Stanisław Stempowski, "Pamiętniki 1870-1920", Więź, fragment okładki
Wśród polskich ziemian z Ukrainy Stanisław Stempowski wyróżniał się sympatią dla ukraińskich dążeń niepodległościowych. Był też socjalistą, masonem, prekursorem myśli politycznej „Kultury" paryskiej. Niedawno ukazały się jego „Pamiętniki” - po raz pierwszy w wersji pełnej, bez ingerencji cenzury.
Stanisław Stempowski był ziemianinem, działaczem społecznym związanym z PPS, publicystą, tłumaczem, pamiętnikarzem, bibliotekarzem, wielkim mistrzem Wielkiej Loży Narodowej Polski, ministrem w rządach Ukraińskiej Republiki Ludowej w latach 1919-1920. W latach 1924-1939 kierował zorganizowaną przez siebie Biblioteką Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych. W 1932 roku został współpracownikiem Ludwika Krzywickiego w Instytucie Gospodarstwa Społecznego i współredaktorem wydawnictw pamiętnikarskich („Pamiętniki bezrobotnych”, „Pamiętniki chłopów”). Był także wieloletnim prezesem Towarzystwa Polsko-Ukraińskiego.
Nigdy nie należał do żadnej partii ani organizacji: „Zawsze chodziłem luzem – pisał – i współżyłem tylko z ludźmi, których sobie sam dobierałem – i to dopóty, dopóki łączyły mnie z nimi węzły sympatii i jednomyślności w sprawach zasadniczych. Toteż niestety często musiałem zrywać stosunki z ludźmi”.
Urodził się 27 stycznia 1870 roku w Hucie Czernielowieckiej, w powiecie lityńskim dawnej guberni podolskiej, gdzie osiedlił się jego pradziad. Polacy nie byli tam zbyt liczni - stanowili około 15 proc. ludności, Żydów było około 10 proc., jeszcze mniej Rosjan, a wszystko to zanurzone było w żywiole ukraińskim. Dwór i wieś mówiły różnymi językami, ale też te światy się przenikały - Maria Dąbrowska we wstępie do „Pamiętników” pisała: „(…) Pierwszą mową, w jakiej odzywał się, wychodząc z niemowlęctwa, był język ukraiński przejmowany od ukraińskich nianiek”. Sam Stempowski mawiał o sobie, że jest „równie Polakiem, co Ukraińcem”.

Szkoły kończył w Kamieńcu Podolskim, studiował w Dorpacie, Kijowie, Warszawie. Już w kamienieckim gimnazjum zgromadził wokół siebie krytycznie myślących rówieśników, jako student należał do konspiracji socjalistycznej, co zaprowadziło go do więzienia. W Warszawie wydawał intelektualne pismo lewicowe „Ogniwo”, któremu kres położyła cenzura i policja. Skazany na kilkuletni nadzór policyjny Stanisław Stempowski osiadł w jednym z rodzinnych majątków i rozpoczął życie ziemianina. Okazał się dobrym gospodarzem, wrażliwym na los chłopów, sam nie uciekał od pracy fizycznej. Najtrudniej było mu odnaleźć się w środowisku podolskich ziemian.
„Zdecydowałem w duszy, że Polaków jest na Podolu nieznaczny odsetek, że jaki jest lud, taki jest i będzie kraj, i że Polacy mogą tam być tylko kolonistami pasożytami, o ile nie zespolą swej działalności gospodarczej, kulturalnej, społecznej i politycznej z interesami tego ludu i jego przyszłości, pozostając jednak nadal Polakami i nawet akcentując tę polskość, co kiedyś zużytkuje historia dla celów bratniego współżycia dwu narodów i zasypania przepaści, którą między nami wykopała kolonizatorska, ślepa i pełna buty polityka panów szlachty i magnaterii” - pisał w „Pamiętnikach”.
„Wśród ziemiaństwa na Podolu widziałem jednak albo karciarzy, charciarzy i jarmarkowiczów, albo nadętych i wysoko się noszących panów i panków, albo ludzi bezmyślnych i rozpustnych, a w najlepszym razie »bonwiwantów« i nieużytków. (...)
Wszystkie te kategorie tzw. Polaków kresowych były podatnym żerem dla mętnej i kłamliwej ideologii endeckiej, szermującej Bogiem i ojczyzną - tylko że ci »kresowcy« chytrze utożsamiali ojczyznę ze swoimi majątkami i oni ukuli cudaczny termin »polski stan posiadania«, rozumiejąc przez to polskich ziemian”.
