Dyrektorka Zachęty Agnieszka Pindera podczas otwarcia wystawy "Przestrzenie" w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie, 2925 r. Fot. PAP/Albert Zawada
Zależy nam na otwartości – nie na wytyczaniu kanonu ani na jego demonstracyjnym podważaniu. Samo pojęcie kanonu zakłada bowiem ograniczenie - powiedziała PAP Agnieszka Pindera, dyrektorka Zachęty - Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. Dodała, że pozostaje otwarta na różne języki artystyczne.
Polska Agencja Prasowa: Obejmując stanowisko dyrektora, zapowiadała pani nową energię i kierunek programowy. Co się zmieniło?
Agnieszka Pindera: W programie odnosiłam się do historii Zachęty, do tego, jak ją postrzegam, jaką pełniła funkcję i jaki był jej obraz społeczny. Miałam też na uwadze działania poprzednich dyrektorek, które przez wiele lat kształtowały program i kulturę organizacyjną Zachęty. Jednym z głównych działań, ważnym w pierwszym roku mojej pracy, była stabilizacja zespołu, który nie czuł się pewnie ze względu na częste zmiany dyrekcji w ostatnich latach. Doprecyzowaliśmy zadania, kompetencje, odpowiedzialność, wprowadziliśmy zarządzanie projektowe.
Drugi obszar moich działań to praca dla publiczności i artystów. Ważnym wydarzeniem było podpisanie w zeszłym roku umowy z Obywatelskim Forum Sztuki Współczesnej w sprawie minimalnych wynagrodzeń dla artystów, co również zapowiadałam w mojej koncepcji programowej. W tym roku zaczęliśmy je wypłacać. Zachęta jest jedną z kilku pierwszych instytucji, które wprowadziły standard w opłacaniu i myśleniu o pracy osób artystycznych. Jako duża instytucja narodowa pragniemy dawać dobry przykład i liczymy na to, że inne instytucje pójdą w nasze ślady.
"Moja strategia na tę kadencję jest oparta na balansowaniu między tym, co historyczne, a nowoczesnym rozwojem."
Trzecia rzecz to powrót do prowadzenia regularnych badań publiczności. Zbieramy informacje o tym, kim jest nasza publiczność i jakie są jej potrzeby. W zeszłym roku przeprowadziliśmy dwa takie badania – dotyczące tekstów i czytelnictwa oraz odbioru archiwaliów. Chcemy wiedzieć, czego nasza publiczność oczekuje, co jej pomaga, a co przeszkadza w odbiorze treści na wystawach, jakiego rodzaju publikacje chciałaby zabierać ze sobą do domu. Chodzi o rodzaj języka, jakim powinniśmy się posługiwać, żeby tekst był zrozumiały, a jednocześnie pogłębiał perspektywę. Podobnie jest w przypadku odbioru archiwaliów prezentowanych na wystawach. Mamy już raport, więc zaczynamy wdrażać rekomendacje. Chcemy dzięki temu stworzyć przestrzeń, w której odwiedzający będą się czuć komfortowo.
Moja strategia na tę kadencję jest oparta na balansowaniu między tym, co historyczne, a nowoczesnym rozwojem. Nie zapominamy jednocześnie o zmieniającej się rzeczywistości, deficytach uwagi oraz o tym, z kim konkurujemy o czas wolny naszych widzów.
PAP: To znaczy?
A.P.: Platformy streamingowe wplatają w swoje produkcje przypomnienia fabuły, bo wiedzą, że oglądamy seriale i filmy, jednocześnie patrząc na telefon czy wykonując inne czynności. Musimy się odnaleźć w tej rzeczywistości i tworzyć odpowiednie warunki odbioru sztuki.
PAP: Udaje się wam docierać do nowych odbiorców?
A.P.: Zarówno w tym, jak i w ubiegłym roku mieliśmy okazję zwolnić naszych odwiedzających z opłat za bilety wstępu. Łącznie były to trzy tygodnie bezpłatnego zwiedzania. Skorzystało z tego blisko 20 tysięcy osób, co świadczy o tym, że nie jesteśmy miejscem hermetycznym, lecz przestrzenią chętnie odwiedzaną. Barierą są finanse oraz ilość czasu wolnego, jakim dysponuje publiczność. Mamy nadzieję, że ci widzowie będą do nas wracać. Sztuka współczesna jest chętnie oglądana, tylko trzeba tworzyć ku temu odpowiednie warunki.
