Wolfgang Amadeusz Mozart. Fot. wikipedia
235 lat temu, 30 września 1791 r. odbyła się prapremiera opery Wolfganga Amadeusza Mozarta „Czarodziejski flet". To jedna z najważniejszych kompozycji Mozarta. Dzieło wyjątkowe, po które nadal chętnie sięgają kolejne pokolenia twórców — powiedział PAP krytyk muzyczny Jacek Marczyński.
„Poezja w operze musi być bezwzględnie posłuszną córką muzyki" - napisał w 1781 r. w liście do swojego ojca Leopolda, dwudziestopięcioletni Wolfgang Amadeusz Mozart. Urodzony 270 lat temu artysta — przyszedł na świat 27 stycznia 1756 r. w Salzburgu — skomponował ponad dwadzieścia oper, wśród których znaleźć możemy takie tytuły, jak „Uprowadzenie z seraju" (1782), „Wesele Figara" (1786), „Don Giovanni" (1787) i „Cosi fan tutte" (1790).
Wydaje się jednak, że za najsłynniejszą i najważniejszą zarazem, uchodzi ostatnia skomponowana przez niego i wystawiona niedługo przed śmiercią artysty. Mowa o „Czarodziejskim flecie" (1791) - operze, w której wspomniany wyżej pogląd Mozarta wybrzmiewa bodaj najpełniej. Nie oznacza to jednak, że warstwa literacka była dla niego nieważna. Wręcz przeciwnie. Zdaniem Mozarta muzyka nie miała być jedynie tłem dla opowieści, lecz możliwie najpełniej ilustrować psychologię postaci. „Jego opery przedstawiają bohaterów z niespotykaną w operze barokowej głębią" - zauważyła krytyczka muzyczna i pianistka Vivien Schweitzer, autorka książki „Szalona miłość. Wprowadzenie do opery".
- To jedna z najczęściej wystawianych oper. Arcydzieło. Jedna z najważniejszych kompozycji Mozarta. Czy najlepsza? Z pewnością na tle jego twórczości „Czarodziejski flet" jest wyjątkowy - powiedział PAP krytyk i znawca opery Jacek Marczyński.
Związany z „Rzeczpospolitą" krytyk podkreślił niezwykłość uwertury „Czarodziejskiego fletu" oraz atrakcyjność arii.
- To utwór, w którym proste piosenki i zwrotkowe arie spotykają się z kunsztowną partią Królowej Nocy - zauważył Marczyński, zwracając także uwagę na dualny charakter tej opery. - Z jednej strony to prosta bajka, na którą z powodzeniem mogą przyjść rodzice z dziećmi, z drugiej ma w sobie intrygujące badaczy głębsze przesłanie filozoficzne - zaznaczył krytyk, dodając, że pomimo upływu lat po „Czarodziejski flet" „wciąż chętnie sięgają kolejne pokolenia twórców, próbujących odnaleźć własne interpretacje tego dzieła".
Prapremiera odbyła się 30 września 1791 r. w Theater im Freihaus auf der Wieden, nazywanym także teatrem Schikanedera. Chodzi o Emanuela Schikanedera, osobę, która była nie tylko dyrektorem wspomnianej sceny, ale także inspiratorem i librecistą „Czarodziejskiego fletu" oraz pierwszym wykonawcą roli Papagena. Prowadzony przez Schikanedera teatr usytuowany był na przedmieściach Wiednia i w przeciwieństwie zlokalizowanych bliżej centrum miasta dworskich teatrów operowych, zorientowany był na masową, ludową widownię.
„W swojej ostatniej operze, »Die Zauberflöte« (»Czarodziejski flet«), Mozart eksponuje kwestię poszukiwania fizycznej i duchowej miłości. Jest to singspiel, czyli forma niemieckojęzycznej opery popularna pod koniec XVIII wieku, w której fragmenty muzyczne połączone są za pomocą rozbudowanych sekcji dialogu mówionego i gry scenicznej" - czytamy w książce Vivien Schweitzer „Szalona miłość. Wprowadzenie do opery".
Autorka podkreśla przy tym, że Mozart już wcześniej z powodzeniem sięgał po tę formę, podając przykład opery „Uprowadzenie z seraju" (1782). „W uwerturze, która jest wszystkim innym, tylko nie uwerturą do singspielu, skoncentrował za pomocą symbolicznych środków polifonii walkę i zwycięstwo ludzkości: praca, praca zagrożona w przetworzeniu; walka i triumf" - zaznaczył z kolei Alfred Einstein w monografii „Mozart człowiek i dzieło".
