Człowiek, owiany złą sławą za sprawą nigdzie niepotwierdzonej wzmianki ewangelisty Mateusza, a zarazem przyjaciel cesarza Oktawiana Augusta. Sylwetkę Heroda Wielkiego przedstawił brytyjski historyk Martin Goodman.
Biograf Heroda Wielkiego jest wybitnym znawcą dziejów starożytnego Rzymu i Izraela. Bohatera jego najnowszej książki, która ukazała się w 2024 r. na Uniwersytecie w Yale, a w polskim tłumaczeniu opublikowanej nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego, nie da się zrozumieć bez uwzględnienia obu tych ośrodków. Panujący nad Judeą Herod musiał się liczyć z wolą rzymskiego imperium, ale dzięki swoim politycznym talentom cieszył się względną samodzielnością. Wykorzystał ją z korzyścią dla siebie, ale też swojego kraju.
A tymczasem, o czym przypomniał Martin Goodman, podczas pierwszej wizyty w stolicy imperium, przy Herodzie stała tylko garstka najwierniejszych druhów. Niewiele zresztą brakowało, a Herod w ogóle by tam nie dotarł – w ostatnim momencie udało mu się uciec przed wkraczającymi do Jerozolimy Partami, a płynąc przez Morze Śródziemne do Italii, zmagać się musiał z potężnymi sztormami. Na szczęście dla niego Partowie byli również wrogami Rzymu, więc Marek Antoniusz – najsilniejszy z triumwirów sprawujących władzę po Juliuszu Cezarze – namaścił Heroda na króla Judei, a formalnie do tej godności wyniósł go Senat.
Z rzymską pomocą Herod zdołał podporządkować sobie Jerozolimę i usunąć stamtąd nominata Partów. Zawdzięczał to nie tylko lojalności, ale też umiejętnościom wojskowym.
Pozostawił po sobie monumentalne projekty budowlane, takie jak świątynia w Jerozolimie i port w Cezarei. Uważał się za Żyda, choć wśród jego poddanych niektórzy odmawiali mu do tego prawa. Może to właśnie w pewnym stopniu wyjaśnia, skąd się wzięły jego wielkie ambicje, ale również podejrzliwość i zazdrość. Zarzucane mu okrucieństwo, którego rzekomymi dowodami miały być egzekucje wrogów, w gruncie rzeczy było tylko objawem rozsądku. Herod wiedział bowiem, że jego władza opiera się przede wszystkim na sile, nie miał bowiem prawnej legitymacji do królewskiego tytułu.
W ten sam sposób da się też wyjaśnić jego postępowanie wobec najbliższych – matki, kolejnych żon i dzieci.
W ciągu swojego długiego, prawie siedemdziesięcioletniego życia (urodził się w 73 r. p.n.e., a zmarł w 4 r. p.n.e.) był świadkiem, ale też uczestnikiem burzliwych przemian. Marek Antoniusz, jego pierwszy rzymski protektor, przegrał walkę o władzę z Oktawianem Augustem. Herod jednak przekonał tego ostatniego, że będzie wobec niego tak samo lojalny jak wobec poprzednika.
Z rzezią niewiniątek, którą opisał ewangelista Mateusz, nie mógł mieć nic wspólnego. Żadne źródło, nawet te skrajnie krytyczne wobec Heroda, w ogóle nie wspomina o takim fakcie. Jeśli zaś miałaby to być reakcja na wieść o pojawieniu się „nowego króla żydowskiego”, to nie Herod Wielki byłby tego sprawcą. Zmarł bowiem przed narodzinami Jezusa.
Martin Goodman zwraca jednak uwagę, ze nawet gdyby przyjąć założenie, że Jezus urodził się kilka lat przed tradycyjna datą, to historia o rzezi niewiniątek nadal brzmi mało prawdopodobnie.
Skąd więc się wzięła u Mateusza? Prawdopodobnie ewangelista chciał przy jej pomocy zbudować paralelę nawiązującą do starotestamentowej opowieści o Mojżeszu.
Legenda o krwawym tyranie Herodzie tak bardzo pobudzała wyobraźnię chrześcijan, że doczekała się upamiętnienia w postaci święta Świętych Młodzianków.
Co ciekawe, Herod nie zdobył dobrej sławy także wśród wielu ortodoksyjnych żydów i syjonistów.
W 1955 r. żyjący w Holandii gorliwy syjonista Abel Herzberg w swojej sztuce teatralnej przedstawił Heroda jako pospolitego tyrana. Z kolei pochodzący z okolic Lwowa izraelski historyk Abraham Schalit nazwał Heroda „gadziną” i potępił za kolaborowanie z Rzymem. Inny historyk, Aryeh Kasher, przedstawił króla Judei jako człowieka cierpiącego na paranoiczne zaburzenie osobowości wywołane kompleksem niższości.
Swego rodzaju rehabilitacją Heroda stała się dla odmiany otwarta w 2013 r. w Muzeum Izraela wystawa, której centralnym punktem był prawdopodobny grób Heroda w Herodionie.
Martin Goodman bohatera swojej książki nie osądza. W podsumowaniu zaznacza, że był on człowiekiem pełnym pasji, który pragnął być kochany i podziwiany. „Ambicja, arogancja i śmiałość pozwoliły mu sięgnąć po władzę, ale na starość stał się podejrzliwy i przeczulony na swoim punkcie. Czuł się urażony, gdy jego oddanie rodzinie nie było wystarczająco odwzajemniane i złościł się, jeśli poddani wyrażali pogardę dla osiągnięć, do których z takim wysiłkiem dążył”. (PAP)
jkrz/
Martin Goodman, Herod Wielki. Żydowski król w rzymskim świecie, Państwowy Instytut Wydawniczy (seria: Biografie Sławnych Ludzi)