Ukazało się kolejne wydanie „Upartego serca” - fabularyzowanej biografii Haliny Poświatowskiej. Kalina Błażejowska uzupełniła opowieść o historię dwu romansów Haliny, pokazując, jak bezwzględna potrafiła być śmiertelnie chora poetka w swojej walce o prawo do miłości i bycia adorowaną.
Już w pierwszym wydaniu z 2014 r. Błażejowska odsłoniła mniej znaną twarz Poświatowskiej: zbuntowaną, ironiczną, daleką od sentymentalnego wizerunku, z którym poetka jest kojarzona, pokazywała, jak bardzo zmysłowość jej poezji zakorzeniona była w lęku przed śmiercią, potrzebie potwierdzania swojego istnienia w miłości. W drugim, najnowszym wydaniu opowieści, po jej uzupełnieniu o historię dwu romansów Haliny - z niewidomym poetą Ireneuszem Morawskim oraz z Janem Adamskim, mężem innej poetki, Anny Świrszczyńskiej - widać, że Halina bywała też dość bezwzględna w swojej walce o miłość i potrzebę adoracji. Bywała złośliwa, egocentryczna i uparta.
Poświatowską ze względu na datę rozpoczęcia kariery literackiej zaklasyfikowano do Pokolenia „Współczesności”, jednak ona sama do końca życia nie identyfikowała się z żadnymi grupami literackimi. Za życia opublikowała trzy tomy poetyckie, a także jeden reportaż („Notatnik amerykański” 1961), jedno opowiadanie („Niebieski ptak” 1966) i powieść autobiograficzną („Opowieść dla przyjaciela” 1967). Inne utwory - nowela „Znajomy z Kotoru” i zbiór poezji „Jeszcze jedno wspomnienie” - ukazały się pośmiertnie w roku 1968.
Przyszła poetka urodziła się 9 maja 1935 r. w Częstochowie. Gdy w styczniu 1945 roku radzieckie wojska wyzwalały miasto, rodzina Mygów wraz z córkami spędziła kilka nocy w zimnych piwnicach. Dziesięcioletnia Halinka zwana Hasią zachorowała na anginę, która przeszła w zapalenie stawów i zapalenie wsierdzia, które z kolei doprowadziło do wady serca: niedomykalności zastawki dwudzielnej. W tamtym czasie choroba była nieuleczalna. Dziewczynka została praktycznie wyłączona z życia, wiele czasu spędzała w szpitalach i sanatoriach. Przy każdym szybszym kroku Hasia traciła oddech, czuła kłucie w płucach, nie mogła więc bawić się z rówieśnikami, swobodnie spacerować ani tańczyć, pokonanie schodów było dla niej wielkim problemem.
Halina uczyła się głównie w domu, wiele czytała. Jako 17-latka w sanatorium w Kudowie poznała swojego pierwszego męża, młodego malarza i filmowca Adolfa Poświatowskiego, także chorego na serce. Wyszła za niego wbrew radom rodziny i lekarzy - to wtedy po raz pierwszy ujawnił się jej opór wobec ograniczeń narzucanych przez stan zdrowia. Halina nie zamierzała poświęcić życia na chorowanie, pragnęła miłości, podziwu, chciała czuć się kobietą piękną i pożądaną. Małżeństwo nie trwało długo, jej mąż zmarł na serce wiosną 1956 r. Halina dowiedziała się, że została 21-letnią wdową podczas kuracji w sanatorium w Rabce. Pogrążoną w depresji dziewczynę lekarz prof. Julian Aleksandrowicz zachęcił do pisania wierszy, sprowadził jej nawet do szpitala mentorkę, uznaną już wtedy poetkę Wisławę Szymborską.
W tym samym roku Halina zadebiutowała, publikując swoje wiersze w „Gazecie Częstochowskiej”. Za jej odkrywcę uważa się krytyka literackiego i poetę Tadeusza Gierymskiego, który – jak sam napisał w artykule „Pożegnania poetki” w tejże gazecie w 1967 r. – zrobił to z litości, nie oceniając jej poezji bardzo wysoko. Pierwszy zbiór poezji Poświatowskiej, „Hymn bałwochwalczy”, pojawił się rok później i zebrał przychylne opinie krytyków i poetów. Następne wiersze zebrane zostały w trzech kolejnych tomikach poezji: „Dzień dzisiejszy” (1963), „Oda do rąk” (1966) i „Jeszcze jedno wspomnienie” (1968, pośmiertnie).
Halina buntowała się przeciwko ograniczeniom narzucanym przez chorobę. Chciała żyć jak zdrowa kobieta. Uwielbiała się stroić i dobrze wyglądać. „Lata 60., szare ulice, szarość, szarość, szarość. Jakby z popiołu świat. I na tej ulicy Haśka. Ona nigdy nie poruszała się sama, zawsze ktoś jej towarzyszył. Była nie tylko niezwykle piękna, ale też zupełnie inaczej wyglądała, bo koleżanki z Ameryki przysyłały jej ciuchy, które naprawdę było widać. Haśka wyglądała jak kolorowy ptak w kurniku. Jak się z nią szło przez ulicę, to sto procent ludzi oglądało się za nią, kobieta czy mężczyzna, wszyscy” - wspominał brat poetki Zbigniew Myga.
