Dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN prof. Dariusz Stola. Zdjęcie z 2018 r. Fot. PAP/Stach Leszczyński
Muzeum dotąd działało bardzo dobrze, przetrwało trudne czasy. Rewolucji nie będzie - mówi prof. Dariusz Stola, pierwszy dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, który 2 marca na nowo obejmuje pieczę nad instytucją.
PAP: Nominację na stanowisko dyrektora otrzymał pan 19 lutego, a teraz rozpoczyna pracę w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. To miejsce jest dobrze panu znane. Czym różni się obecna sytuacja od tamtej, gdy w latach 2014-2019 kierował pan tą instytucją?
Prof. Dariusz Stola: Zamierzam kontynuować strategię, którą dyrekcja i zespół muzeum opracowali w ubiegłym roku. Muzeum prowadzone przez mojego następcę Zygmunta Stępińskiego funkcjonowało bardzo dobrze. Naturalnie będziemy aktualizować plany stosownie do okoliczności, czas przynosi też nowe pomysły i rozwiązania.
PAP: Przedstawiając zarys swojego programu pracy, powiedział pan, że to muzeum poniekąd ma wbudowaną w swoje DNA potrzebę aktualizacji…
D.S.: Tak, potrzeba ta wbudowana jest w wystawę główną muzeum i jej program, bowiem zbudowane są one ustaleniach nauki historycznej, a w nauce w naturalny sposób pojawiają się nowe wnioski i interpretacje. Dlatego można powiedzieć, że wystawa, którą nazywamy „stałą” nigdy nie będzie zakończona, nie zastygnie w pierwotnym kształcie, bo zawsze znajdzie się coś do dodania czy ulepszenia. Wystawy i programy historyczne wymagają zmian także dlatego, że zmieniają się ich odbiorcy: przychodzą nowe pokolenia, zadają przeszłości nowe pytania lub mają inną wrażliwość niż pokolenia starsze.
PAP: Czym zatem różni się ta sytuacja od tamtej w ważnym momencie otwarcia wystawy stałej?
D.S.: Sytuacja jest inna i wewnątrz muzeum, i na zewnątrz. W 2014 r., gdy zaczynałem pracę w muzeum, nie mieliśmy jeszcze wystawy stałej, zespół pracowników się kształtował, zarówno ja, jak i wielu moich kolegów i wiele koleżanek dopiero zdobywało doświadczenie. Dziś muzeum ma zgrany i sprawdzony zespół, jego umiejętności potwierdzone zostały poważnymi osiągnięciami.

Gmach Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN od strony ul. Karmelickiej na warszawskim Muranowie. Fot. PAP/Albert Zawada
PAP: Można na przykład wskazać, że w 2016 r. POLIN zdobyło tytuł Europejskiego Muzeum Roku, wyróżnione także zostało Nagrodą EMA i Europa Nostra, czyli Europejską Nagrodą Dziedzictwa.
D.S.: Liczne nagrody, które zdobyło, świadczą o tym, jak wysoko oceniają je eksperci, specjaliści - muzealnicy czy edukatorzy - zasiadający w jury takich nagród. Muzeum jest też doceniane przez darczyńców. Fakt, że są to często darczyńcy wielokrotni, pokazuje, że nabrali do niego zaufania, przekonali się, że instytucja ta roztropnie wydaje pieniądze, dobrze nimi gospodaruje i dotrzymuje słowa, a to jest bardzo ważne w każdej działalności.
Jeśli chodzi o warunki zewnętrzne, to z jednej strony jest teraz łatwiej, ponieważ mamy przychylną muzeum minister kultury. Spotkałem się z minister Martą Cienkowską i wiem, że mogę liczyć na jej wsparcie. Przypomnę, że podczas mojej pierwszej kadencji było niestety inaczej - miałem kłopoty z ówczesnym ministrem Piotrem Glińskim, który nie rozumiał zasady autonomii instytucji kultury. Muzea nie są instytucjami, którymi kieruje się jak w wojsku. Polityczne naciski, ingerencje polityków w działania instytucji kultury prowadzą do ich upadku.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest głównym organizatorem Muzeum POLIN, ale ma ono trzech założycieli i wiem, że możemy liczyć na wielką życzliwość całej trójki. Drugim z nich jest miasto stołeczne Warszawa. Prezydent Rafał Trzaskowski dał się poznać jako przyjaciel muzeum, a nawet wolontariusz w naszej Akcji Żonkile, która upamiętnia powstanie w getcie warszawskim. Prezydent podkreśla, że POLIN to muzeum ważne dla Warszawy i Warszawiaków, do nich adresowana jest przecież znaczna część naszego programu. Podobnie przyjazne jest Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny, od którego wyszła sama inicjatywa postania muzeum, a dziś bardzo aktywnie zabiega o darowizny.
