Tadeusz Nowakowski - prozaik, reportażysta, publicysta emigracyjny, wieloletni dziennikarz Rozgłośni Polskiej RWE , " reporter papieski ". Fot. PAP/Adam Urbanek
Był chory na polskość. Chciał zgłębić w niej to, co wielkie i małe, wzniosłe i przyziemne - 11 marca 1996 r. zmarł Tadeusz Nowakowski więzień niemieckich kacetów, pisarz, publicysta Wolnej Europy, sprawozdawca procesów niemieckich zbrodniarzy wojennych, uczestnik 30 pielgrzymek Jana Pawła II.
„Wszystko improwizowałem, nigdy niczego z papierka” - opowiadał w Polskim Radiu Tadeusz Nowakowski o swoim warsztacie reporterskim. Ta improwizacja dawała czasem niespodziewane efekty. W listopadzie 1980 r. relacjonując papieskie lądowanie w Kolonii, powiedział do mikrofonu RWE, że papież ucałował ziemię niemiecką. I dodał zaraz spontaniczny, osobisty komentarz. Przypomniał mianowicie, że gdy wizytujący Polskę papież całował ziemię ojczystą na powitanie, to robił to tak, jakby to były ręce matki, „a tutaj całuje tak, jakby to były ręce teściowej”.
„Myślałem, że tego nie nikt nie usłyszy” - wspominał Nowakowski. Niebawem jednak przekonał się, że „papież wszystko widzi i wszystko słyszy”. Ujrzawszy bowiem jakiś czas później „swojego reportera”, Jan Paweł II pokiwał mu palcem i powiedział: „panie Tadeuszu, papież nie ma teściowej”.
Reportaże z papieskich pielgrzymek wypełniły sześć opublikowanych tomów - „Reporter Papieża” (1981), „W bagażniku Jego Świątobliwości” (1982), „Volo Papale” (1982), „Na skrzydłach nadziei” (1984), „Boeing świętego Piotra” (1984) oraz „Kwiaty dla pielgrzyma” (1987). Papieskie podróże opisywał też w prasie niemieckiej, m.in. we „Frankfurter Algemeine Zeitung”.
W środę 5 czerwca 1991 r. wieczorem ojciec święty Jan Paweł II miał spotkać się z laikatem w olsztyńskiej katedrze pw. św. Jakuba. Jeden z oczekujących na to wydarzenie dziennikarzy, starszy, siwy, nobliwy mężczyzna - wyraźnie wzruszony - delikatnie „pogłaskał” barokową chrzcielnicę. „Tutaj byłem ochrzczony” - wyjaśnił zdziwionym nieco tym gestem młodszym kolegom po fachu, genezę swego pseudonimu - jako „Tadeusz Olsztyński” prowadził na antenie RWE m.in. „Panoramę dnia” i gawędy „Przy kawiarnianym stoliku”.
„Audycje te wyróżniała niezwykła erudycja prowadzącego oraz wybitni goście” - ocenił dr Marcin Kowalczyk z Instytutu Nauk o Kulturze Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, w laudacji wygłoszonej podczas uroczystości nadania imienia Tadeusza Nowakowskiego bydgoskiemu IX Liceum Ogólnokształcącemu w 2018 r. Dla monachijskiej rozgłośni Nowakowski relacjonował też procesy zbrodniarzy wojennych, m. in. proces członków załogi Auschwitz-Birkenau we Frankfurcie nad Menem (1963-65).
Tadeusz Nowakowski urodził się 8 listopada 1917 r. w rodzinie Stanisława i Emilii z domu Gerke. „Ojciec przyszłego pisarza był historykiem, dziennikarzem i polskim działaczem niepodległościowym na Warmii. W 1920 roku, gdy w wyniku plebiscytu ziemię warmińską przyznano Niemcom, rodzina zmuszona była opuścić Olsztyn i przeniosła się do świeżo włączonej do odrodzonej Polski Bydgoszczy, gdzie Stanisław Nowakowski otrzymał posadę redaktora miejscowej gazety – »Dziennika Bydgoskiego«. Dzieciństwo i młodość Tadeusz spędził więc w Bydgoszczy, którą do końca życia uznawał za swoje miasto rodzinne” - napisał historyk literatury, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Wacław Lewandowski, na portalu Porta Polonica.
