Członek-założyciel Komitetu Obrony Robotników (KOR), prawnik, adwokat Aniela Steinsbergowa, rok 1981. Fot. PAP/Tomasz Michalak
23 września mija 50 lat od powstania Komitetu Obrony Robotników. Od samego początku w jego działalność angażowały się kobiety: pomagały represjonowanym robotnikom i ich rodzinom, zbierały informacje, uczestniczyły w kolportażu, pracowały przy niezależnych czasopismach i wiele ryzykowały.
25 czerwca 1976 r. w Radomiu, Ursusie, Płocku i innych miastach wybuchły protesty przeciwko zapowiedzianym podwyżkom cen. Po ich stłumieniu rozpoczęły się represje wobec robotników: zatrzymania, zwolnienia z pracy, ruszyły procesy sądowe. W odpowiedzi już latem zaczęto organizować pomoc dla represjonowanych i ich rodzin. Gdy akcja obejmowała coraz szersze kręgi, pojawiło się pytanie, jak zorganizować ją na trwałe.
We wrześniu zaczęto rozmawiać o powołaniu jawnego komitetu. Decyzja zapadła 22 września podczas spotkania w warszawskim mieszkaniu adwokatki Anieli Steinsbergowej. Uczestniczyli w nim m.in. Ludwik Cohn, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski i Jan Olszewski. Steinsbergowa i Cohn mieli jeszcze wątpliwości, czy samo słowo „komitet” nie da władzom pretekstu do uznania inicjatywy za nielegalną, ale ostatecznie przyjęto tę nazwę.
Następnego dnia ogłoszono „Apel do społeczeństwa i władz PRL”. Tekst przepisała na maszynie Anna Rudzińska, która miała już za sobą rok więzienia za współpracę z paryską „Kulturą”. Apel podpisało czternaście osób, w tym nie uczestniczący we wcześniejszym spotkaniu Jacek Kuroń. Jedyną kobietą wśród sygnatariuszy była Steinsbergowa.
Liczba podpisów nie odzwierciedlała jednak skali środowiska skupionego wokół Komitetu. Działacz KOR i organizator niezależnego ruchu wydawniczego Mirosław Chojecki wspominał, że w ciągu pięciu lat istnienia KOR ponad 300 jego oficjalnych dokumentów podpisało łącznie 38 osób, ale „środowisko KOR-owskie było znacznie, znacznie większe”. Tworzyli je drukarze, kolporterzy, osoby udostępniające mieszkania i samochody oraz ludzie pomagający w codziennej działalności Komitetu. „To oni podejmowali różne działania i to bez nich nie istniałby KOR” – mówił Chojecki.
Wśród współpracowników było wiele kobiet, często pozostających poza gronem najbardziej znanych działaczy Komitetu. Zbierały informacje, prowadziły dokumentację, pracowały przy niezależnych wydawnictwach i kolportażu. Dużą część tej działalności stanowiła pomoc rodzinom represjonowanych robotników. Gdy ktoś trafiał do aresztu albo tracił pracę, jego bliscy zostawali nie tylko bez części dochodów, lecz także musieli poradzić sobie z procedurami, których wcześniej nie znali.
W takich sytuacjach przydawała się wiedza Grażyny „Gajki” Kuroń. Z wcześniejszych doświadczeń związanych z uwięzieniem Jacka Kuronia wiedziała, jak przygotować paczkę, wpłacić pieniądze na tzw. wypiskę i starać się o widzenie. Jak wspominała Ludwika Wujec, uczyła inne kobiety, co można włożyć do przesyłki, gdzie uzyskać zgodę na jej przekazanie i jak załatwiać sprawy związane z pobytem bliskiej osoby w więzieniu. „No, takie rzeczy dosyć podstawowe. Ale skąd one miały to wiedzieć, kto im miał to powiedzieć?” – mówiła Wujec.
Pomoc trzeba było również dokumentować. Dla robotników z Ursusa powstała kartoteka, w której na niewielkich fiszkach zapisywano informacje o osobach represjonowanych: o aresztowaniu, procesie, utracie pracy, adwokacie, ale także o sytuacji rodzinnej, dzieciach czy o tym, czy żona pracuje. Zachowana kartoteka obejmuje ponad 200 osób, choć nie wszystkie były objęte stałą opieką. Od lipca do września 1976 r. regularnej pomocy udzielano około 60 rodzinom. W prowadzeniu dokumentacji Dariuszowi Kupieckiemu pomagały m.in. Ludwika Wujec i Alina Cała.
