I Festiwal Muzyki Jazzowej, odbywający się w dniach 6–12 sierpnia. Na zdjęciu: m.in. Jerzy Milian (2L) i Jan Ptaszyn Wróblewski (C). Fot. PAP/Janusz Uklejewski
Pod hasłem „Zielone światło dla jazzu” 70 lat temu odbył się w Sopocie I Ogólnopolski Festiwal Muzyki Jazzowej. Było to przełomowe wydarzenie muzyczne, kulturalne, społeczne i polityczne. Historycy oceniają, że był to jeden z ważnych z symboli odwilży po śmierci Stalina.
I Ogólnopolski Festiwal Muzyki Jazzowej w Sopocie odbywał się od 6 do 12 sierpnia 1956 r. Wzięło w nim udział ok. 40 tys. osób. „Traktowaliśmy ten festiwal jak otwarcie drzwi na Zachód, do prawdziwego świata. Nasz własny świat był nędzny i zastępczy” – wspominał jeden z uczestników.
W powojennej historii to wydarzenie stało się początkiem nowej ery dla tej muzyki i jej miłośników w Polsce. Jednym z głównych promotorów jazzu był wówczas pisarz Leopold Tyrmand. - Po śmierci Stalina i Poznańskim Czerwcu jazz stał się manifestem społecznym, kulturowym oraz obyczajowym. Koniec lat 50. śmiało można nazwać nie tylko zmianą społecznej estetyki i politycznej formuły, ale także triumfem jazzu – powiedział PAP Dionizy Piątkowski, twórca Ery Jazzu.
Festiwalowe koncerty odbywały się w Pawilonie „A” Biura Wystaw Artystycznych, Operze Leśnej, na molo i hali Stoczni Gdańskiej, a także każdego dnia o godz. 21 w Morskim Domu Kultury w Nowym Porcie w Gdańsku.
Pierwszego dnia, 6 sierpnia, o godz. 17 przy dźwiękach muzyki jazzowej ulicami Sopotu ruszył „Pochód nowoorleański”. Tłumy wypełniały całą szerokość ulic Grunwaldzkiej, Dzierżyńskiego (dziś ul. 3 Maja), al. Stalina (al. Niepodległości) i Rokossowskiego (ul. Bohaterów Monte Cassino). Fotografie z tego pochodu można znaleźć w Bazie Zdjęć PAP.
O godz. 20 w BWA zagrał zespół Andrzeja Kurylewicza. Następnego dnia w tym samym miejscu wystąpiły zespoły Jerzego Grzewińskiego i Zygmunta Wicharego.
8 sierpnia z kolei w BWA zagrały zespoły: Andrzeja Kurylewicza z Wandą Warską, Zygmunta Wicharego z Elizabeth Charles i Melomani, zespół Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza, oraz poznański sekstet Krzysztofa Komedy w składzie: Krzysztof Komeda-Trzciński, Jerzy Milian, Stanisław Pludra, Jan Ptaszyn Wróblewski, Józef Stolarz i Jan Zylber.
Na prezentowanej fotografii, wykonanej przez Janusza Uklejewskiego, widać występ sekstetu Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego na sopockim festiwalu. Od lewej przy wibrafonie Jerzy Milian (część jego twarzy przysłania saksofon), na saksofonach grają Jan Ptaszyn Wróblewski i Stanisław Pludra.
- Udział poznańskiej ekipy w przełomowym festiwalu w Sopocie w 1956 r. dobitnie ukazywał, jaki był ten nasz jazz – z jednej strony reprezentowany był przez dixielandowy zespół Jerzego Grzewińskiego, który obok Melomanów i Pinokia należał do najlepszych rodzimych grup tradycyjnego jazzu; z drugiej największą muzyczną sensacją Sopotu ’56 był zespół Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego, który po raz pierwszy w Polsce zaprezentował utwory jazzu nowoczesnego – ocenił Piątkowski.
