Włoski reżyser Ettore Scola pozuje z trofeum podczas ceremonii wręczenia nagrody „Jaeger-Le Coultre Chwała filmowcowi 2013” po premierze filmu „Che strano chiamarsi Federico! Scola racconta Fellini” podczas 70. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji, w Wenecji, we Włoszech, 6 września 2013 r. Fot. EPA/CLAUDIO ONORATI Strona: PAP/EPA.
10 lat temu zmarł reżyser i scenarzysta Ettore Scola, którego twórczość uznawana jest we Włoszech za artystyczny złoty środek. Potrafił w oryginalny sposób połączyć komedię i dramat z próbą analizy włoskiej rzeczywistości – powiedziała PAP filmoznawczyni Diana Dąbrowska.
„Kochać tych, którzy cierpią, i kochać tych, którzy myślą. W gruncie rzeczy to właśnie było sednem życia artystycznego i społecznego Ettore Scoli, którego dziesięciolecie śmierci przypada 19 stycznia” – napisał kilka dni temu w „Corriere della Sera” włoski pisarz i polityk Walter Veltroni.
Artysta, uważany za jednego z ostatnich mistrzów włoskiego kina, zaczynał od dziennikarstwa i rysowania karykatur. Potem studiował prawo, ale to pisanie scenariuszy i film pociągały go najbardziej. Tematów dostarczała mu rzeczywistość, której był wnikliwym obserwatorem. „Nierówności i korupcja we włoskim społeczeństwie zawsze były bogatym źródłem inspiracji dla mojego kina, dziedzictwa po neorealistach” – opowiadał.
– Twórczość Scoli uznawana jest we Włoszech za artystyczny złoty środek. Potrafił w oryginalny sposób połączyć komedię i dramat z próbą analizy włoskiej rzeczywistości – powiedziała PAP filmoznawczyni Diana Dąbrowska. – Jego filmy w sposób satyryczny, a zarazem czuły opowiadają o włoskim społeczeństwie, jego fascynacjach, wadach i zaletach. Są zwierciadłami, w których minione pokolenia Włochów mogły zobaczyć swoją tragikomiczną przeszłość, a jednocześnie dostrzec z oddali jeszcze bardziej groteskową przyszłość – oceniła krytyczka.
Opowiadając o Scoli, Dąbrowska przywołuje anegdotę. Pewien student reżyserii nie potrafił zdecydować, jakie kino chce tworzyć: rozrywkowe czy polityczne. Nie wiedział, czy chce być bardziej jak Dino Risi, a może jak Francesco Rosi. Nauczyciel poradził mu wówczas, by był Scolą, którego twórczość łączy w sobie oba te nurty.
Ettore Scola urodził się 10 maja 1931 r. w Trevico, niewielkiej miejscowości w Kampanii na południu Włoch. Niedługo później wraz z rodziną przeniósł się do Rzymu. Karierę zawodową rozpoczął w wieku 15 lat od pisania tekstów i rysowania karykatur. Trafił wówczas do redakcji „Marc’Aurelio”, satyrycznego czasopisma, w którym poznał swojego późniejszego przyjaciela Federico Felliniego. „Był ciekawski i oczytany, potrafił łączyć ambitne tematy z kulturą popularną, kochał zwykłych ludzi. Był przede wszystkim intelektualistą zakorzenionym w swojej epoce, potrafił używać ironii jako wyzwalacza świadomości” – podaje włoska agencja prasowa ANSA.
Duży wpływ na jego zawodowy rozwój mieli uznawani za królów komedii Dino Risi i Antonio Pietrangeli. Jako reżyser Scola zadebiutował w 1964 r. filmem „Porozmawiajmy o kobietach” z Vittorio Gassmanem w roli głównej. Urodzony w Genui artysta stanie się jednym z jego ulubionych aktorów.
