Sala Kameralna Filharmonii Narodowej. XIII Międzynarodowy Festiwal Jazzowy Jazz Jamboree 70. Fot. PAP/Zbigniew Wdowiński
Włodzimierz Nahorny, który kończy 85 lat, to weteran polskiego jazzu, legendarny kompozytor i dobry duch tej części sceny muzycznej, gdzie wysoko ceni się wrażliwość, kunszt i poetyckie słowo – powiedział PAP Dionizy Piątkowski, krytyk muzyczny.
- Włodzimierz Nahorny to weteran polskiego jazzu, legendarny kompozytor i dobry duch tej części sceny muzycznej, gdzie wysoko ceni się wrażliwość, kunszt i poetyckie słowo – powiedział PAP Dionizy Piątkowski, krytyk muzyczny, twórca cyklu koncertowego Era Jazzu, a także autor „Encyklopedii Muzyki Popularnej – JAZZ”. - Właściwym żywiołem Nahornego jest dźwięk, jego siła, plastyczność, ważkość, kolor, wyraz. Dźwięk wyizolowany i dźwięk w kontekście rzeczywistości szmerowej otaczającej nas na co dzień. Dźwięk w kontekście jazzu i jazz w kontekście dźwięku. To jest „jego portret” – podkreślił Piątkowski.
- Kto zna twórczość Włodzimierza Nahornego, ten natychmiast odnajdzie w niej oczywistą, jazzową przebojowość. Jego twórczość to poezja i romantyzm – język niedefiniowalny i nieprzewidywalny. To muzyka na wskroś współczesna, ale czerpiąca inspirację z wielu gatunków. Twórczy idiom jest tak szeroki, jak nieskończony jest wachlarz jego artystycznych możliwości – dodał krytyk. - Od samego początku kariery Nahorny wzbudza powszechne uznanie. Jest wybitnym, niepowtarzalnym kompozytorem, jeden z pierwszych polskich multiinstrumentalistów, człowiekiem o niespotykanej wrażliwości i skromności, a jednocześnie pełnym energii i nowatorskich koncepcji – podkreślił Piątkowski.
"Muzycznie układało się tak, że na fortepianie grałem jako liryk, romantyk, zazwyczaj ballady, a na saksofonie grałem free jazz."
Włodzimierz Nahorny urodził się 5 listopada 1941 r. w Radzyniu Podlaskim. Ukończył Liceum Muzyczne i Wyższą Szkołę Muzyczną w Sopocie. Debiutował w wieku 18 lat, w kolejnych latach występował z wieloma zespołami jazzowymi, m.in. kwartetem jazzowym Politechniki Gdańskiej, North Coast Combo, Tralabomba Jazz Band i Big Band Jana Tomaszewskiego. Prowadził również własne trio, z którym zagrał na festiwalu Jazz nad Odrą w 1965 r. W kolejnych latach współpracował z wieloma muzykami jazzowymi, m.in. Janem Ptaszynem Wróblewskim, Andrzejem Kurylewiczem, Wandą Warską, Andrzejem Trzaskowskim, Krzysztofem Sadowskim, a także grał w blues-rockowym zespole Breakout.
- Miałem bardzo udane dzieciństwo i młodość, choć po wojnie czasy były trudne. Atmosfera w domu i kolejnych szkołach była wspaniała. A później wszystko toczyło się od festiwalu do festiwalu, od konkursu do konkursu i tak się składało, że zawsze coś wygrywałem – powiedział PAP Włodzimierz Nahorny. - Jestem człowiekiem wierzącym, zawsze czułem nad sobą rękę Boga, a przynajmniej Anioła Stróża, który mnie prowadził. Wszystko w moim życiu działo się z przypadku, który obracał się na moją korzyść. Miałem zostać sławnym pianistą a zacząłem więcej grać na saksofonie. Jazzem też zainteresowałem się przypadkiem, bo mąż siostry był miłośnikiem jazzu i on zaraził mnie tą muzyką. Przypadkiem spotkałem Andrzeja Trzaskowskiego, który zaprosił mnie do swojego zespołu – wspominał Nahorny.