W kolejnych dniach festiwalu wystąpiły również m.in.: grupa Melomani z Jeanne Johnstone-Schiele, zespół Drążek i Pięciu oraz Modern Jazz Band – zespół Kamila Hali z Czechosłowacji. Zagrały także zespoły: Pawła Grünspana i Pinokio oraz Dave Burman Jazz Group z Wielkiej Brytanii.
Ostatniego dnia na molo odbył się „Wielki Festyn Muzyczny – Jazz i Uroda”, podczas którego oprócz koncertów wybierano Miss Sopotu. Tytuł najpiękniejszej zdobyła Elżbieta Sosińska z Wrocławia. To wydarzenie dało poczatek konkursowi Miss Polonia, który po raz pierwszy po wojnie zorganizowano rok później. Fotografie z tego festynu można znaleźć w Bazie Zdjęć PAP.
- Modna muzyka i towarzysząca jej obyczajowość były przeciwstawieniem dla estetyki tradycyjnej i socrealistycznej rzeczywistości. Tworzyły nową, także dla kultury, sytuację – podkreślił Piątkowski.
W Komitecie Honorowym festiwalu znaleźli się m.in.: Stefan Kisielewski, Leopold Tyrmand i Franciszek Walicki. Tyrmand i Kisielewski również prowadzili koncerty.
– Po słynnym boomie jazzowym w Sopocie w 1956 roku atmosfera wokół polskiego jazzu zyskała charakter młodzieżowego manifestu. Młodzi ludzie poprzez ten festiwal ogłosili koniec „katakumbowej” epoki w polskiej kulturze – powiedział Piątkowski.
W 2006 r. Polskie Nagrania wydały potrójny album zawierający nagrania I Ogólnopolskiego Festiwalu Muzyki Jazzowej.
W ramach obchodów 70. rocznicy pamiętnego sopockiego wydarzenia organizatorzy tegorocznego Sopot Jazz Festivalu przygotowali imprezę Sopot Jazz Festival Scena Molo, w ramach której od 6 do 8 sierpnia odbędą się koncerty, spotkania z muzykami i jam session. Realizowana jest w kilku odsłonach, kolejne koncerty odbędą się tu pod koniec wakacji - 24-26 września.
W pierwszych latach po II wojnie światowej można było w Polsce publicznie grać jazz. Sytuacja zmieniła się na początku zimnej wojny, gdy oficjalna propaganda potępiała wszystko, co pochodziło z Ameryki, w tym również zjawiska kulturowe i sztukę. Na fali tych działań w latach stalinizmu jazz był w Polsce muzyką zakazaną, gdyż kojarzył się z amerykańskim kapitalizmem i indywidualizmem, co nie pasowało do propagandowego obrazu komunistycznej rzeczywistości.
Władze zdawały sobie sprawę, że jazz dla Polaków był czymś więcej niż tylko muzyką. Stanowił swoiste narzędzie walki o wolność osobistą. Dzięki swojej uniwersalności i emocjonalnemu przekazowi jazz przemawiał do ludzi, stał się jednym z niewielu obszarów, gdzie Polacy mogli wyrażać siebie bez ograniczeń.
„Kazano nam wykonywać wyłącznie tanga, oberki i kujawiaki, w najlepszym razie slow foxy, ale my i tak graliśmy swoje, czyli swing i dixieland, co bardzo podobało się krakowskiej młodzieży. Już wtedy przyklejono nam etykietkę »propagatorów znienawidzonej, amerykańskiej, burżuazyjnej muzyki«. My z kolei przekonywaliśmy oficjeli, że jazz to muzyka biednych, uciskanych murzynów, potomków niewolników, ale to nic nie dawało” – wspominał lata stalinizmu w jednym z wywiadów muzyk Jan Walasek.