Zdał maturę w humanistycznym Państwowym Gimnazjum im. Marszałka Śmigłego-Rydza w Bydgoszczy - w szkole średniej redagował gazetkę uczniowską „Ogniwa”, pisywał też wiersze i felietony do „Dziennika Bydgoskiego”, współpracował również z nowo otwartym bydgoskim studiem Polskiego Radia jako redaktor audycji harcerskiej. W 1936 roku rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim.
W 1938 r. otrzymał Nagrodę Młodych Polskiej Akademii Literatury za pracę poświęconą poezji Skamandrytów - przypomniano na stronie kulturaparyska.com.
Po wybuchu wojny bronił Warszawy w szeregach Ochotniczej Robotniczej Brygady Obrony Warszawy - zorganizowanej przez Polską Partię Socjalistyczną formacji obrony cywilnej. Przydziału mobilizacyjnego nie miał – jako cukrzyka z wadą wzroku uznano go za niezdolnego do służby wojskowej. „Pod koniec 1939 roku dotarł do Włocławka, dokąd przeniosła się jego matka i rodzeństwo po aresztowaniu ojca w Bydgoszczy i zesłaniu go do obozu koncentracyjnego (Stanisław Nowakowski zginął w Dachau w r. 1942)” - przypomniał prof. Lewandowski.
W grudniu 1940 r. Tadeusz Nowakowski został aresztowany przez włocławskie gestapo pod zarzutem kolportowania ulotek i redagowania konspiracyjnej gazetki. Doraźny „Sąd Ludowy” skazał go na karę śmierci za działanie na rzecz „oderwania Wielkopolski od Trzeciej Rzeszy”. „Podsądny, znakomicie władający językiem niemieckim, zgłosił jednak skargę formalną, zwracając uwagę, że przydzielenie mu z urzędu obrońcy – miejscowi volksdeutsche – znają niemiecki jedynie biernie, w stopniu uniemożliwiającym im sprawowanie funkcji obrończych. Sąd uznał tę skargę i »ułaskawił« Nowakowskiego, zamieniając karę śmierci na 30 lat pobytu w obozie koncentracyjnym” - napisał prof. Lewandowski.
Do końca wojny skazany przebywał w więzieniach i obozach we Włocławku, Inowrocławiu, Bautzen, Zwickau, Dreźnie, Elsnig-Vogelgesang i Salzwedel – stamtąd oswobodzili go Amerykanie. W 1946 roku we Włoszech dołączył do 2. Korpusu Polskiego, który zakończył tam swój szlak bojowy, i oczekiwał na przeniesienie do Wielkiej Brytanii. W Londynie Tadeusz Nowakowski wydał w 1948 r. pierwszy cykl nowel zatytułowany „Szopa za jaśminami”.
Zdaniem prof. Lewandowskiego, książka jest „mistrzowsko skomponowanym utworem literackim o kacetowej tematyce, cyklem nowel o autobiograficznym podłożu, którego bohater-narrator, noszący imię autora i przechodzący jak Nowakowski przez różne więzienia i lagry, konsekwentnie unika porządku wspomnieniowego i czasu przeszłego”. „Wpływ machiny zagłady na psychikę więźniów (ale i oprawców) ukazał Nowakowski, prezentując lagrową rzeczywistość z pozycji człowieka poddanego jej bezwzględnemu naciskowi, który oswaja ją z pomocą ironii i autoironii, mieszania tragizmu z komizmem, koturnowej powagi z prostacką wulgarnością” - ocenił toruński uczony.
Od 1952 r. Nowakowski był redaktorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.
„Współpracował z rozgłośnią, która początkowo istniała tylko w Nowym Jorku. Trzy razy w tygodniu przesyłał do USA swoje komentarze kulturalne i korespondencję do biuletynu Wolnej Europy. O pozycji Nowakowskiego świadczył fakt, że gdy powstała polska sekcja radia w Monachium, to właśnie jemu powierzono przygotowanie inauguracyjnej audycji. To było duże wyróżnienie” – powiedział w radiowej „Dwójce” (2017) Lechosław Gawlikowski dziennikarz, publicysta, archiwista zasobów Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.
