Samuel Beckett. Fot. wikipedia
Gdyby chcieć wskazać na jakąś postać biblijną, którą zdawał się rozumieć najlepiej i która mu była najbliższa, z całą pewnością byłby nią Hiob - pisał o nim Antoni Libera. 13 kwietnia 1906 roku urodził się Samuel Beckett, irlandzki pisarz, noblista - „przyrodni brat wszelkich nędzarzy”.
„Data urodzenia Becketta została przez niego samego bardzo specyficznie zmitologizowana: on się urodził nie tylko trzynastego w piątek, ale był to Wielki Piątek” – przypomniał Antoni Libera. „Co więcej: on się urodził wieczorem o godzinie dziewiątej, a godzina ta ma w naszej tradycji europejskiej, judeochrześcijańskiej co najmniej dwa znaczenia” – podkreślił. Wyjaśnił, że dwa tysiące lat temu w Judei liczono czas od godziny 6, a zatem godzina trzecia po południu to właśnie godzina dziewiąta. „Beckett wykorzystał tę dwuznaczność i potem mówił, że urodził się w godzinie śmierci Chrystusa” - mówił tłumacz wszystkich dzieł dramatycznych irlandzkiego artysty w audycji Iwony Malinowskiej z cyklu „Biografie niezwykłe” (Polskie Radio, 2006).
„Ale to nie jest jeszcze koniec historii - dlatego, że drugi motyw, który przewija się w jego twórczości, to jest motyw śmierci w najciemniejszą, najczarniejszą noc grudniową” – dodał Antoni Libera, przypominając, że Beckett umarł właśnie w taką noc, 22 grudnia 1989 roku. „I te dwie daty – czyli urodziny w Wielki Piątek i śmierć w przededniu Wigilii Bożego Narodzenia – stały się mimowolnym symbolem tego, o czym jest cała jego twórczość – czyli wielkiego rozminięcia się z Bogiem. On się rodzi, kiedy Bóg umiera, a umiera kiedy Bóg się jeszcze nie rodzi” – podsumował.
O początkach swej fascynacji twórczością Becketta Libera napisał w książce „Godot i jego cień” (2008). W 1957 roku, mając osiem lat i mocno akurat przeżywając kosmiczny lot wysłanej na orbitę przez „znienawidzonych kacapów” suczki Łajki („czy wróci?”), wymusił by rodzice zabrali go na spektakl „Czekając na Godota”, wyreżyserowany w stołecznym Teatrze Współczesnym przez Jerzego Kreczmara – była to polska premiera dramatu Becketta.
Obejrzawszy przedstawienie podzielił się uwagą, że gdyby Chłopiec-Posłaniec w finale przekazał inną wiadomość - „Pan Godot powiedział mi, żebym powiedział panu, że… wprawdzie przyjść nie może, ale że prosi do siebie. Za mną, panowie! Chodźmy! Zaprowadzę was tam” – to sztuka miałaby dużo lepsze zakończenie.
„Byłoby przyjemniejsze. Nie byłoby jednak prawdziwe. W życiu jest tak, jak w sztuce” – usłyszał od ojca.
Tego samego wieczora z Radia Wolna Europa ośmiolatek dowiedział się, że „według agencji TASS, pies Łajka, zgodnie z planem, został ostatnim posiłkiem otrzymanym w kosmosie humanitarnie uśpiony, po czym wracając na Ziemię, spłonął wraz z satelitą”. „Zbyt piękne – mówi ojciec – aby było prawdziwe. – Co niby jest piękne? – matka. – Zastanów się, co mówisz! – To, że go wcześniej uśpili” – czytamy w książce „Godot i jego cień”.
Samuel Beckett urodził się w Foxrock pod Dublinem, w zamożnej, protestanckiej rodzinie – wywodzącej się z francuskich hugenotów przybyłych do Irlandii w XVII wieku.
