Warszawa, 1947-03-03. Odczytanie wyroku w procesie niemieckich zbrodniarzy wojennych (w drugim rzędzie): byłego szefa tzw. dystryktu warszawskiego Ludwika Fischera (1L), byłego starosty miejskiego w Warszawie Ludwika Leista (2L), byłego komendanta policji bezpieczeństwa Josefa Meisingera (3L) i płk. policji, byłego szefa wydziału w komendzie policji porządkowej Maksa Daume (4L). Proces przed Najwyższym Trybunałem Narodowym toczył się w dniach 17.12.1946 - 24 .02.1947. Nz. oskarżeni wysłuchują sentencji wyro
Niemiecka Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu kontynuuje poszukiwania sprawców zbrodni, choć od zakończenia II wojny światowej minęło 81 lat - pisze w środę dziennik „Sueddeutsche Zeitung”.
„W tym roku przekazaliśmy prokuraturze dwa postępowania przygotowawcze” – powiedział Thomas Will, szef istniejącego od 1958 r. urzędu, w rozmowie z „SZ”.
Oba postępowania dotyczą zbrodni popełnionych na sowieckich jeńcach. Po ataku Niemiec na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 r. dochodziło do masowych egzekucji na sowieckich jeńcach. Wzięci do niewoli żołnierze przetrzymywani byli zimą pod gołym niebem i szykanowani.
Za pilnowanie obozów jenieckich odpowiedzialne były bataliony ochronne Wehrmachtu, a w późniejszym okresie także oddziały marynarki wojennej i lotnictwa (z szacunkowych danych ekspertów Bundestagu wynika, że do niemieckiej niewoli w latach 1941-1945 trafiło 4,5-5,5 mln żołnierzy Armii Czerwonej, z których ok. 3,3 mln zmarło – PAP).
Zdaniem Willa stworzenie i utrzymywanie warunków grożących śmiercią jeńców może być prawnie ścigane jako mord. Obaj domniemani sprawcy są „w wieku biblijnym”: młodszy ma 99 lat, starszy 105 - przyznał Will.
O dalszym losie śledztwa zdecyduje prokuratura w Dortmundzie. Prokuratorzy ocenią, czy istnieje szansa na wniesienie aktu oskarżenia przeciwko podejrzanym.
Will zamierza kontynuować swoją działalność do kwietnia 2027 r. Nie wie, czy uda mu się wdrożyć kolejne postępowania. „Może będzie ich 10, a może nie będzie żadnego” – powiedział „SZ”.
Wielu sprawcom udało się uniknąć procesu i kary. Dotyczy to przede wszystkim strażników z obozów koncentracyjnych i zagłady. Zdaniem Willa wśród prawników w przeszłości panowała zgoda, że należy ich oszczędzić. Will przypomina sobie wypowiedź starszego kolegi, pracującego w Ludwigsburgu do lat 90., że „było jasne, iż takich osób nie należy ścigać”.
Pierwszy szef Centrali Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych Erwin Schuele w 1966 r. musiał ustąpić ze stanowiska, ponieważ okazało się, że był nie tylko członkiem partii hitlerowskiej NSDAP, ale należał także do nazistowskich bojówek SA.
Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych powstała w 1958 r. na mocy porozumienia landów jako centralny organ postępowania przygotowawczego w sprawach dotyczących zbrodni III Rzeszy. Impulsem do jej utworzenia były pierwsze od zakończenia denazyfikacji (pod koniec lat 40.) głośne procesy nazistowskich zbrodniarzy. Kompetencje placówki w Ludwigsburgu od początku ograniczone były do postępowań przygotowawczych, bez prawa wdrażania śledztw. Przez lata Centrala współpracowała z Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.
W Centrali w Ludwigsburgu, zatrudniającej dawniej 120 pracowników, pracuje obecnie 17 osób, z których tylko pięć ma uprawnienia śledcze.(PAP)
lep/ akl/