Właśnie Stowarzyszenie i władze Warszawy zachęcili mnie, abym do muzeum powrócił, a pani minister powiedziała, że zamierza honorować i zrealizować wynik konkursu na stanowisko dyrektora, który wygrałem w 2019 r.
Minister Gliński bezprawnie odmówił wtedy uznania wyniku konkursu – choć sam go ogłosił, ustalił jego regulamin i powołał komisję konkursową. Obecna realizacja wyniku konkursu pokazuje, że prawo i sprawiedliwość jeszcze coś w Polsce znaczą.

Fragment wystawy stałej w Muzeum Historii Żydów Polskich. Fot. PAP/Marcin Obara
PAP: Misją Muzeum POLIN – jak wskazuje pan w zarysie swego programu - jest przywracanie i ochrona pamięci o Żydach polskich i ich historii, budowanie porozumienia i przeciwdziałanie antysemityzmowi.
D.S.: Pierwsza część tej misji wiąże się z poszerzaniem wiedzy, z edukacją. Druga – z wyciąganiem wniosków z polsko-żydowskiej historii, a do nich należy budowanie wzajemnego zrozumienia i szacunku między ludźmi, przeciw nienawiści i podziałom. Także przeciwdziałanie antysemityzmowi jest wnioskiem z dramatycznej historii Żydów. Przez prawie dwa tysiące lat Żydzi byli w różnych krajach mniejszością, przez kilkaset lat znaczna ich część mieszkała w Polsce. Byli mniejszością dyskryminowaną, ówczesne społeczeństwa miały charakter hierarchiczny, nie było w nich obywatelskiej równości. Żydzi byli obiektem różnych uprzedzeń, najpierw z powodów religijnych - bo nie byli chrześcijanami - potem, w XIX i XX wieku, ze względów narodowościowych i rasistowskich. Ten nowoczesny rasistowski antysemityzm doprowadził do strasznych zbrodni. To musi pozostać dla nas ostrzeżeniem.
Dla mnie, jako Polaka, najważniejsze jest, że częścią historii naszego kraju jest fascynująca, przebogata historia polskich Żydów.
Jest to integralna część historii Polski, bez której nie można zrozumieć historii całości, a jednak wielu Polaków wie o niej niewiele. Dlatego w szczególny sposób to muzeum jest dla nich. Ono pokazuje ten bogaty, wielobarwny rozdział historii Polski, i robi to w sposób ciekawy, zrozumiały i wiarygodny.
Niemal wszyscy, którzy przychodzą do muzeum, wychodzą z przekonaniem, że dowiedzieli się czegoś nowego, poznali nieznane dotąd obszary dziejów. I mówią o tym zarówno Polacy, jak i cudzoziemcy, którzy stanowią mniej więcej połowę liczby gości odwiedzających wystawę stałą.
PAP: Mówił pan o zmianach na lepsze, ale wspomniał też o tym, co się odmieniło na gorsze…
D.S.: Zmianą na gorsze jest wzrost antysemityzmu, notowany w różnych krajach, w tym niestety i u nas. Wyrazem tego jest np. rosnące poparcie dla partii, której przewodzi człowiek dumny ze swoich uprzedzeń. Język agresywnego antysemityzmu staje się czymś powszednim, jakby normalnieje, a przecież to jest język, który doprowadził w przeszłości do strasznych rzeczy. Zwłaszcza młodzi ludzie, którzy poznają świat w dużej mierze za pośrednictwem internetu, oswajają się z tym językiem i nie dostrzegają już, że jest on objawem i nosicielem niebezpiecznej choroby. Ta choroba szkodzi nie tylko Żydom, ale całemu społeczeństwu. Antysemityzm jest chorobą, która zatruwa dusze i stopniowo przenika tkankę społeczną, przynosząc szkody wszystkim. Wzrost antysemityzmu to poważna zmiana na gorsze - dla wszystkich.

Fragment wystawy stałej w Muzeum Historii Żydów Polskich. Fot. PAP/Jakub Kamiński
PAP: Antysemickie nastroje wzmacnia też wojna w Gazie, a teraz też w Iranie.
D.S.: Każda wojna jest rzeczą złą, niesie śmierć i zniszczenie. Wielu ludzi, w tym także Żydów, patrzy krytycznie na politykę izraelskiego rządu. W wolnym kraju, takim jak nasz, mają do tego prawo. Ale niestety często dopuszczalna krytyka przechodzi w niedopuszczalne sianie nienawiści do Żydów w ogóle. Dotyka nawet martwych Żydów – bo jak inaczej nazwać zbeszczeszczenie pomnika ofiar Zagłady w Warszawie? Napisałem książkę o tzw. kampanii antysyjonistycznej, rozkręconej przez partię komunistyczną w PRL w 1968 r., więc jestem wyczulony na język, który podaje się za krytykę pewnej odmiany żydowskiej ideologii narodowej, ale w istocie jest antysemicki. Wystarczy poczytać komentarze pod różnymi dotyczącymi Żydów postami w mediach społecznościowych, by przekonać się, że nie chodzi w nich o rzeczową krytykę Izraela czy solidarność z Palestyńczykami.