Dopiero po śmierci Stalina (zmarł 5 marca 1953 r.) muzycy zaczęli wracać do publicznego grania jazzu. Pierwszy oficjalny koncert jazzowy odbył się w Polsce w 1954 r. Rok później muzyka jazzowa rozbrzmiewała podczas Międzynarodowego Festiwalu Młodzieży i Studentów. To właśnie podczas tego festiwalu Leopold Tyrmand zorganizował w Warszawie imprezę „Jam Session nr 1”.
„Muzyce jazzowej pozwolono swobodnie istnieć. I od razu na tym odcinku nastąpiło odprężenie. Czy jednak zupełne? Po pierwszym koncercie improwizowanej muzyki jazzowej, który odbył się w ubiegłym roku, organizatorzy tej imprezy usłyszeli liczne i ostre zarzuty, które w sumie mogły uniemożliwić odbywanie się dalszych tego rodzaju koncertów” – napisano w dzienniku „Sztandar Młodych” (organie Związku Młodzieży Polskiej) w listopadzie 1955 r., w artykule dyskusyjnym na temat jazzu. „Zastanówmy się teraz przez chwilę nad sprawą rozpowszechniania się jazzu w Polsce. Nie tylko nad jego popularnością w sensie słuchania tej muzyki przez miliony ludzi, ale także z punktu widzenia coraz szerszego wkraczania repertuaru jazzowego do programu naszych orkiestr amatorskich, świetlicowych, młodzieżowych i wiejskich. Bo że to zjawisko istnieje, to fakt. Ale czy trzeba się z tego cieszyć, czy też jest to raczej powód do obaw? Wydaje się, że jedno i drugie” – napisano dalej.
Po śmierci Stalina władze Polski nadal nieprzychylnie patrzyły na jazz. Nie chciały jednak zbyt ostro krytykować tej muzyki, gdyż zdobywała serca młodzieży. To zjawisko wymusiło na władzy liczne ustępstwa, w tym wydanie zgody na organizację w Sopocie pierwszego festiwalu jazzowego w 1956 r. Dziś historycy oceniają, że wydarzenie to było ważnym symbolem odwilży politycznej.
- Atmosfera pod nową kreację polskiego jazzu była przygotowana. Fani i muzycy znali modne standardy jazzowe, słuchając radiostacji krajów Europy Zachodniej i programów Willisa Conovera nadawanych przez „Voice of America”. Również koncerty kwartetu Dave’a Brubecka (w 1958 r.) domykały klamrę zmian – tłumaczył Piątkowski. - Lata 50. stały się forpocztą nadchodzących zmian. Warszawa, Kraków, Łódź, Trójmiasto i Poznań zaczęły odgrywać ważną rolę w kreacji całej „polskiej szkoły jazzu” – dodał.
Archiwum fotograficzne Polskiej Agencji Prasowej liczy kilkadziesiąt milionów zdjęć i wciąż wzbogaca się o nowe kolekcje. Jego zasoby sięgają lat 20. XX wieku i stanowią ważną część dziedzictwa narodowego. Zatrzymane w kadrach obrazy rejestrują każdy aspekt życia społecznego, politycznego, gospodarczego, kulturalnego i religijnego na przestrzeni ostatnich 100 lat.
Profesjonalna digitalizacja zasobów fotograficznych PAP umożliwia szeroki do nich dostęp przez stronę PAP (https://fotobaza.pap.pl/). Nad prawidłową identyfikacją oraz szczegółowym opisem zdjęć pracuje zespół specjalistów, przeglądając materiały źródłowe w czytelniach i archiwach. Klienci są na bieżąco informowani o nowych zdjęciach w Bazie Fotograficznej PAP.
Zainteresowała cię ta historia? Zapisz się na newsletter PAP Fotobox (https://rejestracja.pap.com.pl/fotobox) i co miesiąc odkrywaj m.in. archiwalne kadry dotyczące postaci, miejsc i wydarzeń.
Tomasz Szczerbicki (PAP)
szt/ miś/