Z jej sercem było jednak coraz gorzej. Życie uratowała jej ryzykowna operacja przeprowadzona w Filadelfii, sfinansowana przez nowojorską telewizję w zamian za prawa do transmisji. „Wolę umrzeć na stole operacyjnym niż żyć, dusząc się powoli” - mówiła w amerykańskiej klinice polskiemu lekarzowi, prosząc, by nie dopuścił do cofnięcia decyzji o zabiegu. Po operacji jej serce prawie całkowicie odzyskało dawną sprawność: przetaczało do organizmu 96 proc. krwi w miejsce dawnych 20 proc. „Kiedy obudziłam się na szósty dzień po operacji, bólu nie było. (...) Tam, gdzie moje serce zwykło pulsować gwałtownie, teraz była cisza. Cisza. Jeszcze raz odetchnęłam głęboko - ból odszedł” - wspominała Poświatowska.
W Ameryce poetka po raz pierwszy poznała życie bez ciągłego cierpienia. Za ocean przypłynęły egzemplarze jej pierwszego tomiku, ona sama rozpoczęła studia na prestiżowym Smith College, zawierała nowe znajomości. Poznała m.in. Jerzego Kosińskiego, którego opisze po latach w noweli „Niebieski ptak” jako pięknego i cynicznego egocentryka. Przeżyła romans z jednym z wykładowców, podróżowała po USA, stroiła się, bawiła, starała się cieszyć odzyskanym zdrowiem. Tęskniła jednak za Polską, zwłaszcza za rodziną, dlatego po dwu latach zdecydowała się na powrót do kraju.
Zdała na IV rok filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego i wprowadziła się do słynnego Domu Literatów na ul. Krupniczej. Zakochała się w chłopaku młodszym od niej o siedem lat, Lubomirze Zającu. Zabierał ją na imprezy, na wędrówki w góry – a przecież jej wada serca już się odnawiała. Nie chciała się przed nim przyznać, jak bardzo jest chora, bała się, że ją zostawi. Romans miał bardzo dramatyczne zakończenie. W czasie jednej z kłótni Poświatowska połknęła kilka garści tabletek digitalisu, odratowano ją w szpitalu.
Mężczyzną, który zostawił najwyraźniejszy ślad w twórczości Poświatowskiej, był Ireneusz Morawski, niewidomy poeta. Poznali się w Częstochowie w 1956 r. Debiutującą poetkę i początkującego literata połączyło niecodzienne, trudne do określenia uczucie. On był zakochany i nie krył się z tym, Poświatowska co prawda raz napisała w liście „kocham”, ale jej zaangażowanie w ten związek było dużo mniejsze. Pisali do siebie, kiedy Halina była w Stanach, ale gdy wróciła do Polski, Ireneusz zerwał kontakty. Chciała opublikować ich korespondencję, Morawski się nie zgodził. Buntował się przeciwko kreacji literackiej, nazywał to wyprzedawaniem uczucia.
„Pisywaliśmy do siebie. Ona potrzebowała korespondenta, któremu opowie siebie w danym dniu i godzinie, a ja dałem się wciągnąć w tę cudowną pułapkę, przed którą się broniłem. (...) Coraz gorzej mi jednak było w tej cudownej pułapce. Chyba jest tak, że Miłość potrzebuje nadziei, rozwoju, potrzebuje jutra, a Przyjaźni wystarczy tylko Kotwica, która utrzyma ją w miejscu. Moja Miłość była bez jutra, a Kotwicy przyjaźni nie czułem” - pisał Morawski po latach.
„Wspomina się, że Halina była egoistyczna, egotyczna. Zapewne tak. Jej listy są prawie wyłącznie opowiadaniem siebie, swoich doznań wizualnych, nastrojów, emocji i uczuć, jeśli między emocjami a uczuciami istnieje jakaś różnica. Myślę, że owa egotyczność jest uzasadniona, bo wszak od lat całe funkcjonowanie jej rodziny i domu było podporządkowane jej potrzebom” - tłumaczył Morawski. O ich związku pisał też: „Gdybym miał opowiedzieć więcej, musiałbym umieć opowiedzieć kobietę, która na zawsze i bardzo chciała być kochana, a w zamian za to dawała tak wiele – pozwalała się kochać. Przeważnie ludziom to nie wystarcza. Wydaje się, że wtedy nie wystarczało i mnie. Po latach sądzę, że jak dla mnie było to i tak za dużo”.
W ostatnim roku życia Poświatowska przeżyła wielką miłość do pisarza i aktora Jana Adamskiego, sąsiada z Krupniczej, męża innej poetki, Anny Świrszczyńskiej. Był od niej o 15 lat starszy, cierpliwy i opiekuńczy. W tle rozgrywał się jednak dramat rozpadającego się małżeństwa, Świrszczyńska groziła samobójstwem, społeczność domu literatów na Krupniczej kibicowała raczej legalnej żonie niż młodszej kochance.
Poetka marzyła o ślubie, wspólnym domu, ale czuła się coraz gorzej. Upalne lato 1967 r. spędziła w szpitalu. Lekarze uznali, że jej stan zdrowia może poprawić kolejna operacja wstawienia sztucznej zastawki, choć ostrzegali przed ryzykiem z nią związanym. Poświatowska zdecydowała się na zabieg, licząc, że dzięki niemu wróci do normalnego życia. Pod koniec września 1967 r. była operowana w warszawskim szpitalu na Płockiej. Po operacji przez tydzień jej stan na przemian pogarszał się i poprawiał. 11 października umarła w wieku 32 lat.
Książka „Uparte serce. Biografia Haliny Poświatowskiej” Kaliny Błażejowskiej ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Agata Szwedowicz (PAP)
aszw/ miś/ dki/