Pierwszy sukces przyniósł Scoli film „Czy nasi bohaterowie zdołają odszukać przyjaciela zaginionego tajemniczo w Afryce?” (1968) z uwielbianym przez włoską publiczność aktorem Alberto Sordim. Produkcja inspirowana była „Jądrem ciemności” Josepha Conrada. Dwa lata później nakręcił jeszcze lepiej oceniony „Dramat zazdrości” z Marcello Mastroiannim (nagrodzonym w Cannes), Monicą Vitti oraz Giancarlo Gianninim w obsadzie. „Zawsze podziwiałem jego inteligencję” – wspominał Giannini.
W 1974 r. powstał zadedykowany Vittorio De Sice, nagrodzony Cezarem komediodramat „Tacy byliśmy zakochani”. To historia trzech przyjaciół z różnych środowisk – Gianniego (Vittorio Gassman), Nicoli (Stefano Satta Flores) i Antonio (Nino Manfredi) – na tle trzech dekad Włoch. Sukces – władzę i majątek – osiąga tylko najbardziej cyniczny z nich, adwokat Gianni, który zawdzięcza go małżeństwu z córką bogacza oraz nieuczciwym interesom. Gdy po latach dawni przyjaciele spotykają się ponownie, Gianni nie ma odwagi przyznać, jak naprawdę do tego doszedł.
„Poprzez ich historię Scola rozważa porażki i rozczarowania lewicy” – zauważa w „Le Figaro” Marc Lazar. Przesłaniem filmu jest wygłoszona przez jedną z postaci kwestia: „Myśleliśmy, że zmienimy świat, tymczasem to świat zmienił nas”. „Scola porusza temat ewolucji włoskiego społeczeństwa, które rzuciło wyzwanie lewicy; sam do niej należał” – napisał Lazar, nazywając reżysera „jednym z najwybitniejszych włoskich reżyserów politycznych”.
Kolejny film – „Odrażający, brudni, źli” (1976) o perypetiach rodziny mieszkającej na obrzeżach Rzymu – przyniósł Scoli w Cannes Złotą Palmę za reżyserię. Zdaniem krytyka filmowego Maurizio Porro „każdy jego film pokazywał porażki przeszłości i niósł nadzieje na przyszłość, nawet gdy te ostatnie słabły”. „Jego kino dodaje energii do zrozumienia życia, zarówno tego mieszczańskiego, jak i życia »brudnych, brzydkich i złych«” – ocenił Porro.
Rok później na ekrany kin wszedł nagrodzony Złotym Globem i nominowany do Oscara „Szczególny dzień” z Sophią Loren i Marcello Mastroiannim w rolach głównych. Akcja przenosi nas do międzywojennego Rzymu i dnia, w którym na zaproszenie Benito Mussoliniego (na ekranie możemy zobaczyć jego wnuczkę Alessandrę) wizytę w Wiecznym Mieście składa Adolf Hitler. „Największym atutem tego pesymistycznego dramatu jest obsada. Sophia Loren wciela się w postać niechlujnej gospodyni domowej, a Mastroianni - w popadającego w depresję homoseksualistę. Film pokazuje, jak opresja może zbliżyć do siebie dwoje bardzo różnych ludzi” – czytamy w „Guardianie”.
„Spotkanie tych dwojga osobowości, tak niepodobnych do siebie, zmajstrowane jest dramaturgicznie w sposób przemyślany. I samo spotkanie, i szybka dalsza zażyłość u osób z tak różnych sfer to zdarzenia niezwyczajne” – recenzował na łamach „Filmu” Jerzy Płażewski. „Mimo to ich rozwój przeprowadzony jest z pełną wiarygodnością, systemem delikatnie wysnuwanej nitki, która co chwila może się przerwać, a jednak snuje się dalej” – podsumował krytyk.