Na fiszkach odnotowywano również wydatki. Początkowo finansowano przede wszystkim grzywny i koszty więzienne, w tym pieniądze na wypiski. Rodzinom znajdującym się w szczególnie trudnej sytuacji, zwłaszcza w przypadku długotrwałego bezrobocia osoby represjonowanej, wypłacano także stałe zasiłki. Do września 1977 r. KOR udzielił pomocy już ponad 600 rodzinom z różnych miast.
Steinsbergowa nie pozostała jedyną kobietą w formalnym gronie KOR. 29 września 1976 r. do Komitetu przystąpiła Halina Mikołajska, jedna z najbardziej znanych polskich aktorek. Zaangażowanie w opozycję oznaczało dla niej szykany. „Zakazano mi pracy w radiu, telewizji i teatrze. Niszczono mój samochód. Dostawałam telefoniczne pogróżki” – wspominała.
3 stycznia 1977 r. do KOR dołączyła pisarka Anka Kowalska. Jeździła na procesy represjonowanych robotników, uczestniczyła w protestach, sama była zatrzymywana i poddawana rewizjom. W 1977 r., gdy po śmierci Stanisława Pyjasa aresztowano grupę młodych działaczy KOR, wspominała, że „my, kobiety, i starsi panowie” poszli protestować do Prokuratury Generalnej.
Jeszcze przed przekształceniem Komitetu, w maju 1977 r., powstało Biuro Interwencyjne prowadzone przez Zofię i Zbigniewa Romaszewskich. Zbierano tam informacje o bezprawnych zatrzymaniach, pobiciach, zwolnieniach z pracy i innych przypadkach łamania praw obywatelskich. Poszkodowanym organizowano pomoc prawną, finansową i lekarską.
Z czasem coraz ważniejsze stawało się utrzymywanie kontaktu ze środowiskami robotniczymi i przekazywanie informacji poza oficjalnym obiegiem. Jesienią 1977 r. zaczęto wydawać „Robotnika”. Wśród jego niejawnych redaktorek były m.in. Helena Łuczywo i Irena Wóycicka. Pismo miało w zrozumiały sposób informować przede wszystkim o sprawach pracowniczych: w jakich okolicznościach można zostać zwolnionym, gdzie się odwoływać i jak domagać się przestrzegania zasad bezpieczeństwa. Publikowano w nim również teksty o wydarzeniach historycznych przemilczanych przez oficjalną propagandę. Działalność KOR miała też bardziej prozaiczną stronę: trzeba było udostępnić mieszkanie, odebrać telefon, przenocować kogoś, przewieźć materiały czy nakarmić ludzi wracających z kolejnej wyprawy do Ursusa lub Radomia. Rola kobiet w tych różnych działaniach była nieoceniona.
Po amnestii z lipca 1977 r., kiedy na wolność wyszli robotnicy skazani po Czerwcu ’76 oraz aresztowani działacze KOR, Komitet nie zakończył działalności. 29 września przekształcił się w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”, który szerzej zajmował się obroną praw człowieka i obywatela. Jesienią 1977 r. do jego grona dołączyła m.in. Maria Wosiek.
Kolejne kobiety nadal pracowały przy KSS „KOR”, nawet jeśli formalne członkostwo przychodziło później. Ewa Milewicz, związana ze środowiskiem opozycyjnym już wcześniej, została członkinią KSS „KOR” 30 kwietnia 1980 r. Wiele kobiet związanych z Komitetem – m.in. Łuczywo, Wóycicka i Milewicz – działało później w niezależnej prasie i strukturach „Solidarności”.
Oświadczenie KSS „KOR” o zakończeniu działalności nosi datę 23 września 1981 r., dokładnie pięć lat po ogłoszeniu apelu założycielskiego. Edward Lipiński odczytał je 28 września podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku. Komitet uznał wówczas, że ruch, który wyrósł przez pięć lat wokół niezależnej działalności społecznej, znalazł znacznie szerszą kontynuację w „Solidarności”.
Marta Panas-Goworska (PAP)
mpg/ jkrz/ dki/