Wigiia Bożego Narodzenia w Kościele Greckokatolickim. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
6 stycznia w większości Kościołów wschodnich obchodzona jest wigilia Bożego Narodzenia, ale jest ważny wyjątek: Ukraiński Kościół Greckokatolicki przeszedł bowiem na kalendarz pokrywający się z gregoriańskim.
6 stycznia, w dniu, w którym chrześcijanie obrządku zachodniego obchodzą Objawienie Pańskie popularnie zwane Świętem Trzech Króli, w większości Kościołów wschodnich rozpoczyna się wigilia Bożego Narodzenia, a samo święto przypada 7 stycznia.
Istnieje jednak ważny wyjątek: od 2023 roku Ukraiński Kościół Greckokatolicki przeszedł na kalendarz nowojuliański (pokrywający się z gregoriańskim) i obchodzi wigilię 24 grudnia, a Boże Narodzenie 25 grudnia, podobnie – Kościół Prawosławny Ukrainy.
Niezależnie jednak od daty obchody tego szczególnego wieczoru pozostają do siebie zbliżone, a jednym z najważniejszych elementów jest przełamywanie się chlebem. Katolicy dzielą się opłatkiem, który – jak pisał ksiądz Jan Twardowski – jest „cieniutki, cichy, biały jak śnieg”. Natomiast wierni tradycjom wschodnim, używają w tym celu tzw. prosfory, czyli niewielkiego acz wyrośniętego, okrągłego chlebka.
Tradycja obydwu chlebów – opłatka i prosfory – jest podobna. Jak zauważa kapucyn, wiele lat pełniący posługę na Białorusi, o. Jan Bońkowski: „choć chleb w liturgii katolickiej i prawosławnej różni się swoją zewnętrzną formą, to jednak podczas Przeistoczenia zarówno pierwszy, jak i drugi staje się prawdziwym Ciałem Jezusa Chrystusa, który pragnie, aby wszyscy stanowili jedno”.
Idea dzielenia się chlebem jest w tym przypadku, jak zauważa znawca polskiej tradycji świątecznej Józef Smosarski, „dalekim echem życia wspólnotowego pierwszych chrześcijan bądź wczesnośredniowiecznym zwyczajem polegającym na obdarowywaniu chlebem zebranych”. Natomiast folklorysta Jerzy Pośpiech uważał, że korzenie tego obrzędu sięgają czasów przedchrześcijańskich, kiedy poganie dzielili się pieczywem obrzędowym podczas zimowych uroczystości zadusznych, a „Kościół jedynie nadał temu zwyczajowi interpretację chrześcijańską”.
Jakkolwiek by nie było, wiele o prosforze mówi już sama nazwa. Aleksander Brückner wywodzi ją z greki: „prosfora, ‘ofiara’; cerkiewne, u pisarzy unickich i dyzunickich”, a zatem u autorów, którzy podporządkowali się postanowieniom zawartej w 1596 roku unii brzeskiej (tj. unici), oraz tym, którzy nie przyjęli jej postanowień (tj. dyzunici). Co ciekawe, po raz pierwszy w polskim piśmiennictwie słowo „prosfora” – jak zauważa filolog klasyczny Jan German – zostało odnotowane w „rachunkach dworu króla Władysława Jagiełły i Królowej Jadwigi pod datą 1419 (…), a następnie dwukrotnie w słowniku lekarskim Jana Stanki z 1472 r.”.
Wyróżnia się dwie formy samego wypieku prosfor: dużą, używaną podczas liturgii w cerkwi i małą, do użytku domowego, na przykład podczas przełamania się wigilijnego. Dlatego też teolog prawosławny prof. Henryk Paprocki mówi nie o prosforze, a o „prosforkach, czyli małych bułeczkach”.
Ponieważ forma i sam skład prosfory odróżniają ją najbardziej od katolickiego opłatka, warto przyjrzeć się temu, skąd wzięła się ta różnica. Opłatek jest cienki, przaśny, czyli zrobiony z niezakwaszonego ciasta, i kruchy. Prosfora przeciwnie, pulchna i wyrośnięta. Te różnice między opłatkiem i prosforą mają już ponad tysiąc lat. Ale w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wszędzie używano chleba na drożdżach lub zakwasie, czyli zwykłego, „żywego” pieczywa, które symbolizowało życie i zmartwychwstanie Chrystusa.
W VIII-IX wieku na Zachodzie, w okresie karolińskim, Kościół łaciński zaczął stopniowo przechodzić na chleb przaśny, wzorując się na żydowskiej macy paschalnej. Taki chleb miał podkreślać czystość, brak grzechu oraz symbolicznie odzwierciedlać pospiech, z jakim Mojżesz wyprowadził Żydów z Egiptu.