„Przyszły dramatopisarz otrzymał gruntowne wykształcenie w Earlsfort House School w Dublinie i Portora Royal School w Enniskillen” – podano w Encyklopedii Teatru Polskiego (ETP). W 1923 roku rozpoczął studiowanie języków nowożytnych (francuski, włoski, niemiecki) w dublińskim Trinity College – najważniejszym irlandzkim uniwersytecie. Specjalizował się w twórczości Dantego i Prousta, fascynowała go filozofia Kartezjusza, Bergsona i Schopenhauera. Wakacje 1926 roku spędził zwiedzając zamki nad Loarą – był to jego pierwszy pobyt we Francji, z którą później związał swoje życie.
Latem 1927 roku po raz pierwszy pojechał do Włoch. W grudniu tego samego roku otrzymał dyplom z wyróżnieniem. „Jeszcze w czasach akademickich ujawniły się jego zainteresowania językowe z jednej strony, a sportowe z drugiej – był świetnym graczem w krykieta. Jako bardzo uzdolnionemu studentowi wróżono Beckettowi karierę akademicką” – napisano na stronie ETP.
Po ukończeniu studiów przez krótki czas był nauczycielem francuskiego w Belfaście, potem został wykładowcą filologii angielskiej w École Normale Supérieure w Paryżu. Tam w 1928 roku poznał Jamesa Joyce’a, z którym się zaprzyjaźnił. Kiedy autor „Ulissesa” zaczął mieć problemy ze wzrokiem, pomagał mu zapisywać „Finnegans Wake” i tłumaczyć tę powieść na francuski. Pierwszą publikacją Becketta, był esej poświęcony Joyce’owi zatytułowany „Dante… Bruno… Vico… Joyce” (1929).
W 1930 roku wrócił do Dublina i w Trinity College zaczął wykładać na wydziale romanistyki. Zajęcie to porzucił po dwóch latach, by wyjechać do Anglii - w Londynie ukończył kurs psychoanalizy i zaczął pisać swą pierwszą powieść pt. „Murphy” (1938). W tzw. międzyczasie opublikował dwa zbiory opowiadań – „Dante i homar” (1932) i „Więcej kłucia niż wierzgania” (1934) oraz tom wierszy „Kości echa” (1935).
W 1936 roku odbył podróż po hitlerowskich Niemczech. Rok później osiedlił się w paryskiej dzielnicy Montparnasse.
W 1937 roku w dość dramatycznych okolicznościach poznał w Paryżu swą przyszłą żonę. Napadniętemu podczas spaceru, ciężko rannemu – nóż przebił płuco kilka centymetrów od serca - Beckettowi pomogła dostać się do szpitala młoda kobieta, Suzanne Dechevaux-Dumesnil. Wkrótce zamieszkali razem – natomiast oficjalnie małżeństwem zostali dopiero w 1961 roku.
„Po dojściu do zdrowia, pierwszą rzeczą, którą pisarz uczynił, było odnalezienie napastnika w więzieniu, by tam dowiedzieć się o nim czegoś bliżej, zapytać, dlaczego to zrobił, a wobec bezradnej odpowiedzi »nie wiem« ofiarować mu przynajmniej paczkę papierosów” – przypomniał Antoni Libera w eseju pt. „Samuel Beckett pisarz, człowiek, dzieło” (1989).
„Posiadał szczególny rodzaj wiedzy o ludzkiej nędzy, był na nią tak wyczulony, jakby była mu ona doskonale znana z autopsji: a więc miał o niej nie jakieś teoretyczne, abstrakcyjne pojęcie, lecz bardzo konkretne, zmysłowe, fizyczne. Można powiedzieć, iż doświadczenie ubóstwa, samotności, przegranej i beznadziei dane mu było niejako a priori. Czuł się spokrewniony ze »skrzywdzonymi i poniżonymi«, był przyrodnim bratem wszelkich nędzarzy. Na zewnątrz solidny, zadbany, wręcz elegancki, nosił w sobie duszę kloszarda, zapomnianego kaleki, wyrzutka, opuszczonego przez wszystkich starca. Gdyby chcieć wskazać na jakąś postać biblijną, którą zdawał się rozumieć najlepiej i która mu była najbliższa, z całą pewnością byłby nią Hiob” – napisał Libera.
Wybuch wojny we wrześniu 1939 roku zastał Becketta w Irlandii - natychmiast wrócił do Paryża. „Wolę Francję w czasie wojny niż Irlandię w czasie pokoju” – wyjaśnił.
