Siedem akwarelowych portretów Romów i Sinti wykonanych przez więźniarkę Dinę Gottliebovą-Babbitt na polecenie Josefa Mengelego powinno pozostać w Miejscu Pamięci – powiedział PAP Paweł Sawicki z Muzeum Auschwitz, odnosząc się do pozwu córek artystki. Fot. Muzeum Auschwitz-Birkenau
Siedem akwarelowych portretów Romów i Sinti wykonanych przez więźniarkę Dinę Gottliebovą-Babbitt na polecenie Josefa Mengelego powinno pozostać w Miejscu Pamięci – powiedział PAP Paweł Sawicki z Muzeum Auschwitz, odnosząc się do pozwu córek artystki.
Za pozostawieniem prac opowiedziało się też Stowarzyszenie Romów w Polsce.
O pozwie córek Gottliebovej-Babbitt poinformowały amerykańskie media, m.in. CBS News. Michele Babbitt Kane i Karin Wendy Babbitt domagają się zwrotu akwarel przedstawiających współwięźniów ich matki. Według CBS News pozew jest jednym z pierwszych złożonych po przyjęciu nowych przepisów w Kalifornii i na poziomie federalnym, wzmacniających możliwość dochodzenia w USA zwrotu dzieł sztuki przymusowo odebranych żydowskim rodzinom podczas II wojny światowej.
Muzeum Auschwitz przekazało PAP, że na razie zna sprawę pozwu jedynie z doniesień medialnych. „Oryginały powinny pozostać – właśnie jako unikatowe dokumenty – w zbiorach muzeum i nadal być dostępne dla odwiedzających teren byłego obozu” – powiedział PAP zastępca rzecznika prasowego Muzeum Auschwitz Paweł Sawicki.
Jak dodał, Miejsce Pamięci ma obowiązek nie tylko chronić historyczną przestrzeń oraz autentyczne przedmioty związane ze zbrodniami popełnionymi w Auschwitz, ale także zadbać o to, by rzadkie dowody dotyczące romskich ofiar świadczyły o przeszłości w miejscu, w którym były one prześladowane i mordowane.
Jak podkreślił, dokumentacja wizerunków więźniów Romów i Sinti sporządzona przez Dinę Gottliebovą-Babbitt na polecenie Mengelego stanowi wyjątkowy dowód prześladowań i zbrodni popełnionych na członkach tej grupy. „Nie są to dokumenty, których własność można rozpatrywać w oderwaniu od okoliczności, w jakich powstały” – zaznaczył.
Według muzeum portrety należą do nielicznych zachowanych dokumentów bezpośrednio związanych z pseudonaukowymi badaniami rasowymi Mengelego. Sawicki zaznaczył, że muzeum w pełni uznaje związek akwarel z losem, cierpieniem i przetrwaniem Gottliebovej-Babbitt, ale jednocześnie podkreśla, że zachowują one pamięć o tragedii przedstawionych na nich romskich mężczyzn i kobiet. „Ich historia musi pozostać centralnym elementem wszelkich rozważań na temat znaczenia tej dokumentacji” – podkreślił.
Muzeum nie zgadza się z określaniem akwarel jako „prac artystycznych skonfiskowanych ich właścicielom” przez Niemców. Jak wyjaśnił Sawicki, nie były to dzieła skradzione z prywatnej kolekcji ani prace powstałe z własnej inicjatywy artystki. Badania historyczne wskazują, że Mengele kontrolował cały proces ich powstawania: dostarczał papier i farby, wybierał romskich więźniów i więźniarki do sportretowania oraz określał sposób wykonania prac. „Ich pochodzenie, cel i znaczenie historyczne są nierozerwalnie związane ze zbrodnią oraz miejscem, w którym powstały” – zaznaczył Sawicki.
Sawicki podkreślił, że w muzeum oryginały pozostają w kontekście autentycznego miejsca zbrodni, zachowanej dokumentacji obozowej, świadectw ocalałych i innych materialnych dowodów. Jak zaznaczył, zachowanie tego kontekstu i integralności zbiorów jest częścią odpowiedzialności za ochronę dowodów historycznych i pamięci o ofiarach.
Sawicki przypomniał, że Gottliebova-Babbitt odwiedziła muzeum w 1973 r. i poprosiła wówczas o fotografie przechowywanych tam portretów. Jej prośba została spełniona. O zwrot oryginałów zaczęła się ubiegać w 1997 r. Jeszcze przed jej śmiercią w 2009 r. muzeum przekazało jej również wykonane w niezwykle wysokiej jakości kopie.
Stanowisko muzeum popierała Międzynarodowa Rada Oświęcimska, która w 2001 i 2009 r. jednogłośnie opowiedziała się za pozostawieniem oryginałów w Miejscu Pamięci. Muzeum powołuje się również na przyjętą w 2009 r. Deklarację Terezińską dotyczącą ochrony integralności zachowanych pozostałości Auschwitz.
Stowarzyszenie Romów w Polsce w najnowszym oświadczeniu podkreśliło, że z szacunkiem odnosi się do Diny Gottliebovej-Babbitt jako ofiary nazistowskiego prześladowania i nie zamierza uprzedzać rozstrzygnięcia sądu ani prawnej oceny roszczeń jej córek. Jednocześnie wskazało, że akwarele są przede wszystkim materialnym świadectwem zbrodni popełnionych na Romach i Sinti i nie powinny być traktowane wyłącznie jako przedmiot własności ani automatycznie jako dzieła sztuki zagrabione przez nazistów.
Stowarzyszenie opowiedziało się za pozostawieniem oryginałów w Miejscu Pamięci, ale podkreśliło, że powinny być one rzeczywiście dostępne dla zwiedzających i wykorzystywane w codziennej edukacji. Według organizacji pełna historia Gottliebovej-Babbitt i okoliczności powstania portretów powinny być przedstawiane wraz z historią sportretowanych Romów i Sinti. Rodzina artystki – zdaniem Stowarzyszenia – powinna otrzymać wysokiej jakości kopie i mieć możliwość współtworzenia prezentacji poświęconej jej losom. W dalszych rozmowach powinni uczestniczyć przedstawiciele rodziny, Muzeum oraz Romów i Sinti.
Stowarzyszenie zwróciło też uwagę, że stała wystawa „Zagłada Romów europejskich” w bloku 13 nie jest częścią standardowej trasy zwiedzania, a dostęp do niej jest – jak oceniono – w praktyce ograniczony. Organizacja przypomniała, że podobne stanowisko zajmowała już w 1999 r., wskazując, że akwarele powinny pozostać w Auschwitz jako dokument zbrodni i znaleźć miejsce na wystawie poświęconej Zagładzie Romów.
Dina Gottliebova-Babbitt urodziła się w 1923 r. w Brnie. Jako Żydówka została w 1943 r. deportowana wraz z matką do Auschwitz-Birkenau. W obozie miała namalować dla dzieci scenę z „Królewny Śnieżki”, czym zwróciła uwagę Mengelego. W 1944 r. lekarz SS polecił jej wykonanie akwarelowych portretów Romów i Sinti wykorzystywanych w jego pseudomedycznych eksperymentach.
Po wojnie artystka wyemigrowała do USA, gdzie pracowała jako animatorka w Hollywood. Zmarła w 2009 r. (PAP)