Warszawa, 28.06.2026 r. Uroczystości z okazji 50. rocznicy Zrywu w Ursusie i Czerwca '76, 28 bm. pod Pomnikiem Robotników Czerwca 1976 r. w warszawskim Ursusie. Organizatorem uroczystości jest NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze. Fot. PAP/Radek Pietruszka
W niedzielę na warszawskim Ursusie odbyły się uroczystości z okazji 50. rocznicy Zrywu w Ursusie z Czerwca 1976 r. Przed pomnikiem upamiętniającym te wydarzenia, wieńce złożyła m.in. marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Odczytano też listy prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Podczas uroczystości list w imieniu Prezydenta RP odczytał prezydencki minister Karol Rabenda. Nawrocki podkreślił w nim, że półwiecze to „symboliczna cezura, która skłania do spojrzenia na tamte dramatyczne wydarzenia w szerszym kontekście dziejów ojczyzny”. Przypomniał, że to w Ursusie z wielką siłą ujawnił się sprzeciw ludzi pracy, wywołany kilkudziesięcioprocentowymi podwyżkami urzędowych cen artykułów spożywczych.
- Odpowiedzią ursuskich robotników był strajk w znanej w kraju i na całym świecie fabryce ciągników oraz zatrzymanie pociągów przejeżdżających przez tutejszy węzeł kolejowy – napisał Nawrocki i podziękował wszystkim „znanym i nieznanym z nazwiska bojownikom o zrzucenie komunistycznego jarzma niewoli”.
Głos podczas uroczystości zabrała marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, która zwróciła uwagę na potrzebę głośniejszego i częstszego mówienia o robotniczym zrywie z 1976 roku. - Chuligani z Ursusa, warchoły z Radomia – tak władza komunistyczna mówiła o robotnikach, którzy upomnieli się o godność i wolność w czerwcu 1976 roku - podkreśliła.

Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Kidawa-Błońska oceniła, że o wydarzeniach, które miały miejsce w Ursusie, mówi się za mało, a tak naprawdę - wskazała - to właśnie w Ursusie rozpoczął się społeczny protest przeciwko władzy komunistycznej. Jak mówiła wydarzenia w Ursusie, Radomiu czy Płocku „dały ludziom impuls do tego, że władzę komunistyczną da się pokonać”, a protestujący robotnicy pokazali, że wartości mają dla nich ogromne znaczenie.
- Byłam świadkiem tych wydarzeń i wiem, jak wszyscy to bardzo przeżywaliśmy. Jak przeżywaliśmy losy naszych sąsiadów, którzy pracowali tutaj, w fabryce. Ta pamięć powinna być wśród nas. Powinniśmy o tym mówić młodym pokoleniom, żeby wiedziały, że wolność, godność, solidarność to nie są puste słowa - oświadczyła marszałek Senatu.
W trakcie uroczystości odczytano również list prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Polityk wyraził wdzięczność wobec wszystkich tych, którzy strajkowali w Ursusie lub innych ośrodkach. Przypomniał, że protestujący spotkali się z brutalną przemocą, „bestialskim biciem” czy torturami.
Prezes PiS podkreślił, że protesty oraz idące za nimi represje przyniosły „konsolidację i instytucjonalizację jawnie działającej w opozycji demokratycznej”, zmniejszyły podziały społeczne i doprowadziły do powstania „drugiego na świecie pod względem wielkości, masowego ruchu społecznego, czyli »Solidarności«”.
Głos zabrał także poseł PiS Antoni Macierewicz, który przypomniał, że celem protestów nie była tylko walka z komunistami, ale i „stworzenie nowego państwa, państwa demokratycznego, ale narodowego, chrześcijańskiego”.
Przypomniał, że nie wszyscy byli przeciwni władzy komunistycznej i byli tacy, którzy uważali, że nie wolno jej atakować. - Dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją jeszcze gorszą, z sytuacją walki o to, żeby nie dopuścić do zniszczenia Polski, do likwidacji naszego narodu - ocenił polityk.

