Autoportret Churchilla przedstawiający go z paletą datowany na lata 1919/20. Źródło: Wikimedia Commons
Ponad 50 obrazów byłego premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla można oglądać od soboty na wystawie w londyńskiej galerii Wallace Collection. To pierwsza taka prezentacja od 1959 roku.
Widoki przystani w Cannes, marokańskiego meczetu i Jerozolimy, do tego studium stawu oraz martwa natura, do której Churchill miał wyjątkową słabość: butelki whisky w towarzystwie szklaneczki - wszystko to składa się na kronikę malarskiego hobby, na które polityk znajdował czas między debatami i intrygami w Izbie Gmin, dwiema wojnami światowymi oraz pisaniem dzienników, książek i artykułów.
Malować zaczął późno, w wieku 40 lat. Był to sposób na wypełnienie czasu, gdy został odsunięty na boczny tor życia publicznego. Powodem była nieudana ofensywa w Cieśninie Dardanelskiej przeciw Imperium Osmańskiemu w 1915 roku. Porażka ta pozbawiła Churchilla stanowiska Pierwszego Lorda Admiralicji i niemal złamała jego karierę polityczną. Później to hobby wielokrotnie pomagało mu rozładowywać stres.
Swoje prace określał mianem „bohomazy”, ale do malarstwa podchodził poważnie. Po lekcje udał się do znanych malarzy, Johna Sickerta i Williama Nicholsona.
Po latach niektóre obrazy Churchilla osiągnęły wysokie ceny. W 2014 r. jego dzieło, wyraźnie inspirowane późnym Monetem i przedstawiające staw w Chartwell, na aukcji w Sotheby's sprzedano za 1,8 mln funtów. Siedem lat później amerykańska aktorka Angelina Jolie, właścicielka kolekcji sztuki, sprzedała obraz Churchilla - widok meczetu w Marrakeszu - za 7 mln funtów. Był to jedyny obraz, jaki polityk namalował podczas II wojny światowej.
Czy bohater wystawy był dobrym artystą? A może do wystawy nigdy by nie doszło, gdyby jej bohater nie zapisał się w historii na innych polach? Wielu recenzentów na Wyspach Brytyjskich skłania się ku pierwszej opcji.
„Czasami był zaskakująco przyzwoitym malarzem” - pisze „Daily Telegraph”, podczas gdy „Times” ocenia, że wystawa jest „czarująca”. „Guardian” nie przymyka oka na błędy kompozycyjne, ale podkreśla, że z prac bije „niesamowity entuzjazm”. Najwyraźniej jednak entuzjazm nie zawsze wystarczał, bo recenzentka ocenia, że noblista zupełnie nie umiał malować osiołków.
Wystawa potrwa do 19 listopada.
Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)