Po kapitulacji pisarz, obywatel neutralnej Irlandii, przystąpił do francuskiego ruchu oporu – tłumaczył materiały wywiadu z francuskiego na angielski, jego mieszkanie służyło jako skrzynka kontaktowa. W 1942 roku cudem uniknął aresztowania.
„Była wpadka, gestapo zrobiło kocioł w jego domu. Na szczęście Becketta ktoś ostrzegł. I pisarz, tak jak stał, bez niczego, musiał uciekać z Paryża. Uciekł wraz z Suzanne na południe, do strefy nieokupowanej” – powiedział Antoni Libera Jackowi Tomczukowi w rozmowie pt. „Pisarz, którego sukces nie zmienił ani na jotę” („Dziennik”, 2009). „I to właśnie ta dwutygodniowa podróż - pieszo, furmankami, okazjami - miała stać się doświadczeniem generującym przyszły dramat” – dodał, odnosząc się do genezy „Czekając na Godota”.
W strefie Vichy Beckett pracował jako robotnik rolny, równocześnie kontynuując pracę literacką – napisał wówczas powieść „Watt”. Pod koniec 1945 roku para wróciła do Paryża, a pisarz otrzymał od generała Charlesa de Gaulle’a Złoty Krzyż Wojenny. „Walczyłem przeciw Niemcom nie za naród francuski, lecz dlatego, że uczynili oni piekłem życie wielu moich przyjaciół, zwłaszcza Żydów” – miał wówczas rzec.
Koniec wojny był początkiem najbardziej owocnego okresu twórczości. „Całe moje dzieło napisałem bardzo szybko, między 1946 a 1950 rokiem. Od tego czasu nie napisałem nic wartościowego” – ocenił Beckett w 1956 roku. W tym czasie powstały dramaty: „Eleutheria”, „Czekając na Godota”, oraz powieściowa trylogia: „Molloy”, „Malone umiera” i „Nienazywalne”.
Jeden z najważniejszych autorów XX wieku, długo musiał czekać na uznanie. Debiut sceniczny przyszedł kiedy pisarz miał 46 lat. Wcześniej miał w dorobku kilka powieści, dwa tomy opowiadań, wiersze i eseje, lecz ich nakłady nie przekraczały 300-400 egzemplarzy. „Pies z kulawą nogą o nim nie wiedział” – ocenił Antoni Libera. „Ta kariera czy sława zaczęła się od »Czekając na Godota« ale przyszła bardzo późno” - dodał. Przypomniał, że sztuka ta została wcześniej odrzucona przez 17 teatrów, a od jej napisania do prapremiery upłynęły cztery lata.
Prapremiera wyreżyserowana przez Rogera Blina odbyła się 5 stycznia 1953 roku. „Chociaż miała ona miejsce na scenie offowego teatrzyku Babylone, w sali przerobionej ze sklepu, z dekoracjami skleconymi z rzeczy znalezionych na ulicy, od razu podbiła intelektualny i bardzo wpływowy wówczas Paryż. Francuscy recenzenci dosłownie w kilka dni po premierze napisali: »To sztuka naszych czasów… Paryż odkrył jednego z najwybitniejszych dramatopisarzy«” – opowiadał Libera Tomczukowi.
„Była to data przełomowa w twórczości Becketta (dramat był całkowicie nowatorskim dokonaniem literackim). Uważana jest za narodziny teatru absurdu. Sukces »Czekając na Godota« na scenach Paryża, Nowego Jorku i Londynu sprawił, że pisarz stał się człowiekiem powszechnie szanowanym i uznanym twórcą. Odtąd premiery kolejnych dramatów Becketta miały rangę wydarzenia teatralnego” – czytamy na stronie ETP.
Pisarz nie zgodził się na ekranizację „Czekając na Godota” – propozycję kontraktu z Hollywood, opiewającego na sumę miliona dolarów, przedstawił mu amerykański gwiazdor Steve McOueen, który miał być producentem i odtwórcą jednej z ról. „Beckett nie chciał jednak o tym słyszeć. »To się nie nadaje do filmu. To jest sztuka dramatyczna« - brzmiała jego odpowiedź. I nic nie potrafiło jej zmienić: ani zapewnienie osobistego nadzoru nad realizacją filmu, ani obietnice podwyższenia i tak gigantycznego już honorarium” – przypomniał Antoni Libera.
