Publikacja FSB, którą ukraińskie media nazwały atakiem informacyjnym na partnerstwo Ukrainy z Polską, opisuje zmyśloną zbrodnię UPA we Włodzimierzu Wołyńskim, ale dość wiernie i pewnie nieprzypadkowo, przypomina historię Dmytra Kłaczkiwskiego, kata Polaków na Wołyniu – powiedział PAP dr hab. Jan Pisuliński.
Kremlowskie media, m.in. Russia Today, poinformowały z soboty na niedzielę o odtajnieniu rzekomo nowych dokumentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) na temat rzezi wołyńskiej.
Według gazety „Ukraińska Prawda” to początek ataku informacyjnego Kremla z wykorzystaniem fałszywych dokumentów, który ma podsycić spór o historię między Ukrainą a Polską.
Jak wynika z opisanego na stronie FSB meldunku „naocznego świadka” dla zarządu NKWD, 18 lipca 1943 r., we Włodzimierzu Wołyńskim (miasto na zachodzie Ukrainy) z rąk Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) miało zginąć 2 tys. Polaków w tym 11 księży katolickich.
Jednak w opinii historyka z Uniwersytetu Rzeszowskiego, dr hab. Jana Pisulińskiego, z którym skontaktowała się PAP, meldunek ten, datowany na 4 sierpnia 1943 roku, zawiera fałszywe informacje. Takiego zorganizowanego ataku sił UPA na Włodzimierz Wołyński, o takiej skali i liczbie ofiar w 1943 roku nie było.
– Nacjonaliści ukraińscy z reguły nie atakowali miast i większych miasteczek, gdyż znajdowały się w nich garnizony niemieckie, a w trakcie „antypolskiej akcji” nie chcieli prowokować okupanta – wyjaśnił Pisuliński.
Także prof. dr hab. Mirosław Szumiło z Instytutu Historii UMCS, którego PAP poprosiła w tej sprawie o opinię, potwierdził, że do opisanego przez FSB mordu we Włodzimierzu Wołyńskim nie doszło.
Informacje o rzekomej zbrodni, rozpowszechniane przez rosyjskie media, nie są nowe. W listopadzie 2024 roku, FSB opublikowała faksymile oryginału tego samego meldunku, a prof. Grzegorz Hryciuk, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego specjalizujący się w historii zbrodni wołyńskiej, powiedział wówczas PAP, że materiał FSB jest klasyczną „fałszywką”, znaną w Polsce od 2008 roku.
Jednak jedną z metod stosowanych przez rosyjskich propagandzistów jest mieszanie w kampaniach dezinformacyjnych kłamstw z prawdą. Dlatego, jak zauważył Pisuliński, także w najnowszym tekście FSB i opartych nań publikacjach rosyjskich mediów, pojawiają się prawdziwe informacje.
Dotyczą one urodzonego w Zbarażu Dmytra Kłaczkiwskiego, ps. „Kłym Sawur” i „Ochrim”, dowódcy UPA-Północ, którego Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu uznała za inicjatora ludobójstwa wołyńskiego.
Historyk zwrócił uwagę, że w artykule FSB Kłaczkiwski został – zgodnie z prawdą - przedstawiony jako jeden z głównych organizatorów rzezi wołyńskiej. Także pozostałe informacje w tekście na jego temat - z wyjątkiem błędnie podanego nazwiska Klatkowski, które pojawia się w dołączonym do tekstu dokumencie - są według historyka prawdziwe. Zgadzają się nawet nazwa ulicy i numer domu, w którym mieszkał, tak samo jak informacje o jego dwóch siostrach, które wyjechały do Kanady.
Zapytany o cel przypomnienia postaci Kłaczkiwskiego przez rosyjską propagandę, historyk ocenił, że może mieć to związek z zapowiedzią utworzenia ukraińskiego Panteonu.
Według słów przewodniczącego Rady Najwyższej Rusłana Stefanczuka, w mającym powstać Panteonie znajdą się „najlepsi synowie i córki narodu ukraińskiego”. Nieoficjalnie mówi się m.in. o sprowadzeniu zwłok Stepana Bandery, przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), kluczowej postaci ukraińskiego nacjonalizmu.
– A gdyby w Panteonie znalazł się także Kłaczkiwski, byłby to potężny cios w stosunki polsko-ukraińskie i we wrażliwość wszystkich Polaków, niezależnie od opcji politycznej – ocenił Pisuliński.
Polskę i Ukrainę dzieli ocena zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i Galicji Wschodniej, dokonanych w latach czterdziestych ub. wieku, kiedy z rąk zbrodniarzy z UPA, w okrutny sposób zginęło co najmniej 100 tys. Polaków, w tym kobiety i dzieci.
11 lipca minie 83. rocznica skoordynowanego ataku na polskich mieszkańców 150 miejscowości na Wołyniu. Była to kulminacja trwającego od początku 1943 roku ludobójstwa, którego sprawcami były OUN – frakcja Stepana Bandery – i podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia.
Część historyków ukraińskich nie uznaje jednak mordów UPA za ludobójstwo. Kwestionuje także odpowiedzialność Kłaczkiwskiego za czystki etniczne wśród Polaków. Na przykład, według byłego szefa ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, Wołodymyra Wjatrowycza, rozkaz Kłaczkiwskiego dotyczący eksterminacji Polaków nie istnieje, a protokół przesłuchania schwytanego przez NKWD Jurija Stelmaszczuka, dowódcy UPA na Wołyniu, na który powołują się polscy historycy, jest fałszywką KGB.
Wjatrowycz powiedział w rozmowie opublikowanej w 2016 roku na stronie wyborcza.pl., że Kłaczkiwski zarządził wyłącznie rozpoczęcie szeroko zakrojonej akcji skierowanej przeciwko polskiemu podziemiu i ludności, która stanowiła dla niego zaplecze, a nie przeciw „wszystkim Polakom ze względu na przynależność etniczną”.
W podobnym tonie ukraińskie media oceniły najnowszą publikację FSB. Jak czytamy w „Ukraińskiej Prawdzie”, rosyjska propaganda pisząc o rzezi wołyńskiej posłużyła się „manipulacyjną terminologią” i zagrała na „traumach przeszłości”. Ludobójstwo na Wołyniu ukraiński dziennik nazwał „tragedią wołyńską”.
Według dr Joanny Karbarz-Wilińskiej, historyk z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Gdańsku, nie można się z takim podejściem Ukraińców zgodzić, bo z punktu widzenia Polaków rzeź wołyńska to fakt historyczny.
– To raczej ukraińska strona przez lata zaniża znaczenie zbrodni dokonanych w latach czterdziestych XX wieku przez członków OUN i UPA na obywatelach II Rzeczypospolitej, konsekwentnie nazywając je w literaturze historycznej i przestrzeni medialnej „wołyńską tragedią” – oceniła dla PAP Karbarz-Wilińska.
W ostatnich miesiącach doszło do wzrostu napięcia w relacjach polsko-ukraińskich w związku ze sporem o upamiętnianie przez ukraińskie władze UPA i związanych z nią postaci.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdecydował pod koniec maja br. o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”.
Decyzja ta spotkała się z krytyką w Polsce. Prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego.
Negatywnie upamiętnienie morderców z UPA ocenili także premier Donald Tusk, szef MON, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz i resort dyplomacji.
Zełenski odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej. Orderu Orła Białego zrzekli się także byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ bst/ js/