Wiesław Lechowicz, „Kotwica”, „Mały” (1925-2026). Fot. www.1944.pl
W piątek na Cmentarzu Wawrzyszewskim w Warszawie zostanie pochowany Wiesław Lechowicz. Do ostatniego dnia walk Powstania Warszawskiego pracował jako rusznikarz, należał do zgrupowania „Radosław”. Zmarł 11 stycznia w wieku 100 lat.
Wiesław Lechowicz urodził się 11 lipca 1925 r. w Warszawie. Tuż przed wybuchem wojny skończył szkołę podstawową na Marymoncie (obecnie SP nr 133), a w trakcie niemieckiej okupacji – nie mając możliwości kontynuowania edukacji – zatrudnił się w warsztacie samochodowym przy Senatorskiej 33. Tam właśnie razem z innymi pracownikami zaangażował się w produkcję części do granatów. Przystąpił też do tajnego harcerstwa - Szarych Szeregów, a następnie (od czerwca 1943 r.) do Kedywu – Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego formalnie był żołnierzem zgrupowania „Radosław” - w batalionie „Miotła” i plutonie „Czarnego” (ppor. Tadeusza Teofila Janickiego ps. Czarny).
Nie wziął bezpośredniego udziału w walkach, ale do ostatniego dnia Powstania Warszawskiego pracował przy produkcji uzbrojenia. Zajmował się wyrabianiem odlewów korpusów granatów ręcznych. Najpierw robił to w warsztacie przy Senatorskiej, a od początku września 1944 r. – przy Mokotowskiej 71. 1 września 1944 r. kanałami przedostał się ze Starówki do Śródmieścia. Po upadku Powstania Warszawskiego razem z innymi został wywieziony przez Niemców ze stolicy. Po różnych perypetiach na przełomie 1944 i 1945 r. trafił do zakładów niedaleko Innsbrucka na terenie dzisiejszej Austrii, gdzie pracował przymusowo w zakładach lotniczych Messerschmitta. Po zakończeniu wojny wstąpił do Armii gen. Andersa – przebywał początkowo we Włoszech, a następnie w Wielkiej Brytanii. Do Polski wrócił w 1947 r.
O swoich wojennych przeżyciach opowiadał bez patosu. W rozmowie nagranej w ramach „Archiwum historii mówionej” dla Muzeum Powstania Warszawskiego nie krył, że on i wiele innych osób od początku zdawali sobie sprawę z braku szans na powodzenie zrywu. Wspominał swój strach podczas wędrówki w kanałach. Mówił o pogarszających się nastrojach wśród cywilnej ludności Warszawy i o tym, jak swoją złość wyładowywała ona na powstańcach. „Różne nastroje były. Patriotyzm wtedy ginie. W obliczu śmierci człowiek przestaje być patriotą. Tyle można powiedzieć” - skwitował.
Za udział w Powstaniu Warszawskim został w 1990 r. odznaczony Krzyżem Walecznych, a dwa lata później Warszawskim Krzyżem Powstańczym. (PAP)
jkrz/ aszw/