PRL

05.10.2018

„Osiemdziesiąte. Jak naprawdę żyliśmy w ostatniej dekadzie PRL”

autor: Joanna Solska
„Osiemdziesiąte. Jak naprawdę żyliśmy w ostatniej dekadzie PRL” „Osiemdziesiąte. Jak naprawdę żyliśmy w ostatniej dekadzie PRL”

„Rzeczywistość PRL nigdy tak naprawdę nie została opowiedziana. Dlatego ci, którzy jej nie znają, łatwo ją idealizują” – czytamy. Jak zatem żyło się w latach osiemdziesiątych? Na to pytanie odpowiedzi próbuje w swojej książce udzielić Joanna Solska. 

Solska przybliża czytelnikom realia ostatniej dekady PRL-u. „W świadomości tych, którzy byli zbyt młodzi, by pamiętać, albo nie było ich jeszcze wcale, obraz PRL wydrukowały filmy Barei. […] Z tych filmów ludziom młodym wyłania się kraj zabawnych absurdów. Starsi też chętnie oglądali Bareję i także się śmiali. Ale żeby odreagować rzeczywistość, która dla nas wcale nie była zabawna” – pisze autorka. 

Według Solskiej tym, co najbardziej doskwierało, była nieprawda. Po stanie wojennym ideały socjalizmu stały się rzeczywistością, ale codzienne życie toczyło się obok. „Deklaracje, że w socjalizmie najważniejszy jest człowiek, budziły pusty śmiech. Czuliśmy się coraz bardziej sponiewierani, borykaliśmy się z problemami, o których społeczeństwa kapitalistyczne nie miały pojęcia” – pisze autorka. Jako tego przykład podała niemożność kupienia papieru toaletowego. „Gospodarka PRL nie rozwiązała problemu braku papieru, podobnie jak wielu innych problemów. Zdjęcia z tamtych czasów, na których widać uśmiechnięte twarze osób niosących na szyjach wianuszki rolek szarego, twardego papieru, wydają się dziś niezrozumiałe. Ludzie ci pewnie akurat przechodzili obok sklepu, do którego rzucili papier, więc bez namysłu ustawili się w kolejce i kupili, ile się dało. Alternatywą dla +ściernego+ była przecież pocięta +Trybuna Ludu+. Równie twarda, a dodatkowo zostawiająca ślady farby drukarskiej” – czytamy.

Ludzie prowadzili „podwójne życie” – jedno to oficjalne, z pierwszych stron „Trybuny Ludu”, oraz drugie, prawdziwe, które kwitło na stronach ogłoszeniowych „Życia Warszawy” oraz w kryminałach. Solska uważa nawet, że milicyjny serial „07, zgłoś się” mówił więcej o tym życiu niż partyjne archiwa. Co prawda serial usiłował przekonać widzów, że opowiadane historie są jedynie marginesem, ale jednocześnie puszczał do widza oko, co ma o tym myśleć. „Można powiedzieć, że puszczanie oka stało się w PRL narodowym zwyczajem” – ocenia autorka. 

Jeśli chodzi o oficjalne zarobki, to społeczeństwo Polski Ludowej było egalitarne. Jednak to nie odzwierciedlało faktycznej pozycji społecznej i finansowej. Ważniejsze – jak uważa Solska – były dojścia. Egalitaryzm socjalizmu był fikcją. 

Fetyszem w socjalistycznej Polsce były dolar i marka zachodnioniemiecka. Życie gospodarcze socjalistycznej Polski i jej mieszkańców toczyło się w dwóch obiegach. Dolary pozwalały nieźle żyć w kraju bez wyjeżdżania za granicę. 