PAP: Zachęta jest ważnym miejscem dla polskiej sztuki. Pojawiają się jednak głosy, że nie znajduje się na pozycji prekursora trendów. Czy tak duża i ważna instytucja nie powinna podejmować większego ryzyka artystycznego?
A.P.: Sztuka podlega ciągłym przemianom. Na przykład w latach 70. mieliśmy bardzo określone, wyraźne tendencje artystyczne w Polsce, jednak było ich nieporównywalnie mniej niż np. w Stanach Zjednoczonych w tym samym czasie. Zachęta była na przełomie wieków areną dla jednego z ostatnich wyraźnych nurtów – polskiej sztuki krytycznej. Wraz ze wzrostem ekonomicznym, zmianą pola sztuki, nie mamy już takich dominujących trendów. Praktyki artystyczne są zróżnicowane i indywidualne. Artyści nie działają w określonych obszarach czy ruchach. W związku z tym nie jesteśmy w stanie być takim miejscem, jakim byliśmy wówczas dla sztuki krytycznej - matecznikiem nowego kierunku. Taki wspólny nurt już się nie wyłania.
Staramy się pokazywać zróżnicowaną sztukę artystów z różnych pokoleń, często debiutujących. Nie brak nam odwagi. W ubiegłym roku prezentowaliśmy wystawę Joanny Fluder zrealizowaną w obszarze studiów nad macierzyństwem i sztuki feministycznej. W tym roku będziemy gościć projekty historyczne – pokażemy m.in. twórczość Barbary Kasten i Susan Hiller. Publiczność czeka także zbiorowa wystawa poświęcona dojrzewaniu jako momentowi wielu emocjonalnych wyzwań. Współcześnie samo pojęcie odwagi w sztuce nie jest oczywiste – jego znaczenie zmienia się wraz z kontekstem. Staramy się więc nie narzucać jednej definicji i pozostajemy otwarci na różne języki artystyczne.
PAP: Tematy podejmowane na wystawach są słuszne i ważne społecznie, ale są jedynie wycinkiem rzeczywistości. Brakuje tzw. wystaw must see. Program Zachęty nie elektryzuje - jak odpowiada pani na takie głosy?
A.P.: Realizujemy popularne projekty. Już jesienią publiczność zobaczy wystawę Aliny Szapocznikow. Zastanawiam się jednak, czy współcześnie język sensacji w ogóle oddaje sposób, w jaki sztuka porusza publiczność. Jest on nadużywany, a w świecie, który codziennie bombarduje nas sensacjami, potrzebne jest miejsce do zatrzymania się i autentycznej, uwrażliwionej społecznie rozmowy.
"Staramy się pokazywać zróżnicowaną sztukę artystów z różnych pokoleń, często debiutujących. Nie brak nam odwagi."
Niedawno otworzyliśmy pożyteczną społecznie wystawę Karoliny Wiktor, która w wyniku udaru doświadczyła afazji i przez język sztuki próbowała wrócić do normalnego życia, przywrócić komunikację ze światem i najbliższymi. Opowiada o macierzyństwie osób niesprawnych neurologicznie, intymności, relacji w małżeństwie i odzyskiwaniu siebie jako matki. Dzięki programowi publicznemu otwieramy się na dyskusje, spotkania i wymianę wiedzy. W związku z tym cały czas jesteśmy miejscem, które zajmuje ważne miejsce w debacie społecznej.
PAP: Pani zdaniem Zachęta wyznacza dziś kierunek debaty o sztuce w Polsce czy jedynie podąża za innymi instytucjami?