W 1983 r. powstał nietypowy, bo pozbawiony dialogów, nominowany do Oscara „Bal”. Film jest wędrówką w czasie, podczas której widzowie poznają historię Francji w latach 1938-68. W sali balowej rozbrzmiewają szlagiery z różnych okresów. „Taniec i tylko taniec, który ma uświadomić przemiany ideowe i kulturalne? Niewątpliwie śmiała koncepcja. Jednakże film ani przez moment nie robi wrażenia łatwizny ani nie ociera się o szmirę. Jest głęboki, fascynujący i piękny, budzi podziw dla odwagi reżysera i jego sprawności” – recenzowano w „Filmie”. „Bal” nazwano „bardzo pięknym” eksperymentem.
Dwa lata po „Balu” Scola wraca do współpracy z Mastroiannim. „Zawsze lepiej jest pracować z przyjaciółmi. Wszystko jest wtedy łatwiejsze” – wyznał aktor w rozmowie z magazynem „Time Out”. Kojarzony głównie z Fellinim Mastroianni był także jednym z ulubionych aktorów Scoli.
W filmie „Makaroniarze” (1985) Mastroianni stworzył duet z Jackiem Lemmonem. Po wielu latach Robert, amerykański biznesmen, wraca do Neapolu, gdzie spotyka swojego danego przyjaciela Antonia. – Niezwykłe spotkanie dwóch różnych mentalności i filozofii życiowych, amerykańskiej i włoskiej. To jeden z najpiękniejszych filmowych portretów Neapolu i jego mieszkańców – oceniła Dąbrowska.
Następnym filmem Scoli (i kolejnym nominowanym do Oscara) była „Rodzina” (1987). Reżyser wraca nim do współpracy z Gassmanem, który wciela się tu w Carla – emerytowanego profesora, wspominającego dzieje swojej rodziny. „Za oknami domu zmieniają się pory roku, szaleje historia: wojny, faszyzm, ruch oporu, odbudowa, boom ekonomiczny, nadzieje i rozczarowania. Ale owo nieuchronne przemijanie czasu pokazuje Scola z wyrozumiałością i pogodą” – czytamy w „Filmie”.
Reżyser wielokrotnie opowiadał, że interesują go przede wszystkim ci, którzy nie podejmują wielkich decyzji i którzy nie znajdą się w podręcznikach historii, gdyż to właśnie oni tworzą zbiorowość. Młodego Carla gra Andrea Occhipinti. Po latach aktor podkreślał, że spotkanie Ettore Scoli było jednym z najważniejszych wydarzeń w jego życiu.
W kolejnych latach Scola nakręcił m.in. takie filmy jak „Splendor” (1989) z Mastroiannim i „Opowieść o ubogim młodzieńcu” (1995) z Sordim. Jego ostatnim fabularnym filmem był „Rzym i rzymianie” (2003), po którym postanowił przejść na emeryturę. Wyłamał się dziesięć lat później, kiedy nakręcił dokument o swoim przyjacielu Federico Fellinim pt. „Jak dziwnie mieć na imię Federico”.
„Był jednym z czołowych przedstawicieli commedia all’italiana, świetnie sprawdzającym się w tym gatunku, znakomicie operującym humorem, a także groteską” – oceniła italianistka i literaturoznawczyni Anna Osmólska-Mętrak. Jak wskazuje Dąbrowska, choć wiele myśli wynikających z twórczości Scoli wciąż wydaje się aktualne, to jego samego nie ucieszyłaby taka diagnoza. Reżyser uważał bowiem, że „film, który się nie starzeje z duchem czasu, udowadnia tylko, jak bezużyteczne jest kino”. „A kino, moi drodzy, musi mieć zmarszczki” – mawiał.
Ettore Scola zmarł w Rzymie 19 stycznia 2016 r. „Genialny satyryk, wyjątkowy przyjaciel, ludowy intelektualista, wolny i oddany swoim pasjom, Ettore przez całe życie, jak mówi jedna z jego postaci, był w swojej własnej przestrzeni, był »ponad«” – podsumował Veltroni w „Corriere della Sera”.
Mateusz Wyderka (PAP)
mwd/ miś/