W kamienicy w Krośnie znaleziono kolejne granaty. Fot. Muzeum Rzemiosła w Krosnie
Po znalezieniu kolejnych granatów w kamienicy przy ul. Blich w Krośnie (Podkarpacie), zapadła decyzja o rozszerzeniu badań archeologicznych. Eksperci prześwietlą przewody kominowe oraz drewniane podłogi dawnych cel, gdzie spodziewają się odkryć przedmioty osobiste ukryte przez aresztantów.
Tym samym historia, która rozpoczęła się tydzień temu od odkrycia całego arsenału broni, nabiera jeszcze większego rozmachu. Kamienica przy ul. Blich 1, położona w samym sercu krośnieńskiej starówki tuż przy Rynku, przechodzi gruntowny remont, który ma przekształcić ją w nową siedzibę Muzeum Rzemiosła. Prace obejmują przebudowę wnętrz – od fundamentów po strych. Budynek jest zabytkowy, dlatego wszystkie roboty prowadzone są pod nadzorem archeologa.
Właśnie podczas pogłębiania piwnic pod przyszłą wystawę poświęconą Janowi Szczepanikowi, genialnemu krośnieńskiemu wynalazcy zwanemu „polskim Edisonem”, robotnicy natrafili na zamurowaną piwnicę – jedyną w całym budynku bez betonowej posadzki. Już pierwsze uderzenie łopatą na głębokości ledwie 30–40 centymetrów odsłoniło metalowe elementy. – Można powiedzieć: szczęście w nieszczęściu. Gdybyśmy nieumiejętnie podeszli do tematu, wszystko groziło wielkim wybuchem – przyznaje Marta Rymar, dyrektor Muzeum Rzemiosła w Krośnie.
W ten sposób odkryto potężny arsenał broni: 82 karabiny z okresu I i II wojny światowej, w tym prawdopodobnie polskie i austriackie modele z nakładanymi bagnetami, elementy masek gazowych oraz ponad 20 granatów przeciwpiechotnych wypełnionych trotylem. Wszystko to było wrzucone do płytkiego dołu i przysypane ziemią.
Broń, niekonserwowana i narażona na wilgoć, uległa znacznej korozji, a drewniane kolby w większości przegniły. Największe zagrożenie stanowiły jednak załadowane rakietnice i granaty, które saperzy wywieźli i zdetonowali na poligonie. Dwa dni temu musieli przyjechać jeszcze raz. W sąsiedniej przestrzeni piwnicznej zostały odnalezione kolejne granaty; identyczne jak poprzednie. - To pokazuje, że budynek wciąż skrywa tajemnice, które mogą nas zaskoczyć bardziej, niż przypuszczaliśmy – mówiła Marta Rymar.
Stąd decyzja o poszerzeniu badań. Archeolodzy mają przeskanować przewody kominowe i sprawdzić klepisko pod deskami w dawnych celach aresztu z lat 1944–1956. – Spodziewamy się tam znaleźć przedmioty osobiste: różańce, pierścienie, bo z reguły takie rzeczy zwykle były ukrywane przez aresztantów – wyjaśnia dyrektor muzeum.
Kamienica ma bogatą i mroczną historię. Dotychczasowe badania archeologiczne ujawniły tzw. fazę pożarową, co sugeruje, że dzieje tego miejsca mogą sięgać nawet XVII wieku. Obecna bryła powstała na początku XX wieku dla żydowskich kupców Jonasa i Izaaka Stiefeldów, współwłaścicieli kopalni ropy „Wietrzanka”. W latach 1944–1956 mieściła się tu siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a później – do 1975 roku – Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej. W piwnicach budynku funkcjonował areszt śledczy, w którym przetrzymywano m.in. członków podziemia antykomunistycznego.
Marta Rymar ma własną hipotezę o pochodzeniu arsenału. Jej zdaniem, w obliczu nadciągającego frontu sowieckiego, konspiratorzy - najprawdopodobniej AK-owcy - w pośpiechu zakopali sprzęt i zamurowali wejście do piwnicy, licząc, że wrócą po niego później. Okazało się, że nigdy takiej szansy nie mieli, a skrytka pozostała nienaruszona przez kolejne dekady.
Znalezioną broń bada teraz prokuratura. Egzemplarze uznane za bezpieczne po konserwacji wrócą do muzeum, by stać się częścią ekspozycji dokumentującej wojenne i powojenne losy Krosna. (PAP)
al/ amac/