Za najwybitniejsze dokonanie literackie Nowakowskiego krytycy uważają powieść „Obóz Wszystkich Świętych” (1957). „Jest to jedna z najważniejszych polskich powieści o stosunkach polsko-niemieckich, a najważniejsza o polskich dipisach w Niemczech” - napisał prof. Lewandowski. „Jest to pierwsza i na długie lata jedyna polska powieść na temat II wojny światowej i jej skutków dla polsko-niemieckich relacji ukazująca obok win »narodu oprawców« także winy »narodu ofiar«, pokazująca nie tylko zbrodnie hitlerowców, ale i zbrodnie na ludności niemieckiej, dokonywane przez »wyzwoleńców«. Nacjonalistyczne klisze, stereotypy fałszujące rzeczywistość i prowadzące do zła nie są tu tylko obciążeniem Niemców, ale i – w porównywalnym stopniu – Polaków. Każdy »patriotyzm« który przekracza granicę nacjonalizmu, jest tu równie szkodliwy i niszczący, bez względu na kolor sztandaru, pod którym się rozwija” - wyjaśnił.
Inne książki Nowakowskiego to: „Syn zadżumionych” (1959), „Saga rodu Radziwiłłów” (1966), „Niestworzone rzeczy” (1968), „Happy-end” (1970), „Byle do wiosny” (1975), „Wiza do Hrubieszowa”(1979), „Nie umiera się w Miami” (1991), „Urzeczenie” (1993) i - wydany już pośmiertnie, zbiór wierszy „Za kurtyną snu…” (2005).
„Tadeusz Nowakowski we własnym kraju jest pisarzem mało znanym. Ściślej: nie czytanym. Nie czytanym nie dlatego, że na to nie zasługuje, że czytelnik go nie chce. Nie czytanym z jednego prostego powodu, że jego tekstów nie można znaleźć w polskich bibliotekach, księgarniach. Od jakichś dwu lat jest już trochę lepiej, ale jeszcze nie na tyle dobrze, by można o tym zapomnieć” - napisał w marcu 1991 r. Bronisław Mamoń, recenzując dla „Tygodnika Powszechnego” inscenizację „Obozu wszystkich świętych” Nowakowskiego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, wyreżyserowaną przez Mikołaja Grabowskiego.
„Miejmy nadzieję, że wydawnictwa kościelne, których jest u nas coraz więcej i wydają często »śmieci«, zainteresują się opisami wielkich podróży po świecie Jana Pawła II. Tadeusz Nowakowski nosi przecież - nie bez dumy - zaszczytny tytuł: »reporter Papieża«” - dodał Mamoń.
Obok twórczości literackiej Tadeusz Nowakowski zajmował się również działalnością społeczną i polityczną - był m.in. delegatem Rządu RP w Londynie na obszar Niemiec, członkiem: Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, Światowego Związku Polaków, Bawarskiej Akademii Sztuk Pięknych, Oddziału Rady Narodowej RP w Republice Federalnej Niemiec, Stowarzyszenia na rzecz Porozumienia Niemiecko-Polskiego w Monachium.
Polskę odwiedził po raz pierwszy od wojny w 1990 roku. „Wracam po 18 tysiącach dni i nocy – bo tak można policzyć z ołówkiem w ręku, więc bardzo długo” – mówił wówczas w Polski Radiu Nowakowski. „I właściwie tak mi chodzi, kołacze się po głowie, taka myśl, czy rzeczywiście tutaj na stałe?… Przyjechać umrzeć tutaj – nawet w tym Olsztynie… Choćby tak ze względu na przyszłego biografa - »urodził się i umarł w Olsztynie«… To ładnie brzmi” -ocenił w swoim stylu. „Mam swoją prywatną mitologię i jednym z jej elementów jest to kreowanie się na Odysa, który wraca do Itaki, choć żadna Penelopa na niego nie czeka” – dodał.
Pięć lat później przeniósł się do rodzinnej Bydgoszczy – która nadała mu wówczas tytuł Honorowego Obywatela. Zmarł 11 marca 1996 roku. Miał 78 lat. Pochowano go na bydgoskim cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy ul. Zaświat.
„Był chory na polskość. Chciał zgłębić w niej to, co wielkie i małe, wzniosłe i przyziemne” - wspominał Bronisław Mamoń („Tygodnik Powszechny”, 1996).
„Nie utracił, jak wielu pisarzy z pokolenia wojennego, wiary w wartości, wiary w człowieka. Ze wszystkich jego utworów przebija swoisty imperatyw moralny. Na długo przed Herbertowskim Panem Cogito realizował jego przesłanie: szedł wyprostowany wśród tych, co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch. Wiedział, że musi dać świadectwo. Był wierny i z uporem powtarzał wielkie słowa. Słowa o Bogu, o Polsce, o szacunku dla innych, słowa o tym, co ważne” - ocenił dr Marcin Kowalczyk.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ aszw/