Prof. Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego (L) i Światosław Szeremeta (P) podczas prac poszukiwawczych w miejscu pochówków Polaków zamordowanych w maju 1943 roku, we wsi Ugły. Fot. PAP/Vladyslav Musiienko
Najważniejszym elementem badań pochówków polskich ofiar we wsi Ugły w dawnym województwie wołyńskim II RP będzie identyfikacja ich szczątków – powiedział w poniedziałek prof. Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.
Naukowiec stoi na czele ekipy, która prowadzi prace poszukiwawcze w Ugłach ze strony polskiej. Stronę ukraińską reprezentuje tam przedsiębiorstwo komunalne Lwowskiej Rady Obwodowej „Dola”. Prace finansowane są przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Według Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, który jest zleceniodawcą, ekspedycja potrwa około tygodnia.
W ocenie Ossowskiego identyfikacje „są jednym z ważniejszych, albo w ogóle najważniejszym elementem prac”. - Dzięki identyfikacjom tak naprawdę jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, że mamy do czynienia z tymi ofiarami, których szukamy – wyjaśnił dziennikarzom.
Identyfikacja – kontynuował – ma odpowiedzieć na pytania, które pojawiają się m.in. w przestrzeni medialnej „i powodują jeszcze większą ilość pytań”. Tłumaczył, że tak było w przypadku poprzednich badań, w dawnej polskiej wsi Puźniki w obwodzie tarnopolskim Ukrainy.
- Są to pytania dotyczące liczby ofiar, pytania, czy rzeczywiście doszło do tych zdarzeń – dodał.
- Często są one wykorzystywane w fake newsach. Takich, które mówiły na przykład o tym, że strona ukraińska nie chce wliczać w liczbę ofiar kobiet i dzieci, co jest absolutną bzdurą. I dlatego te prace prowadzone są w modelu wspólnie pracujących specjalistów ukraińskich i polskich – dodał.
Ossowski ocenił, że poszukiwania polskich ofiar w Ukrainie nie są typowymi pracami ekshumacyjnymi. – Są to bardziej badania naukowe, które mają odpowiedzieć na szereg pytań – podkreślił.
Wyjaśnił, że ważną rolę będzie odgrywało porównywanie danych szczątków ludzkich z żyjącymi członkami ich rodzin. - Te osoby się zgłaszają, gdy rozpoczynają się prace, albo na etapie ekshumacji, kiedy już wiedzą, że rzeczywiście jest szansa, żeby zidentyfikować ich krewnych – powiedział Ossowski.
Polską kolonię Ugły zaatakował 12 maja 1943 r. oddział UPA. Szacuje się, że w wyniku ataku spłonęło 50 gospodarstw i zginęło ponad 100 Polaków. Sotnią UPA, która popełniła tę zbrodnię, dowodził Nikon Semeniuk „Jarema”. Część mieszkańców została zamordowana we własnych domach, inni - podczas próby ucieczki do sąsiadującego z wioską lasu.
W ukraińskich źródłach sam fakt zbrodni w Ugłach nie jest podważany, ale zwraca się w nich uwagę, że oprócz Polaków ofiarami mordów mieli paść również Ukraińcy z mieszanych rodzin polsko-ukraińskich.
Polskę i Ukrainę od wielu lat różni pamięć o roli Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, które w latach 1943-1945 dopuściły się ludobójczej czystki etnicznej na blisko 100 tys. polskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Od wiosny 2017 r. trwał spór wokół zakazu poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy, wprowadzonego przez ukraiński IPN. Zakaz został wydany po zdemontowaniu pomnika UPA w Hruszowicach w województwie podkarpackim w kwietniu 2017 r.
Decyzja o zniesieniu obowiązującego od 2017 r. moratorium na poszukiwania i ekshumacje szczątków polskich ofiar zbrodni wołyńskiej została ogłoszona pod koniec listopada 2024 r. podczas wspólnej konferencji prasowej szefów dyplomacji Polski i Ukrainy, Radosława Sikorskiego i Andrija Sybihy.
Ze wsi Ugły Jarosław Junko (PAP)
jjk/ akl/