Kolportowane przy tej okazji są przeróżne teorie spiskowe, niektóre stare, inne nowe, produkowane chyba za pomocą sztucznej inteligencji. Wobec niewielkiej wiedzy o historii Żydów, w tym polskich Żydów, trafiają one często na podatny grunt.
Jeśli do kogoś trafia jakaś sensacyjna historia o Żydach, to z góry ostrzegam, że znaczna ich część jest po prostu wyssana z palca.
Warto wtedy sięgać po wiedzę sprawdzoną i godną wiary, np. na portale informacyjne prowadzone przez muzeum, jak Wirtualny Sztetl (sztetl.org.pl). Treści, które publikujemy, są sprawdzone przez historyków, zdjęcia są oryginalne, a nie produkowane przez AI.

Artysta Wilhelm Sasnal na spotkaniu z mediami w Muzeum POLIN w Warszawie przed otwarciem wystawy jego prac „Taki pejzaż”, 15 czerwca 2021 r. Fot. PAP/Tomasz Gzell
PAP: A ma pan w planach jakiś autorski projekt, który zamierza zrealizować w nieodległym czasie, wystawę marzenie?
D.S.: Jedno moje marzenie wystawowe już w muzeum zrealizowaliśmy. Była to wystawa „Obcy w domu. Wokół Marca '68” w 50. rocznicę Marca w 2018 r. Jak wspomniałem, napisałem o tym książkę, więc temat ten szczególnie mnie interesował. Wystawa była wielkim sukcesem, pomimo napaści różnych prawicowych polityków i mediów zobaczyło ją 120 tys. osób.
Jest wystawa, którą widziałem kiedyś w muzeum żydowskim w Kalifornii, na temat krawiectwa i mody, o żydowskich twórcach, którzy odegrali na tym polu wielką rolę. Chętnie pokazałbym podobną w Muzeum POLIN, ale rozszerzoną o historię biednych żydowskich krawców, których tak wielu było w przedwojennej Polsce, historię maszyn do szycia Singer i rewolucji, którą maszyny te wywołały w pracy i życiu tysięcy kobiet. Może kiedyś to się uda.
PAP: W wielu domach przechowywane są jeszcze maszyny do szycia Singera. Czekamy zatem na tę wystawę.
D.S.: Na razie zapraszam wszystkich do zobaczenia obecnej, dostępnej jeszcze do czerwca wystawy „Moc słów. O językach żydowskich”. Przedstawia ona różnorodność językową tej grupy – różne języki żydowskie znane z historii lub nadal żywe. Wielu osobom się wydaje, że gdy mamy jakąś grupę etniczną, to ona musi mieć jeden język. Tymczasem Żydzi w różnych krajach i epokach mówili różnymi językami żydowskimi, a do tego językami swoich nieżydowskich sąsiadów. Obok tego najważniejszego - języka Tory, czyli hebrajskiego, istniały lub funkcjonują nadal jidysz, ladino, judeo-arabski czy judeo-perski.
Ta wystawa może zmienić sposób rozumienia nie tylko grupy żydowskiej, ale i innych grup, o których ludzie z zewnątrz myślą jakby były monolityczne. Grupy etniczne i religijne są z reguły zróżnicowane, a Żydzi byli i są zróżnicowani szczególnie - pod względem języka, zamożności, poglądów politycznych, a także religijnych - są przecież różne odmiany judaizmu.
PAP: Społeczność żydowska w Polsce i na świecie mocno identyfikowała się z Muzeum Historii Żydów Polskich. A czy obecna sytuacja, dość trudna, nie wpłynęła na rozluźnienie tych więzi, choćby z prostego powodu, że przybywa do POLIN, do Warszawy mniej wycieczek?
D.S.: Oczywiście, wojna na Bliskim Wschodzie była przeszkodą dla wyjazdów do Polski. Przestrzeń powietrzna bywa zamykana albo samoloty nie odbywają regularnych lotów. Ale to już się zmienia; kilka dni temu widziałem pod muzeum rząd autokarów, a w głównym holu grupy młodych ludzi mówiących po hebrajsku. Polska zawsze pozostanie ważnym miejscem w historii Żydów. Nie tylko ze względu na Zagładę, którą nazistowscy zbrodniarze dokonali w dużej mierze w okupowanej Polsce, tu pozostały takie miejsca pamięci jak Auschwitz i Treblinka. Także dlatego, że przez kilkaset lat na ziemiach polskich mieszkała największa społeczność żydowska na świecie; a w wiekach XVIII i XIX zapewne większość Żydów w ogóle. Społeczność ta wytworzyła bogatą, oryginalną kulturę – to właśnie pokazujemy w muzeum.