W 1956 roku Beckett napisał dla radia BBC słuchowisko „Którzy upadają”. Rok później ukazała się jednoaktówka „Końcówka”, zaś w 1959 roku powstała „Ostatnia taśma Krappa” oraz słuchowisko „Popioły”.
W 1961 roku otrzymał Międzynarodową Nagrodę Wydawców. 17 września tegoż roku w Nowym Jorku miała miejsce prapremiera sztuki „Radosne dni” – kolejnego kroku pisarza w świat teatru absurdu. Utrzymane w tej samej konwencji są także następne dramaty Becketta: „Komedia” (1964), „Oddech” (1970), „Nie ja” (1973) i „Kroki” (1976).
W sumie napisał 7 powieści, 35 utworów dramatycznych, kilkadziesiąt esejów, blisko sto wierszy i ponad 50 krótkich utworów prozatorskich, kilka słuchowisk i scenariusz filmowy. „Słowa, słowa, moje życie nie było niczym innym jak tylko słowami, grochem z kapustą, wieżą Babel przemilczeń i słów” – miał rzec pod koniec życia.
Pisarz raczej stronił od polityki, wielokrotnie jednak występował w obronie wolności i wspierał ludzi prześladowanych. Jako przeciwnik apartheidu nie zgadzał się na wystawianie swych sztuk w Republice Południowej Afryki. Protestował przeciw wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce - honoraria z tytułu praw autorskich przekazał na rzecz uwięzionych wówczas intelektualistów. Po aresztowaniu Václava Havla dedykował mu sztukę „Katastrofa” (1982) – choć nie znał go osobiście.
„Beckett był człowiekiem niebywale skromnym i nieśmiałym” – wspominał Antoni Libera, który poznał go osobiście w 1978 roku. „Prawie w ogóle nie występował publicznie, nie udzielał wywiadów telewizyjnych, nie miał wieczorów autorskich ani tzw. czytań, nie jeździł na żadne sympozja literackie… Bardzo mało się udzielał włącznie z tym, że jak otrzymał nagrodę Nobla w 1969 roku, to też nie pojechał, by ją odebrać – poprosił o odbiór nagrody swojego francuskiego wydawcę” – opowiadał w Polskim Radiu.
„A zatem w odróżnieniu od większości artystów – nie tylko zresztą pisarzy ale i muzyków, ludzi teatru, malarzy – Beckett nie szukał poklasku” - podkreślił Libera.
„W swej skromności i niechęci do wszelkiego rozgłosu posunął się tak daleko, iż w ostatniej woli zastrzegł sobie, by fakt jego odejścia z tego świata podano do wiadomości publicznej dopiero po pogrzebie. Tak się też stało: świat o stracie dowiedział się w godzinę po zakończeniu uroczystości żałobnych, w których uczestniczyło dosłownie kilka osób” - przypomniał.
Wielka sława jednak Becketta nie ominęła. O nim i jego dziele napisano kilkaset książek, kilkanaście tysięcy rozpraw i artykułów; jego sztuki w kilkudziesięciu językach grano na całym świecie setki razy; z inspiracji jego utworami powstały liczne dzieła plastyczne i kompozycje. „W historii nowożytnej kultury więcej napisano tylko o Szekspirze, Wagnerze i Napoleonie” – dodał Libera przywołując angielskie wyliczenia publikacji związanych z artystą.
„Na pytanie »Dlaczego pan pisze?«, rozesłane przez francuski tygodnik »Liberation« do około stu najbardziej znaczących pisarzy współczesnych na świecie, pytanie, na które wszyscy ankietowani odpowiedzieli krótszą lub dłuższą apologią literatury jako narzędzia prawdy, walki, sumienia, rozrywki itp., on jeden odpowiedział tonem usprawiedliwienia: »Bo niczego innego nie umiem«” – przypomniał autor książki „Godot i jego cień”. Wyjaśnił, że dokładnie Beckett napisał: „Bon qu'a ça”, co dosłownie znaczy „Dobry tylko w tym”.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ dki/