Żaden, najlepszy nawet historyk nie zdoła opisać dramaturgii Powstania Warszawskiego w taki sposób jak jego uczestnicy. Dzięki nowej publikacji Wydawnictwa Karta „Powstanie warszawskie. Historie mówione” można się zapoznać z kilkoma niezwykłymi opowieściami.
Publikacja „Powstanie warszawskie. Historie mówione” to efekt starań Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Fundacji Ośrodka Karta. W ostatnich dwudziestu latach w ramach prac tych instytucji udało się zgromadzić wielogodzinne relacje powstańców warszawskich. W wydanej tuż przed 82. rocznicą Powstania Warszawskiego antologii zamieszczone zostały zapisy z pięciu takich rozmów. Swoimi wspomnieniami podzielili się Janina Gruszczyńska-Jasiak „Janka”, Witold Bartnicki „Wiktor”, Jerzy Sienkiewicz „Rudy”, Halina Cieszkowska „Alika” oraz Jerzy Chlistunoff „Jurek”. Dzięki wyborowi i opracowaniu, których dokonał Dominik Czapigo, wspomnienia te układają się w swego rodzaju historię Powstania Warszawskiego – od przygotowań do zrywu aż do kapitulacji i podróży do obozów jenieckich.
Dzięki temu, że poszczególne relacje zostały opatrzone przypisami i obszernym posłowiem, nawet osoby słabo dotąd zorientowane w historii nie zgubią się w natłoku przedstawionych epizodów. Z pewnością warto zabrać tę książkę z sobą na spacer po tych miejscach, które zostały w niej opisane. I tak, z rozdziałem zawierającym relację Janiny Gruszczyńskiej trzeba się udać na warszawskie Stare Miasto.
To tam właśnie Janina Gruszczyńska (1922-2022) służyła jako sanitariuszka na barykadzie przy katedrze Jana Chrzciciela oraz w szpitalu polowym urządzonym przy ul. Długiej. W szkole przy Barokowej wchodziła w skład plutonu osłonowego, który dowództwo wysyłało „tam, gdzie było bardzo źle”. 12 sierpnia dzięki tej służbie miała okazję spotkać generała Bora-Komorowskiego. „Tego samego wieczoru było zorganizowane ognisko, ksiądz Tomasz Rostworowski siadł do pianina, grał piosenki wojskowe, były skecze – bardzo sympatycznie” – wspominała.
Co najmniej kilka razy niemal cudem uniknęła śmierci. W szpitalu przy Senatorskiej mogła zginąć najpierw od pocisku czołgowego, a po chwili z rąk niemieckich żołnierzy którzy wdarli się tam w poszukiwaniu „bandytów”. 13 sierpnia znajdowała się blisko czołgu-pułapki, który Niemcy podrzucili powstańcom. Od eksplozji umieszczonego w nim materiału wybuchowego w okolicy ul. Kilińskiego zginęło wtedy prawdopodobnie ponad 300 osób. Dokładnej liczby ofiar nie sposób było ustalić, bo po niektórych rozerwanych ciałach niewiele zostało. Sama Janina Gruszczyńska wyszła z tego zdarzenia ranna i ogłuszona.
Witold Bartnicki (1925-2008) w czasie powstania służył w batalionie „Zośka”. Od 2 sierpnia był działonowym w zdobycznej „Panterze”. Na całe życie została w nim pamięć zapachu artyleryjskiego prochu. Walczył m.in. na Woli, Starym Mieście, Czerniakowie i w Śródmieściu. 5 sierpnia wziął udział w wyzwoleniu „Gęsiówki”. Opowiadał o ocalałych więźniach i swoich kolegach – 18-latkach, którzy zawstydzeni byli widokiem ludzi próbujących całować ich po rękach z wdzięczności za ocalenie. Pomimo dramatycznych przeżyć nie demonizował wroga, przyznawał że byli świetnie wyszkoleni. Wspominał m.in. o dylematach, jakie towarzyszyły powstańcom w chwili zakończenia walk, a także o konsternacji Niemców, gdy zobaczyli powstańczych oficerów z szablami u boku i mapnikami (na ich posiadanie pozwalała zawarta w chwili zakończenia walk umowa).
Jerzy Sienkiewicz (1927-2014) służył m.in. w Zgrupowaniu „Kryska” na Czerniakowie i Mokotowie, a po ewakuacji kanałami do Śródmieścia bronił pozycji na Nowogrodzkiej pomiędzy Kruczą i Marszałkowską. 1 sierpnia brał udział w nieudanej próbie zdobycia Mostu Poniatowskiego. Jego oddział nie dysponował prawie żadną bronią poza karabinami z I wojny światowej.
Halina Cieszkowska (1921-2024) była łączniczką w Dowództwie Grupy Warszawa-Śródmieście Północ. Wspominała swoją radość z pierwszych chwil powstania i wrażenie, jakie zrobił na niej widok mieszkania nad cukierenką Batavia. „Cudownie – inny świat, wolność. Szał radości nas ogarnął, wszyscy nas witają Normalne łóżka, materace, łóżka, łazienka. Boże, co za luksus!”. Opowiadała też o tym, jak bardzo szeroka wydawały się jej Aleje Jerozolimskie, gdy musiała przez nie przebiec z meldunkiem na Kruczą. Zaś z następnego ranka zapamiętała swoją radość na widok wiszących wszędzie biało-czerwonych flag, a także euforię po tym, jak zwykłymi filipinkami (ręcznymi granatami) udało się przegonić Tygrysy.
Z transportu do obozu jenieckiego została jej w głowie Łódź, gdzie na wiadomość że pociągiem jadą powstańcy miejscowi mieszkańcy przychodzili z jedzeniem, a jakaś kobieta przyprowadziła nawet krowę, doiła ją i podawała rannym mleko.
Jerzy Chlistunoff (1926-2022) walczył m.in. w batalionie „Kiliński”. Zapamiętał m.in. niecierpliwe oczekiwanie na pierwszą akcję. „Panie poruczniku, kiedy my pójdziemy, no kiedy? Przecież powstanie się skończy, a my nie weźmiemy w nim udziału” – rzucił do swojego dowódcy. A 2 sierpnia szalony entuzjazm po wzięciu do niewoli w Poczcie Głównej Niemców, obiad w Yacht-Clubie i „Jeszcze Polska nie zginęła” odegrane na restauracyjnym fortepianie.
„Pierwsze dni powstania przeżywałem jako coś zupełnie nierealnego i odbierałem jak niezwykły barwny film, w którym nie uczestniczę, ale jestem widzem, zdając sobie sprawę z doniosłości i historyczności tego, co przeżywałem” – wspominał.
Każda z zamieszczonych w antologii opowieści ma swój własny rytm i tempo. Łączy je to, że ich autorami byli ludzie, którzy w chwili wybuchu powstania byli bardzo młodzi. Wojenne wspomnienia towarzyszyły im potem przez całe życie. (PAP)
jkrz/