Walter Lis na wystawie „Ratunek z Hiszpanii” w Łodzi. Fot. PAP/Marian Zubrzycki
Nieznaną historię ośrodka dla polskich dzieci w Barcelonie można od wtorku oglądać na plenerowej wystawie przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Schronienie po II wojnie światowej znalazły w nim najmłodsze ofiary niemieckiej polityki germanizacyjnej.
Składająca się z 20 wielkoformatowych plansz ekspozycja zatytułowana „Ratunek z Hiszpanii” powstała z inicjatywy Muzeum Dzieci Polskich – Ofiar Totalitaryzmu w Łodzi. Ekspozycja przybliża mniej znany rozdział powojennych losów najmłodszych, którzy w czasie okupacji padli ofiarą niemieckiej polityki wynaradawiania, a pobyt w ośrodku w Barcelonie pozwolił im odzyskać nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale i tożsamość oraz więź z ojczyzną.
– Często nadużywamy słów, mówiąc, że dane historie są zapomniane. Mam jednak głębokie przeświadczenie, że historia, którą tutaj prezentujemy, naprawdę była zapomniana dla szerszego grona. Zaczyna się od znanej nam opowieści o dzieciach germanizowanych, ale najważniejsze jest to, co stało się później: jak zostały przyjęte i zaopiekowane w dalekiej Hiszpanii – mówiła podczas otwarcia dyrektor Muzeum Dzieci Polskich Sylwia Wielichowska.
Dodała, że wystawa ma wymiar nie tylko faktograficzny, ale przede wszystkim niesie uniwersalne przesłanie.
– W Barcelonie znalazło się miejsce i znaleźli się ludzie, którzy postanowili się tymi dziećmi zająć. Pokazuje to nową odsłonę powojennych doświadczeń najmłodszych, ale też niesie coś wyjątkowo dzisiaj ważnego – daje nadzieję. Po okresie wojny, gdy dzieci spotkało wszystko, co najgorsze, pojawiła się instytucja, która podała im pomocną dłoń – zaznaczyła.
Ośrodek dla polskich dzieci w Barcelonie działał w latach 1946–1956. Był jedynym tego typu miejscem utworzonym w celu ratowania polskich dzieci po II wojnie światowej w Europie.
Powstał z inicjatywy hrabiego Józefa Potockiego, charge d'affaires w poselstwie RP w Madrycie oraz ks. Antoniego Liedtke, delegata Polskiego Czerwonego Krzyża w Hiszpanii. Ideą była pomoc dzieciom odebranym w czasie wojny rodzicom i skierowanym do austriackich ośrodków germanizacyjnych. Na potrzeby polskiej placówki opiekuńczej wynajęto barcelońską willę Vallcarca, gdzie dzieci miały możliwość odzyskania poczucia bezpieczeństwa, tożsamości i więzi z ojczyzną.
W sumie placówka zaopiekowała się około 200 dziećmi. Losy niektórych z nich można poznać na wystawie. Większość z nich bardzo dobrze wspomina swój pobyt.
„Było nam bardzo dobrze, opiekunki Hiszpanki były dla nas bardzo dobre, prowadzały nas na plażę, czy w niedzielę do kościoła. Przychodziła do nas mieszkająca w Barcelonie p. Maria Gorczyńska, starsza pani, kazała wołać na siebie »babcia«. Przychodziła do nas codziennie, opowiadała nam bajki i różne historie, tak bardzo ją kochaliśmy” – można przeczytać we wspomnieniu Janusza Bukorzyckiego.
Poddanym germanizacji dzieciom w pierwszej kolejności przypominano język polski. Początkowo uczyły się one na terenie ośrodka. W późniejszym okresie starsze dzieci wysyłano do szkół. Chłopcy mieli zdobyć techniczne umiejętności zawodowe, dziewczęta były przyuczane do prowadzenia domu, względnie roli stenografistki.
Oprócz nauki wychowankowie mieli organizowany szereg aktywności: wyjazdy nad morze, wspólne potańcówki czy wystawianie przedstawień teatralnych o tematyce patriotycznej. Zorganizowano również drużynę harcerską.
- W Hiszpanii mieliśmy dobre życie. Dobrze nas wychowali, dobrze nas nauczyli mówić po polsku. Jako jedyny chłopiec poszedłem do liceum. Inni szli albo do szkół zawodowych, albo do pracy. Oni otrzymywali za to pieniądze. Ja też chciałem mieć swoje pieniądze i nie chciałem chodzić do szkoły. Płacili mi więc kieszonkowe, bylebym tylko poszedł do liceum. Skończyłem jednak tylko pierwszą klasę, bo potem pojechałem do Ameryki – powiedział obecny na otwarciu ekspozycji Walter Lis.
Jak wspominał Tomasz Grzybowski, jego ojciec Jan Dopierała zachował z tamtego okresu bardzo dobre wspomnienia, traktując barceloński ośrodek jako swoją drugą przystań. Pierwszą – jak wyjaśnił - była dla niego rodzina w Austrii, która przyjęła go i potraktowała jak własnego syna.
– Opowiadał, że w Barcelonie przystąpił do pierwszej komunii, zaczął na nowo uczyć się języka polskiego, a co najważniejsze – w Barcelonie odrodziła się u niego polska tożsamość. Nie zatracił tego, że był Polakiem, bo gdzieś tam w sercu, w głowie, ta polskość była, a w momencie, kiedy trafił do Barcelony, to miejsce na nowo wszystko mu odświeżyło – mówił syn dawnego wychowanka.
Plenerową ekspozycję można oglądać do 12 grudnia przy Piotrkowskiej 104, przed wejściem do Urzędu miasta Łodzi. Będzie również dostępna w internecie na stronie muzeum. (PAP)
bap/ aszw/