Politycy PiS Antoni Macierewicz i Piotr Naimski. Fot. PAP/Radek Pietruszka
List do uczestników uroczystości skierował również zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski. Podkreślił w nim, że zryw robotników z Ursusa nie był spowodowany wyłącznie podwyżkami cen żywności, ale również opowieścią o: walce, ludzką godność, szacunek, prawo do wolności i elementarną sprawiedliwość.
Według niego wartości czerwca '76 r., takie jak odwaga, wyrażanie sprzeciwu wobec niesprawiedliwości, siła wspólnoty oraz wzajemna pomoc, muszą stanowić dla nas drogowskaz także dzisiaj. Podkreślił też, że wszelkie inicjatywy upamiętniające ten heroiczny czyn zasługują na najwyższe uznanie.
Hołd uczestnikom tych wydarzeń listownie złożył także przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” Piotr Duda. Zaznaczył w nim, że to właśnie w obliczu wydarzeń z czerwca 1976 r. w Polsce narodziła się „prawdziwa solidarność między Polakami”.

25 czerwca 1976 w 54 dużych zakładach przemysłowych w Polsce wybuchły strajki będące odpowiedzią na rządowe plany drastycznych podwyżek cen żywności. Protest miał charakter spontaniczny i nieskoordynowany. Akcja rozwijała się z godziny na godzinę i w ciągu dnia protestowało łącznie około 60 tys. osób w 97 zakładach na terenie 24 województw.
Przyczyną protestu w Ursusie i innych miejscach w kraju była zapowiedziana 24 czerwca przez premiera PRL Piotra Jaroszewicza drastyczna podwyżka cen artykułów żywnościowych. 25 czerwca strajk i demonstracje uliczne rozpoczęło 112 zakładach w kraju - przeszło 80 tys. osób.
Do największych demonstracji doszło w Radomiu, Ursusie i Płocku. Pochody i demonstracje zakończono starciami z MO, a w przypadku Radomia – dramatycznymi walkami ulicznymi. W sumie aresztowano ok. 2,5 tys. osób.
W Zakładach Mechanicznych Ursus od rana strajkowało 90 proc. załogi. Robotnicy, którzy udali się pod gmach dyrekcji, usłyszeli tam wezwanie do powrotu do pracy. Wyszli na pobliskie tory kolejowe łączące Warszawę z Łodzią, Poznaniem i Katowicami, aby poinformować innych mieszkańców Polski o strajku.
Ponad 1 tys. osób siedzących na torowisku tworzyło żywą zaporę i zatrzymywało pociągi. Aby na trwałe zablokować tory demonstranci próbowali przeciąć szyny palnikiem acetylenowym, a gdy to się nie udało rozkręcili je, a w powstałą wyrwę zepchnęli lokomotywę.
Wieczorem - ok. 21.30, gdy tłum stopniał do kilkuset osób, nastąpiła interwencja Milicji Obywatelskiej. Starcie trwało kilkanaście minut, po nim zaczęła się obława na demonstrantów.
Władze PRL wzięły odwet na protestujących - zwłaszcza w Radomiu i Ursusie: zatrzymanych przewożono do komend MO i aresztów, gdzie przechodzili przez szpaler milicjantów bijących pałkami - tzw. „ścieżki zdrowia”.
Demonstrantów z Radomia i Ursusa napiętnowano mianem „warchołów” i wichrzycieli, jednak podwyżkę cen odwołano.
Represje doprowadziły do zorganizowania grup pomocowych dla robotników, we wrześniu 1976 r. doszło do utworzenia Komitetu Obrony Robotników. Jest ona uznawana za pierwszą działającą jawnie w kraju komunistycznym organizacją opozycyjną, która przez kilka miesięcy walczyła o wypuszczenie na wolność wszystkich skazanych za udział w protestach w Radomiu i Ursusie - co nastąpiło w lipcu 1977 r.(PAP)