Kompozytor chciał, by za pomocą tych zabiegów jego dzieło trafiło do szerszej niż dotychczas widowni. Tak też się stało.
Publiczność zareagowała na „Czarodziejski flet" bardzo entuzjastycznie, przez co już od samego początku opera ta cieszyła się dużym powodzeniem i to nie tylko wśród masowej publiczności. Niestety, Mozartowi nie było dane nacieszyć się sukcesem. Kompozytor zmarł bowiem trzy miesiące po premierze - 5 grudnia 1791 r.
Ludvig van Beethoven uważał „Czarodziejski flet" za pierwszą prawdziwą operę. Jego zdaniem, to w nim Mozart po raz pierwszy ukazał się jako niemiecki kompozytor. Richard Wagner podziwiał jej wieloznaczność i muzyczną różnorodność. Entuzjastą twórczości Mozarta był także Johann Wolfgang von Goethe. Szczególnie upodobał sobie właśnie „Czarodziejski flet". Pisał nawet kontynuację tej opery, nigdy jednak jej nie kończąc. Prawdopodobnie nie zdołał znaleźć kompozytora, który podjąłby się stworzenia muzyki na miarę Mozarta.
Zdaniem Alfreda Einsteina, niemieckiego muzykologa i badacza twórczości Mozarta opera ta, to „jego testament dla ludzkości" i „apel do ideałów humanizmu". „»Czarodziejski flet« stał się punktem wyjścia dla niemieckiej opery i bez niego nie byłoby może »Wolnego strzelca« ani »Oberona«, »Wampira« ani »Hansa Heilinga«; w konsekwencji nie byłoby również »Tannhausera« czy »Lohengrina« i wszystkiego, co jeszcze potem nastąpiło. Wpływ Mozarta jest wszakże ponadhistoryczny. Każde pokolenie dostrzega w jego dziele coś innego" - czytamy w książce „Mozart człowiek i dzieło".
Od samego początku opera była uznawana także za dzieło o wymowie masońskiej.
„»Czarodziejski flet« stanowi baśniowe nawiązanie do wolnomularstwa. (…). Opera opowiada o walce dobra ze złem oraz o różnych rodzajach miłości i jak inne opery Mozarta zawiera elementy komiczne i głębokie refleksje" - czytamy w książce „Szalona miłość. Wprowadzenie do opery". „Akcja rozgrywa się w stylizowanej na starożytny Egipt krainie, a opera wyraźnie bazuje na ważnej dla wolnomularzy liczbie trzy: uwerturę rozpoczynają trzy dramatyczne akordy, w historii pojawia się Trzech Chłopców, a książę Tamino musi przejść trzy narzucone przez kapłana Sarastra próby, w tym próbę milczenia" - wylicza Schweitzer.
„Enigmatyczne libretto Emanuela Schikanedera zostawia dużo miejsca na interpretacje. Można rzecz traktować jako bajkę lub jako moralitet z wolnomularskimi rytuałami w tle. Jeden reżyser podkreśli wątek antyfeministyczny, inni podążą za Taminem, cokolwiek by jego wędrówka oznaczała i dokądkolwiek prowadziła. Można kontekst masoński uwzględniać lub odrzucać, można snuć rozmaite spekulacje wokół znaczenia postaci Sarastra, Królowej Nocy, Trzech Dam i Trzech Chłopców czy też symboliki, jaką niesie tytułowy flet podarowany Tarninowi oraz dzwonki dla Papagena. Wiele królików da się wydobyć z tego kapelusza - to dzieło ma w sobie niemało kuglarstwa" - oceniła w 2006 r. na łamach „Polityki" Dorota Szwarcman.
Nie jest tajemnicą, że kompozytor, choć wychowany przez religijnych rodziców w wierze katolickiej w 1784 r. w wiedeńskiej loży „Dobroczynność", przeszedł masońską inicjację. Pomimo negatywnego nastawienia Kościoła do masonerii, uważający się za katolika i tworzący liczne utwory sakralne Mozart, nie widział w tym żadnej sprzeczności. Wolnomularzem był także autor libretta Emanuel Schikaneder.
