szczątki ośmiorga zamarzniętych szczątków dzieci, ofiar capacocha. Siedem z nich stanowiły dziewczynki. Ich mumie odkryto w latach 20. i 90. XX wieku na stanowiskach archeologicznych w Peru, Argentynie i Chile. Szacuje się, że w chwili śmierci miały od 6 do 14 lat. Niektóre z nich prawdopodobnie zabito uderzeniem w głowę, inne zaś pogrzebano żywcem.
Naukowcy przeanalizowali próbki ich włosów i paznokci, aby ustalić, jakie rośliny psychoaktywne podawano dzieciom podczas rytuału. Wyniki opublikowano w piśmie „Antiquity”.
We wszystkich sześciu próbkach włosów naukowcy wykryli kokainę oraz benzoiloekgoninę, związek powstający w organizmie w wyniku metabolizowania kokainy. Wskazuje to na kontakt dzieci z liśćmi koki. Dla badaczy nie jest to jednak zaskakujące, w kulturze andyjskiej żucie liści koki było powszechną praktyką, wykorzystywaną zarówno w codziennym życiu, jak i w obrzędach religijnych.
- Pomagała ona łagodzić dolegliwości związane z przebywaniem na dużej wysokości, wspierała trawienie, zmniejszała uczucie głodu i zmęczenia. W ustach niektórych mumii odkrywano zwinięte porcje liści, a przy ciałach znajdowano woreczki zawierające kokę - powiedziała PAP dr Dagmara Socha.
W czterech próbkach włosów trzech dziewczynek i chłopca naukowcy wykryli także kokatylen, związek powstający w organizmie, gdy alkohol i kokaina spożywane są jednocześnie.
Dzieci przeznaczone do złożenia w ofierze mogły otrzymywać alkohol w postaci chichy, napoju kukurydzianego, aby je uspokoić i ograniczyć ich świadomość tego, co się z nimi dzieje. Już wcześniejsze źródła historyczne wskazywały, że chichę wykorzystywano podczas uroczystości i obrzędów, a także składano ją w ofierze bogom.
Szczególnie interesujący okazał się przypadek dziewczynki z wulkanu Chuscha. Badacze podzielili jej włosy na sześć fragmentów, z których każdy odpowiadał kolejnemu miesiącowi z ostatnich sześciu miesięcy życia. Dzięki temu mogli sprawdzić, jak zmieniała się ilość wykrywanych substancji.
- W ostatnim okresie życia dziewczynki odnotowano spadek stężenia kokainy. Jednocześnie kokatylen pojawił się wyłącznie w próbce odpowiadającej ostatniemu miesiącowi. Sposób podawania substancji psychoaktywnych lub przebieg przygotowań do rytuału zmienił się więc w końcowym etapie życia dziecka - opisała badaczka.
W próbce paznokci dziewczynki pochowanej na wulkanie Ampato w Peru (słynnej Damy z Ampato znanej także jako Juanita) wykryto również niewielką ilość harminy. To związek występujący w niektórych roślinach, między innymi z rodziny męczennicowatych i marzanowatych, a także w pnączu Banisteriopsis caapi, wykorzystywanym współcześnie w przygotowywaniu rytualnego napoju psychodelicznego - ayahuasca.
- Harmina może wpływać na działanie układu nerwowego, a w połączeniu z innymi substancjami oddziaływać na intensywność ich efektów. Jej obecność w próbce nie oznacza jednak, że dziecko otrzymało ayahuascę. W badanych materiałach nie wykryliśmy DMT, czyli związku psychoaktywnego, który jest jednym ze składników tradycyjnego napoju - wskazała dr Socha.
Naukowcy nie wykluczają, że harmina mogła pochodzić z innej rośliny albo zostać podana samodzielnie, na przykład ze względu na właściwości lecznicze.
- Przypuszczamy, że koka, alkohol i inne roślinne substancje mogły służyć poprawie samopoczucia dzieci, ograniczaniu zmęczenia lub łagodzeniu trudów podróży na duże wysokości. Nie można jednak wykluczyć, że część z nich miała przede wszystkim znaczenie rytualne - podsumowała.
W badaniach uczestniczyli także badacze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Universidad Católica de Santa Maria w Peru, Museo de Arqueologia de Alta Montana w Argentynie, National Geographic Society.
Ewelina Krajczyńska-Wujec (PAP)
ekr/ agt/