Fragment wystawy stałej w Muzeum Historii Żydów Polskich. Fot. PAP/Jakub Kamiński
PAP: Co przyciągało ich do Polski oprócz oczywistej chęci uchronienia się przed prześladowaniami?
D.S.:
Jak pokazujemy na wystawie, najpierw na imigracji Żydów zależało polskim władcom - bo m.in. przynosili ze sobą umiejętności przydane dla rozwoju gospodarczego, potem rozwinęła się tu tradycja tolerancji religijnej, z której skorzystali także Żydzi.
Polska była przecież krajem wielu wyznań, chrześcijańskich i niechrześcijańskich. W „złotym wieku” dawnej Polski mówiący po polsku katolicy stanowili tylko około połowy liczby ludności. Obok siebie żyli katolicy, prawosławni, protestanci, żydzi muzułmanie, karaimowie.
Ta różnorodność, w połączeniu z mądrością polityczną ówczesnych szlacheckich elit, doprowadziła do uzgodnienia zasad trwałego pokoju - zasady, że nie będziemy się zabijać z powodu różnic religijnych. Ta zasada może się wydawać dziś oczywista, ale w większości Europy wcale taka nie była. Krwawe wojny religijne zniszczyły znaczną część Europy Środkowej. Polska ich uniknęła, a niejako produktem ubocznym tego były względnie dobre warunki dla Żydów, przynajmniej przez jakiś czas, bo kontrreformacja sporo w tym względzie zmieniła. Dodałem tu słowo „względnie”, bo Żydzi nadal byli warstwą podległą, często pogardzaną, ale jednak żyjącą w lepszych warunkach niż w innych krajach Europy. Muzeum przedstawia to w pięknej galerii, gdzie wielka mapa pokazuje, jak wiele było żydowskich społeczności i jaki miały zakres praw.
PAP: A co stanowi esencję pańskiego programu jako nowego dyrektora, jednak od lat mocno związanego z Muzeum Historii Żydów Polskich?
D.S.: Mój program jest program ciągłości przy dostosowaniu się do zmiennych warunków zewnętrznych, zarówno wyzwań, jak i nowych szans. Muzeum dotąd działało bardzo dobrze, przetrwało trudne czasy. Było, tak jak inne instytucje kultury w Polsce i na świecie, zamknięte podczas pandemii. Nie było zwiedzających, nie było dochodów z biletów, pracownicy siedzieli zamknięci w domach. Dotknęły go skutki wojny w Ukrainie i wojny na Bliskim Wschodzie. Ale wyszło z tych prób obronną ręką. Od czasu pandemii znowu rosną liczby zwiedzających, uczestników programów edukacyjnych i kulturalnych. Muzeum uzyskuje nagrody i granty, np. otrzymało niedawno duży grant norweski na działalność edukacyjną.
Dlatego nie zamierzam przeprowadzać rewolucji. Podobnie jak Zygmunt Stępiński, obejmując placówkę po mnie, realizował strategię, jaką wspólnie całym zespołem wypracowaliśmy, zamierzam realizować strategię, którą zespół wypracował pod moją nieobecność. Podstawę tej strategii stanowi piękna misja muzeum: by przywracać i chronić pamięć o historii polskich Żydów, w duchu zrozumienia i szacunku miedzy Polakami i Żydami, między wszystkimi ludźmi. To głęboko przemyślana, dobra misja.
Rozmawiała Anna Bernat (PAP)
Dariusz Stola jest historykiem, profesorem w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Zajmuje się dziejami XX wieku, a zwłaszcza historią stosunków polsko-żydowskich, migracji międzynarodowych i reżimu komunistycznego. Opublikował 130 artykułów naukowych i 10 książek, w tym: „Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1948-1989” (2010); „Kampania antysyjonistyczna w Polsce 1967-1968” (2000); „Nadzieja i Zagłada” (1995). Jest przewodniczącym Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, członkiem Komitetu Nauk Historycznych i Komitetu Badań nad Migracjami PAN, a także rad naukowych kilku instytucji i czasopism w kraju i za granicą. W latach 2014-2019 był dyrektorem Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, a w 2002-2011 prorektorem i profesorem Collegium Civitas. Jest od wielu lat wolontariuszem Akcji Żonkile.
abe/ wj/