Jak pisze we wstępie do trzeciego tomu „Pamiętników” ich redaktor Łukasz Mikołajewski, Stempowski już w 1919 r. przekonywał Polaków, że „wojna z ukraińskim ruchem niepodległościowym oraz rabunkowe i kolonialne podejście doprowadzi na Podolu, Wołyniu i Kijowszczyźnie do nieuchronnej eskalacji konfliktów - i w następstwie do wygnania na zawsze polskiej ludności z tych terenów. Wielonarodowa Ukraina mogłaby przetrwać dzięki współpracy demokratycznych polityków niepodległych Ukrainy i Polski, dzięki tworzeniu wspólnego frontu walki z bolszewikami” - pisał Stempowski.

Podczas rewolucji bolszewickiej majątek rodzinny w Winikowcach zostaje na zawsze utracony. Stempowski opisuje w „Pamiętnikach” atak na dwór - scenariusz, który powtórzył się w wielu miejscach w regionie. Działo się to w czasie, gdy resztki rozgromionej rosyjskiej armii wracały do domu, wprost pod władzę bolszewików. „Niekiedy w przeddzień pogromu zjawia się na folwarku zwiastun w postaci niby furażera. W oznaczonym dniu zwykle rano zaczynają zjawiać się na folwarku grupy po 8–10 żołnierzy uzbrojonych w kije i żądają jedzenia. Nasyceni nie odchodzą, lecz wałęsają się dookoła folwarku lub idą na wieś. Przybywa ich coraz więcej. Wkrótce wyczerpują się zapasy chleba, sera, słoniny, masła. Wtedy żądają mąki, żywych wieprzów. Jeśli się jeszcze nie zorientowano, że losu niczym przebłagać nie można, wówczas nagły krzyk mordowanego drobiu ostrzega, że żarty skończone”.
„Niekiedy takim ostrzeżeniem bywa nagłe żądanie tytoniu lub pieniędzy. Pogrom wszakże zawsze zaczyna się od chwili, gdy ktoś z żołnierzy wciśnie się do domu lub z zewnątrz zbije znienacka szybę. Zanim jednak padnie ów sygnał, rozbiega się najczęściej sterroryzowana groźbami służba i gospodarz domu zostaje sam. Nagabywany bez przerwy, potrącany, popychany z pokoju do pokoju nie ma siły oderwać się od straszliwego dlań widowiska niszczonego mienia. Mówiono mi o wypadku, gdy uprowadzony przez domowników jednymi drzwiami, wracał gospodarz drugimi, aż wreszcie poniewierany i lżony odarty został z butów i odzieży. W domu bierze żołnierz tylko pieniądze, kosztowności, bieliznę, odzież, przedmioty nieobjętościowe, łatwe do niesienia i sprzedania. Toteż żądza łupu szybko się nasyca i występuje druga, równie silna, żądza niszczenia. Wśród wybuchów śmiechu tłucze lustra, gra pięściami na fortepianie, siekierą otwiera szafy i biurka” - wspominał Stempowski. Napad najczęściej kończył się pożarem ograbionego dworu i morderstwem właścicieli. Stempowskim udało się uciec przy pomocy okolicznych chłopów, którzy pamiętali życzliwość, jakiej doświadczyli od Stempowskiego. W innych dworach miejscowa ludność najczęściej włączała się jednak w rabunek dworu.

Stempowscy zamieszkali w Warszawie, Stanisław znalazł pracę jako bibliotekarz w Ministerstwie Rolnictwa. Wcześniej jednak został wysłannikiem Józefa Piłsudskiego, który widział przyjazną Polsce Ukrainę jako bufor między Polską a Rosją. Stempowski zostaje ministrem w rządzie Ukraińskiej Republiki Ludowej, był jednym z twórców sojuszu Piłsudski - Petlura podpisanego w kwietniu 1920 r. Jednak polska delegacja podpisująca kończący wojnę z bolszewikami traktat w Rydze wbrew woli Piłsudskiego poświęciła ukraińskie interesy, uznała Ukrainę sowiecką i przystała na klauzulę, w myśl której Polska miała wydalić z kraju antysowieckich Rosjan oraz członków ukraińskiego rządu na uchodźstwie.