Wschód pozostał przy tradycji kwaszonego chleba, widząc w drożdżach znak życia, przejaw działania Ducha Świętego oraz wierności pierwotnej praktyce. Ta rozbieżność była jedną z kwestii, które w XI wieku podczas wielkiej schizmy 1054 roku stały się symbolem podziału między Wschodem a Zachodem. Patriarcha Michał I Cerulariusz i teologowie wschodni wskazywali, że w opisach Ostatniej Wieczerzy użyto greckiego słowa „artos” (chleb kwaszony), a nie „azyma” (przaśny). I choć Sobór Florencki w 1439 roku uznał, że oba rodzaje chleba są ważne, a zatem „czy kwaszony, czy przaśny, według zwyczaju każdego Kościoła”, to różnica pozostała.
Samo przygotowanie prosfory traktowane jest jak akt modlitwy, wykonuje się ją zazwyczaj ręcznie, a zadanie to powierza się żonom duchownych lub mniszkom. Proces jest prosty, ale wymaga cierpliwości i dokładności. Najpierw robi się rozczyn (na ok. 7 godz. wcześniej), który potem kroi się na mniejsze kawałki, bo tak łatwiej wyrabiać ciasto. Wszystkie składniki (mąka, woda, sól, drożdże lub zakwas) łączy się z rozczynem i zagniata na gładką, sprężystą masę i jeśli trzeba, delikatnie koryguje się ilość wody lub mąki. Po wyrobieniu ciasto przykrywa się i odstawia na pół godziny, żeby odpoczęło. Następnie odkrawa się porcje i formuje prosfory. Proces ten dzieli się na dwa etapy i najpierw wycina się większe, okrągłe spody i układa je na blasze. Z reszty ciasta wycina się mniejsze „górki” i na wierzchu odciska się specjalną pieczątkę z krzyżem i napisem IC XC NI KA („Jezus Chrystus Zwycięża”). Potem obie części delikatnie skleja się, spryskując spód wodą tak, aby symbolizowały dwie natury Chrystusa: boską i ludzką. Tak uformowane prosfory przykrywa się i zostawia na około 1,5 godziny w ciepłym miejscu, żeby wyrosły. Przed pieczeniem lekko spryskuje się je wodą, a następnie wkłada do nagrzanego piekarnika. Pieką się do uzyskania złocistego koloru. Gotowe przekłada się do koszyka wyłożonego czystym materiałem i tak zabiera się je do cerkwi lub wprost na wigilijny stół.
Pani Halina, prawosławna mieszkanka Bielska Podlaskiego, wspomina:
„Jak byłam dzieckiem, to bardzo lubiłam ten moment. W oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę mama wyjmowała prosforę, którą wcześniej przyniosła z cerkwi. Wiem, że niektóre dzieci nie chciały jeść prosfory, a ja ją uwielbiałam. Czasem nawet zbierałam i zjadałam wszystkie okruszki, bo nie można było nic zostawić.”
Należy jednak pamiętać, że choć sama prosfora jako chleb liturgiczny ma wielowiekową tradycję, to jej obecność przy wigilijnym stole jako małej bułeczki, jest stosunkowo niedawnym zwyczajem. Rozwinął się on głównie w wiekach XIX i XX, gdy prawosławni mieszkający na ziemiach polskich coraz częściej spotykali się z katolickim zwyczajem dzielenia się opłatkiem i stworzyli swój własny, sakralny odpowiednik.
Wcześniej zamiast prosfory używano jednej z potraw. Jak wyjaśnia Magdalena Sulima, zajmująca się dziedzictwem kulturowym Podlasia:
„To właśnie od kutii, dawniej zwanej socziwem, pochodzi określenie prawosławnej Wigilii jako nawieczeria lub soczelnik. Dawniej dzielono się właśnie kutią, czyli socziwem.”
Chociaż kutia, dzięki dodatkowi miodu miała słodki smak, spożywano ją na samym początku, przed wszystkimi innymi, wytrawnymi potrawami. Jednak bez względu na to, czym się dzielono – opłatkiem, prosforą czy kutią – istotą tego gestu jest współuczestnictwo w radości z narodzin Chrystusa. I to właśnie – niezależnie od obrządku czy kalendarza liturgicznego – pozostaje niezmienne dla Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia i dla chrześcijan będzie brzmieć znajomo:
„Chrystos naradziŭsia, Boh abjawiusia,
Anioły spiawajuć, Boha prasławiajuć,
Pastuchi prychodziać, radasna z narodzie -
Dziwa, dziwa abwiaszczajuć”.
(PAP)
Marta Panas-Goworska
mpg/