Prace poszukiwawcze w miejscu pochówków Polaków zamordowanych w maju 1943 roku, we wsi Ugły. Fot. PAP/Vladyslav Musiienko
Poszukiwania zbiorowej mogiły Polaków, pomordowanych przez UPA w Ugłach w byłym województwie wołyńskim II RP, dalsze ekshumacje ich szczątków i ponowny pochówek to kwestia pamięci, a nie zemsty – powiedział PAP potomek ofiar zbrodni, Andrzej Mosiejczyk.
- Nie chcemy żadnej zemsty. Chcemy zachowania pamięci – podkreślił.
Wraz z niewielką grupą potomków mieszkańców dawnych Ugieł mężczyzna obserwował we wtorek drugi dzień prac poszukiwawczych, które odbywają się w miejscu, gdzie znajdował się stary cmentarz.
Obecni mieszkańcy wsi mówią, że chowano tam głównie niemieckich kolonistów. W granicach cmentarza – według relacji świadków – ma być też zbiorowy grób polskich ofiar zbrodni sprzed lat.
- Moja rodzina, dziadkowie i ojciec pochodzili z Ugieł. Dziadek był tu sołtysem w czasie, kiedy był dokonany mord przez ukraińskich nacjonalistów. Dziadek też był organizatorem pochówku pomordowanych mieszkańców – wyjaśnił Mosiejczyk.
Gdy na starym cmentarzu ekipy badaczy polskich i ukraińskich zdejmują pierwsze warstwy gruntu i przesiewają ziemię, potomkowie mieszkańców wsi chodzą po śladach obecności ich przodków.
- Nie jestem pewien, czy akurat tutaj stał nasz dom, ale całe to miejsce, spalony plac, na którym stały Ugły, jest bardzo ważny. Jest to miejsce sentymentalne. Chodząc po tych polach, gdzie kiedyś były zabudowania, widzimy cegły, jakąś ceramikę, metalowe elementy. Dlatego jest to dla nas bardzo ważne – wyznał Mosiejczyk.
Mężczyzna marzy, aby w Ugłach stanęła kiedyś tablica mówiąca o tym, że jest to miejsce męczeństwa Polaków. – Że jest to miejsce, gdzie było dokonane ludobójstwo. I tyle, wystarczy. Żadnych pomników, ale chciałbym, żeby ludzie, którzy tu przyjeżdżają, mieli świadomość, że tu istniało życie – podkreślił.
Ocenił, że sprawa upamiętnienia ofiar Wołynia „powinna być załatwiona jeszcze w latach 90.”.
- Mam pewien żal, że ta pamięć nie jest zachowana w takim stopniu, jak to powinno być. Ciągle mówimy o jakimś pojednaniu, o jakimś przełomach w poszukiwaniach. Ja zaś uważam, że ta sprawa powinna być załatwiona od lat od 90. Wydaje mi się, że na pewno dużą winę ponoszą nasze rządy, jakie by nie były, które nie potrafiły tej sprawy załatwić przez tyle lat – podsumował Mosiejczyk.
Polską kolonię Ugły zaatakował 12 maja 1943 r. oddział UPA. Szacuje się, że w wyniku ataku spłonęło 50 gospodarstw i zginęło ponad 100 Polaków. Sotnią UPA, która popełniła tę zbrodnię, dowodził Nikon Semeniuk „Jarema”. Część mieszkańców została zamordowana we własnych domach, inni - podczas próby ucieczki do sąsiadującego z wioską lasu.
Poszukiwania w Ugłach finansuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To kolejne miejsce badań zbrodni wołyńskiej. Pierwsze prace odbyły się w 2025 roku w dawnej wsi Puźniki w obecnym obwodzie tarnopolskim na zachodzie Ukrainy.
Ze wsi Ugły Jarosław Junko (PAP)
jjk/ ap/ ktl/
