„Święto Różańcowe” Albrechta Dürera /Źródło: Wikipedia
Pięć lat ma trwać renowacja „Święta Różańcowego” Albrechta Dürera, jednego z najcenniejszych obrazów w zbiorach czeskiej Galerii Narodowej. Na razie konserwatorzy nie wiedzą, jak głęboka będzie ingerencja w dzieło ani jak będzie ono wyglądało po zakończeniu prac. O tym zdecyduje międzynarodowy zespół ekspertów. Artysta malował ten obraz przez pięć miesięcy w roku 1506.
Obraz został zdjęty z ekspozycji starych mistrzów w Pradze i trafił do pracowni konserwatorskiej Galerii Narodowej (NGP). - To bez wątpienia jeden z najbardziej wymagających projektów. Nie tylko w ramach Galerii Narodowej, ale całych Czech - powiedział PAP kierujący pracami główny konserwator NGP prof. Adam Pokorny.
O potrzebie renowacji dzieła mówiło się od dziesięcioleci. W latach 30. XX wieku o konieczności restauracji „Święta Różańcowego” mówił jeden z głównych propagatorów zakupu obrazu dla czechosłowackiego państwa Vincent Kramarz. - Później pytanie to powracało w latach 60., 90., a także podczas przygotowań do wystawy obrazu w 2006 roku - przypomniał Pokorny.
Ostatnio obraz badano w latach 2010–2012 w ramach europejskiego projektu CHARISMA – MOLAB Transnational Access. Badania te dostarczyły istotnych informacji na temat stanu dzieła, ale ujawniły również poważne naruszenia oryginalnego malowidła: rozległe, przyciemnione retusze i lakiery, które osłabiają walory kolorystyczne dzieła. Według ekspertów uszkodzenia obejmują aż jedną piątą powierzchni malarskiej.
Główny konserwator NGP wyjaśnił, że problem związany z renowacją dzieła ma dwa zasadnicze wymiary. - Pierwszy dotyczy sfery konserwatorskiej. Są partie malowidła, w których warstwa malarska odchodzi od podłoża i jest w bardzo problematycznym stanie, szczególnie w miejscach, w których oryginał styka się z późniejszymi uzupełnieniami - wyjaśnił PAP konserwator. Drugi problem dotyczy estetyki. Część prac z rekonstrukcji z XIX w. z czasem ściemniała lub zmieniła kolor. - To przeszkadza w całościowym odbiorze obrazu - ocenił Pokorny.
Nie oznacza to jednak, że konserwatorzy zamierzają po prostu usunąć wszystkie późniejsze ingerencje i odsłonić możliwie dużo oryginalnej pracy Dürera. Nie jest też jeszcze przesądzone, jaki będzie ostateczny wygląd obrazu. – To naprawdę wciąż otwarte pytanie – podkreślił Pokorny.
- Już teraz badanie metodą macro XRF mappingu daje nam nowe informacje. Dlatego na pytanie, jak daleko można ingerować, będziemy mogli odpowiedzieć dopiero po zakończeniu badań - powiedział. O tej jednej z najważniejszych metod wykorzystywanych obecnie przy badaniu obrazu, czyli metodzie fluorescencji rentgenowskiej opowiedział PAP profesor Tomasz Trojek z Wydziału Inżynierii Fizycznej Politechniki w Pradze.
Podkreślił, że jest ona całkowicie nieinwazyjna. - To bardzo uniwersalna metoda analityczna, która potrafi określić skład pierwiastkowy niemal dowolnego materiału, i to bezdotykowo, bez jakiegokolwiek jego uszkodzenia - powiedział. Jak tłumaczył, w badane miejsce kierowana jest wąska wiązka promieniowania rentgenowskiego. Na podstawie emitowanego następnie promieniowania można ustalić skład materiału. - W bardzo krótkim pomiarze jesteśmy w stanie stwierdzić, z jakich pierwiastków składa się dany materiał - powiedział Trojek.
W przypadku obrazu Dürera badanie pozwala stworzyć mapę rozmieszczenia pierwiastków, a pośrednio także pigmentów. - Możemy określić, jak obraz został namalowany, gdzie był później restaurowany, które części są oryginalne, a gdzie znajdują się uzupełnienia. Widać to stosunkowo dobrze - wyjaśnił.
Zastrzegł jednak, że sama technologia nie odpowie na wszystkie pytania. - To jedna z metod. Nigdy nie można powiedzieć, że któraś z nich jest tą główną. Przy takich badaniach wykorzystuje się wiele metod i dopiero ze wszystkich wyników wyciąga się wnioski - zaznaczył Trojek.
W kolejnych etapach konserwatorzy mają wykorzystać m.in. cyfrową mikroskopię 3D wysokiej rozdzielczości, rentgen, promieniowanie ultrafioletowe i podczerwone. Badania substancji organicznych będą prowadzone we współpracy z Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Nad całością renowacji, w której ostatnie słowo ma NGP, czuwa międzynarodowa komisja doradcza. - Są w niej czołowi specjaliści zarówno od historii sztuki i samego Dürera, jak i konserwatorzy. Jednym z konsultantów jest Roberto Bellucci, który pracował przy obrazach takich mistrzów jak Leonardo da Vinci, Rafael czy Giotto - powiedział Pokorny.
Dzieło o wymiarach 162 na 192 cm powstało w 1506 roku w Wenecji na zamówienie niemieckiej wspólnoty kupieckiej dla kościoła św. Bartłomieja. Artyście z Norymbergi zapłacono 110 złotych reńskich, czyli tyle ile kosztował dom lub stado krów. Sto lat później obraz zakupił cesarz Rudolf II dla swoich praskich zbiorów.
Później „Święto Różańcowe” zostało kupione na aukcji przez opata klasztoru ojców norbertanów na praskim Strachowie. W latach trzydziestych XX wieku udało się doprowadzić do kupna Dürera przez państwo Czechosłowackie i obraz od 1934 roku znajduje się w zbiorach dzisiejszej Galerii Narodowej w Pradze.
Obraz przedstawia Madonnę zasiadającą na tronie. Otaczają ją anioły, święci i osoby świeckie, które historycy sztuki precyzyjnie identyfikują. Na pierwszym planie są wyobrażeni papież Juliusz II i cesarz Maksymilian I Habsburg. Jest też wizerunek samego artysty. Niemiec malował swój obraz przez pięć miesięcy w roku 1506. Malowidło uważane jest za syntezę włoskiego i niemieckiego malarstwa początku renesansu.
Z Pragi Piotr Górecki (PAP)
ptg/ lm/