A.P.: A jaka jest dzisiejsza debata o sztuce? Kto w niej bierze udział? Jaka jest w niej rola akademii, mediów i krytyków? Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Sztuki AICA zmieniło kryteria członkostwa w swoich szeregach. Dziś krytyka to nie tylko pisanie o sztuce, ale także realizacja wystaw. Jeżeli w ten sposób zdefiniujemy ramy debaty, to zdecydowanie jesteśmy jej częścią. Świat się zmienia, a wraz z nim rośnie nasza odpowiedzialność społeczna. Dlatego prowadzimy badania z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi, takich jak okulograf – to dla nas sposób na realne współtworzenie nowego języka rozmowy o doświadczaniu sztuki. Mamy świadomość, że publiczność różni się nie tylko w kwestii odbioru sztuki, lecz także w sposobie reagowania na światło, temperaturę czy bodźce przestrzenne. Chcemy tę wiedzę pogłębiać, zapraszając inne instytucje do badań porównawczych i wspólnego wypracowywania nowych wytycznych projektowania oraz kuratorowania z myślą o neuroróżnorodnej publiczności.
PAP: Dlaczego główna siedziba Zachęty nie funkcjonuje w trybie programów równoległych? Podobnie jak w teatrze – dlaczego nie ma sceny głównej i małej?
A.P.: Staramy się wykorzystywać przestrzeń parteru Zachęty na niewielkie wystawy indywidualne. Prezentowaliśmy tam m.in. twórczość Joanny Fluder, teraz Karoliny Wiktor, a następnie zajmą tę przestrzeń prace Krzysztofa Gila, Joao Maria Gusmao czy Tobiasa Zielonego. To wystawy w większej skali niż te w Miejscu Projektów Zachęty, ale mniejszej niż te pokazywane na pierwszym piętrze. Tam z kolei umieszczamy wystawy przeglądowe, przekrojowe, zbiorowe, tematyczne, problemowe oraz większe pokazy autorskie i retrospektywne. Obecnie znajduje się tam wystawa Krystyny Wojtyny-Drouet, a już od 13 marca – prace Barbary Kasten. Staramy się otwierać naszą przestrzeń na różne projekty. Projekty z Pawilonu Polskiego w Wenecji pokazujemy zazwyczaj w Sali Matejkowskiej. To też miejsce intermedialnych, wieloaspektowych realizacji, jak np. „Ghost Rider” Christelle Oyiri. Operujemy naszymi przestrzeniami w świadomy sposób.
PAP: Planuje pani duże projekty międzynarodowe lub współprace instytucjonalne?
A.P.: Tak. Wystawa Barbary Kasten będzie prezentowana w Muzeum w Kownie. Konsekwentnie dążymy do tego, aby projekty z Pawilonu Polskiego w Wenecji były pokazywane po zakończeniu Biennale także w innych instytucjach. Już teraz prowadzimy rozmowy dotyczące trasy wystawy „Języki z wody”, która zostanie zaprezentowana na tegorocznym Biennale Sztuki – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Równolegle pracujemy także nad tym, aby jedna z naszych jesiennych produkcji ruszyła w przyszłym roku w europejską trasę. Współprodukujemy również wystawę Ndidi Dike z Wiener Secession oraz sztokholmską Färgfabriken, która zostanie pokazana w Zachęcie w przyszłym roku. W 2027 roku planujemy współpracę z Centrum Sztuki Współczesnej w Wilnie.
PAP: Jaką rolę powinna dziś odgrywać największa narodowa galeria sztuki w Polsce? Ma reprezentować kanon czy go podważać?
A.P.: Jako Zachęta legitymizujemy praktyki artystyczne. Zależy nam na otwartości – nie na wytyczaniu kanonu ani na jego demonstracyjnym podważaniu. Samo pojęcie kanonu zakłada bowiem ograniczenie, a w tak spolaryzowanym świecie nie jest to wartość, którą chcielibyśmy wzmacniać. Naszą ambicją jest pokazywanie rzeczywistości w jej złożoności oraz tworzenie przestrzeni różnorodności – takiej, która nie hierarchizuje i nie dzieli sztuki na lepszą czy gorszą, bardziej lub mniej wartościową. To właśnie w wielogłosowości widzimy dziś najważniejszą rolę instytucji publicznej.
Rozmawiała Zuzanna Piwek (PAP)
Trzyletnia kadencja Agnieszki Pindery na stanowisku dyrektorki Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki rozpoczęła się 23 grudnia 2024 r.
zzp/ miś/ aszw/