To Stanisław Stempowski wraz z Henrykiem Józewskim ukrywali Petlurę w Polsce na fałszywych papierach do końca 1923 r., gdy ataman przeniósł się do Paryża.
26 maja 1926 r. na zlecenie sowieckiego GPU został zamordowany przez Szloma Schwarzbarda.
Pamiętniki Stempowskiego kończą się na roku 1920, kiedy na rodzinę spada nieszczęście. Ginie najmłodszy i najbardziej ukochany syn, Paweł. W obliczu tragedii małżeństwo Stempowskich się rozpada, już nigdy nie zamieszkają razem. Stanisław związał się z wdową po przyjacielu - o wiele lat młodszą pisarką Marią Dąbrowską. „Dobrodziejstwem mojego życia teraz jest pan Stempowski. Cóż to za człowiek, którego granic nie można z żadnej strony zobaczyć, ani dna. Bez dna i bez granic. Biały i gorący zarazem. Sędziwy i młodzieńczy, niemal chłopięcy. Potrzebuje go się jak powietrza, pije się go jak cudowny lek, kocha go się pokornie i z zachwytem. A on daje się wszystkim i nikomu, zawsze cały, jakiś niepodzielny jak atom, jak zasadniczy pierwiastek bytu, jak Bóg. W moim czarnym życiu, gorzkim jak piołun, światło zdaje się przekradać w dnie, kiedy go widzę” - pisała Dąbrowska w swoim dzienniku. To on został pierwszym czytelnikiem i redaktorem „Nocy i dni”, po lekturze „Pamiętników” widać też, jak wiele z historii rodzinnej Stempowskich przeniknęło do powieści, na przykład postać oszalałego dziadka, który zimą ucieka do lasu, bo zdaje mu się, że ciągle trwa powstanie styczniowe.
Dzieje rękopisu i maszynopisów „Pamiętników” to materiał na osobną opowieść. Stempowski pisał ręcznie w jednym egzemplarzu, tekst przepisano na maszynie w dwóch kopiach. Każdy z maszynopisów został zdeponowany u zaprzyjaźnionych warszawskich rodzin, ale oba spłonęły w Powstaniu Warszawskim. Rękopis ukryty był w skarbcu Banku PKO w Warszawie, gdzie dwa lata po wojnie, częściowo zniszczony, został odkopany przez Stanisława Lorentza. Autor odtworzył brakujące strony.
O druk „Pamiętników” starała się Maria Dąbrowska. Książka ukazała się w 1953 r. we wrocławskim Ossolineum w okrojonej wersji, bez zapisków o latach 1914-20.
Obecne wydanie pozwala prześledzić działalność cenzury: wycięto na przykład wzmianki o fizycznej pracy na roli ojca autora czy o całowaniu przez małego Staszka w rękę klucznicy - takie obrazy nie pasowały do mrocznej wizji klasy wyzyskiwaczy. Pod piórem cenzora „kacap” stał się „stolarzem”, „dworek” - „domkiem”. Zmiany wprowadził także sam autor lub przygotowująca po jego śmierci rękopis do druku Dąbrowska, wykreślając co ostrzejsze wzmianki o Rosjanach czy bolszewikach.
Poza wydaniem z 1953 r. Jerzy Giedroyć opublikował fragmenty „Pamiętników” w „Zeszytach Historycznych” paryskiej „Kultury”, opierając się na rękopisach dostarczonych mu przez Jerzego Stempowskiego, syna autora.
Redaktorem obecnej edycji jest dr Łukasz Mikołajewski, adiunkt w Katedrze Historii Idei i Antropologii Kulturowej ISNS UW. Trzy tomy „Pamiętników”, które w grudniu zeszłego roku ukazały się nakładem „Więzi”, to owoc kilkuletniego projektu badawczego Instytutu Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską. Polegał on na scaleniu materiałów przechowywanych w archiwach BUW-u, Maisons-Laffitte, Berna, Rapperswilu. Na podstawie tej scalonej całości przygotowana została przez młodego historyka ukraińskiego Maksyma Potapenkę ukraińska edycja „Pamiętników”. Wydanie jest planowane na czerwiec 2026 r., książkę wyda kijowska oficyna Duch i Litera przy wsparciu Instytutu Polonika.
Agata Szwedowicz (PAP)