Mozart zetknął się z masonerią bardzo wcześnie, gdy miał zaledwie jedenaście lat. Chorował wówczas na ospę, z której leczył go pochodzący z Ołomuńca na Morawach dr Wolff - mason. Rok później w stolicy Austrii, rodzinę Mozartów przedstawiono dr. Antoniemu Messmerowi, głośnemu hipnotyzerowi, który także udzielał się w masońskim i muzycznym towarzystwie. To właśnie w jego ogrodzie młody kompozytor przedstawił swoją pierwszą operę „Bastien und Bastienne".
Kiedy miał siedemnaście lat, o skomponowanie muzyki do swej sztuki „Thamos, król Egiptu" poprosił go wybitny austriacki pisarze Tobiasz von Gebler. Przy okazji prominentny członek stowarzyszenia. Kilka lat później Otto von Gemmingen (także mason), zlecił muzycznemu geniuszowi opracowanie muzyki do melodramatu o tematyce egipskiej, opartego na dramacie Voltaire'a, „Semiramis". Tekstu i muzyki dzieła, niestety, do dziś nie odnaleziono.
Na szczęście taka historia nie przytrafiła się „Czarodziejskiemu fletowi", dzięki czemu już od 235 lat gości na scenach operowych praktycznie całego świata, stając się nie tylko ponadczasowym klasykiem, ale także materiałem niezwykle uniwersalnym, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.
„Fenomen dzieła polega na jego niezwykłej uniwersalności. Z jednej strony jest to pełna humoru i fantazji opowieść o przygodach Tamina i Paminy, z drugiej - utwór zawierający głębsze refleksje dotyczące dojrzewania, odpowiedzialności i poszukiwania prawdy. Wszystko to Mozart połączył z muzyką, dzięki której »Czarodziejski flet« od pokoleń pozostaje jednym z najchętniej wystawianych dzieł operowych na świecie" - czytamy w serwisie Opera Lovers.
Co warte podkreślenia, dzieło Mozarta inspiruje nie tylko twórców operowych, ale także filmowych, czego przykładem jest słynny szwedzki reżyser - Ingmar Bergman, który po raz pierwszy miał zobaczyć „Czarodziejski flet" w wieku dwunastu lat i od tego czasu nieprzerwanie pozostawał po wrażeniem tej opery. Do tego stopnia, że nakręcił na jej podstawie film o tym samym tytule. Filmowa wersja weszła na ekrany 1 stycznia 1975 r. Obraz spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem wśród krytyków i do dzisiaj uznawany jest za jedną z najbardziej interesujących prób adaptacji opery na język filmowy w historii światowego kina.
„Inteligencja i klarowność »Czarodziejskiego fletu« w reżyserii Bergmana są prawdziwym dziełem sztuki" - ocenił w „The Guardian" Peter Bradshaw. Zdaniem recenzenta film ten „łączy w sobie radość i tajemniczość". „To chłodna, szczera prezentacja opery, wyimaginowany spektakl teatralny, który zaczyna się od spojrzenia na widzów po kolei, ale w trakcie akcji okresowo powraca do uśmiechniętej lub zamyślonej twarzy jednej młodej dziewczyny - na tyle rzadko, byśmy zdali sobie sprawę, że o niej zapomnieliśmy i że obok historii toczy się inna, spokojniejsza narracja: opowieść o radości i osądzie tej dziewczyny" - podsumował Bradshaw.
W 2006 r. operę zekranizował także aktor i reżyser Kenneth Branagh. Brytyjski twórca przeniósł akcję w czasy I wojny światowej. „Na froncie trwa dramatyczna, wyniszczająca walka. Tamino, jeden z żołnierzy, zostaje poważnie ranny. Z pomocą przychodzą mu trzy pielęgniarki. Ratując Tamina, pokazują mu zdjęcie pięknej Paminy, córki Królowej Nocy. Tamino przenosi się do innej rzeczywistości. Zakochany w Paminie, postanawia ocalić ją z rąk okrutnego Sarastra" - czytamy w „Rzeczpospolitej".
Po „Czarodziejski flet" sięgali także tacy twórcy, jak m.in. Barrie Kosky, Giorgio Strehler i Robert Wilson, a z polskich reżyserów Kazimierz Dejmek, Ryszard Peryt, Andrzej Klimczak i Michał Znaniecki.
Mateusz Wyderka (PAP)
mwd/ dki/