W 1966 r. Nahorny otrzymał II nagrodę na Światowym Konkursie Jazzu Nowoczesnego w Wiedniu. Rok później na Festiwalu Jazzowym w Wiedniu wygrał I nagrodę, którą wręczył mu Duke Ellington. Kompozycje Nahornego doceniane były także na konkursach muzyki popularnej, w 1972 r. otrzymał I nagrodę na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu za muzykę do piosenki „Jej portret” (sł. Jonasz Kofta), która śpiewał Bogusław Mec. Rok później, także w Opolu, otrzymał I nagrodę za muzykę piosenki „Tango z Różą w Zębach” (sł. Jonasz Kofta), śpiewaną przez Łucję Prus.
- Muzycznie układało się tak, że na fortepianie grałem jako liryk, romantyk, zazwyczaj ballady, a na saksofonie grałem free jazz. Miałem wspaniałego nauczyciela, wręcz mentora, Andrzeja Trzaskowskiego, który o free jazzie wiedział najwięcej w Polsce. Ten bardzo trudny styl jazzowy dawał mi najwięcej satysfakcji i przyjemności. Później przez kilka lat grałem w blues-rockowym zespole Breakout. Tam moje solówki też były free jazzowe. O dziwo słuchacze ciągle to pamiętają. Dziś sam uczę młodzież free jazzu, w Akademii Muzycznej w Gdańsku – powiedział Nahorny.
Jazzman nagrał kilka własnych płyt i uczestniczył w nagraniach kilkunastu albumów innych wykonawców. Komponuje także muzykę filmową i teatralną. Jest laureatem wielu krajowych i międzynarodowych konkursów i festiwali muzycznych. W 2009 r. Nahorny doktoryzował się na Akademii Muzycznej w Gdańsku w dyscyplinie instrumentalistyka, a w 2012 r. otrzymał tytuł profesora sztuki.
W dniu 85. urodzin muzyka premierę ma książka Nuli Stankiewicz „Włodzimierz Nahorny, powiem, jak umiem. Legenda polskiego jazzu o sobie”. Pierwsze spotkanie z autorką książki i jej bohaterem odbędzie się w czwartek w PROM-ie Kultury na warszawskiej Saskiej Kępie.
- Pomysł stworzenia biografii Włodzimierza Nahornego nie zrodził się z wydawniczego zamówienia czy chłodnej kalkulacji, lecz z wieloletniej przyjaźni, wspólnej pracy na scenie i zaufania, które budowaliśmy przez lata. Nahorny to dla polskiej kultury postać pomnikowa – powiedziała PAP Nula Stankiewicz. - Nahorny ma absolutnie unikalną, słowiańską wrażliwość melodyczną, w której jazz spotyka się z romantyczną melancholią i klasyczną dyscypliną. Jest autorem legendarnego „Jej portretu”, współtwórcą najważniejszych rozdziałów polskiego jazzu, wybitnym pianistą i saksofonistą. Równocześnie to człowiek skromny, cichy, przez całe życie unikający rozgłosu innego, niż wynikający z działań stricte artystycznych – dodała Stankiewicz.
- Od dawna miałam poczucie, że w polskiej literaturze muzycznej w kontekście biografii istnieje w tym miejscu luka. Nie chciałam jednak popularnej formuły wywiadu-rzeki. Pragnęłam stworzyć opowieść literacką, snutą pierwszoosobowo, w narracji samego artysty – tłumaczyła Stankiewicz. - Z opowieści Włodzimierza wyłania się nie tylko wspaniały artysta, aktywny na scenie przez ponad sześć dekad. Nie tylko instrumentalista, kompozytor, wizjoner. Wyłania się człowiek. Ze swoimi wątpliwościami, niepewnością, obawami. Człowiek silny, ale niepozbawiony słabości. Zdeterminowany, ale nie za wszelką cenę. Szczery, bardzo relacyjny, wnikliwy, ceniący poczucie humoru i dystans do siebie. Pokorny, pełen wiary w świat znacznie doskonalszy niż ziemski – dodała autorka.
Struktura książki jest ściśle powiązana z twórczością Nahornego, poszczególne rozdziały noszą tytuły jego kompozycji, śpiewanych m.in. przez Łucję Prus, Annę Marię Jopek, Magdę Umer, Irenę Santor, Bogusława Meca czy Grzegorza Turnaua. Utwory te stają się pretekstem do podróży przez sceny jazzowe, legendarne festiwale, studia nagraniowe i kulisy PRL-u aż po współczesność.
Tomasz Szczerbicki (PAP)
szt/ lm/