Według „Dziennika Telewizyjnego” Polacy mieli dużo pieniędzy, a Polska była dziewiątą gospodarką świata. Jednak życia w PRL i na Zachodzie nie da się porównać. W ostatnich latach PRL nie dało się już kupić prawie niczego. Autorka opisuje również krajowe Targi Poznańskie, które nie pokazywały jednak tego, co krajowe fabryki miały tak naprawdę do sprzedania. „Impreza tylko z nazwy przypominała targi, czyli przedsięwzięcie, podczas którego handel wybiera i kupuje towary, które – jego zdaniem – mają szansę zyskać akceptację klientów. U nas było inaczej, to producenci decydowali, kogo z handlowców obdarzą względami i pozwolą mu coś kupić” – czytamy. Chociaż stoiska na Targach Poznańskich charakteryzowały się wielkim wyborem asortymentu, jego jakością i kolorem, zupełnie jednak nie przypominały tego, co oglądało się w handlu. To, że po otwarciu granic w 1990 r. Polacy zachwycali się właściwie byle czym, aby tylko było w kolorowych opakowaniu, o których nie mieli wcześniej pojęcia, że w ogóle istnieją, nie powinno zatem dziwić. 

Solska opisała również system kartkowy, po którym nie dało się poruszać bez przewodnika. Poznanie reguł nie wystarczyło, ponieważ ważniejsze były wyjątki. Kiedy wprowadzono kartki na kartki – to przede wszystkim wydawały je zakłady pracy. Jednak po kartki na mleko dla niemowląt trzeba było się zgłosić do szpitala, a kartki na benzynę wydzielał PZU. Papier toaletowy, nawet z kartką, nie był do zdobycia. „Przy odrobinie szczęścia zdarzało się jednak trafić na niego w… punkcie skupu makulatury” – pisze autorka. W zamian trzeba było oddać odpowiednią ilość starych gazet. 

System kartkowy uwzględniał także sytuacje niecodzienne, np. ślub czy zgon. Obrączki co prawda można było kupić w sieci sklepów Jubiler, ale towar, ze względu na domieszkę złota, również był deficytowy. Do Jubilera należało zatem przyjść po ślubie, już z odpisem aktu zawarcia małżeństwa. Co więcej, na akcie musiała się znaleźć adnotacja urzędu stanu cywilnego, że małżonkowie biorą ślub po raz pierwszy – na drugi ślub, nawet jeśli dotyczyło to tylko jednego z małżonków, obrączki się już nie należały. 

Z kolei w przypadku śmierci, aby móc kupić dla zmarłego garnitur, potrzebny był akt zgonu. Garnitur nabywało się w specjalnym sklepie – inaczej, bez aktu zgonu, garnitury wykupiliby jeszcze ci żyjący.

Joanna Solska pokazuje wiele przykładów, o których dzisiaj czytamy z lekkim uśmiechem na twarzy, ale naprawdę były one częścią dramatycznej rzeczywistości. Rozwiązania, które przygotowywała władza upodlały i upokarzały człowieka. „Tęsknota” dzisiejszych młodych ludzi do takiego państwa jak PRL, które każdemu „dawało” mieszkanie i pracę, a wszyscy byli „równi” jest, w opinii Solskiej, wynikiem niewiedzy o tym, jak ta rzeczywistość naprawdę wyglądała. 

Książka jest napisana ku przestrodze. Solska przypomniała w ten sposób, do czego również prowadzi wszechwładza polityków, których nie ogranicza prawo, ponieważ stworzyli je „pod siebie”, nieprzejmujących się trójpodziałem władzy, gdyż go znieśli. „Polityków, którzy byli spętani jedynie ideologią i przekonaniem, że +władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy+. Przy takim paradygmacie na demokrację po prostu nie było miejsca, byłaby dla nich zagrożeniem. Wolne wybory zmiotłyby ich władzę, więc nie mogli do nich dopuścić” – pisze autorka. Solska uważa, że tej władzy politycy nie oddali w 1989 r., ale po prostu od niej uciekli. Byli świadomi tego, że gospodarka stała się niewydolna, zbankrutowała. I właśnie o tym jest również ta książka. 

Książka „Osiemdziesiąte. Jak naprawdę żyliśmy w ostatniej dekadzie PRL” Joanny Solskiej ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne

Anna Kruszyńska (PAP)

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL