Prof. Myrosław Marynowycz na konferencji naukowej "Polska, Ukraina, Europa". PAP/Tomasz Gzell
Polska i Ukraina mają odmienne spojrzenie na dziedzictwo Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), ale powinny szukać porozumienia w duchu wzajemnego wybaczenia – powiedział PAP ukraiński pisarz i były dysydent Myrosław Marynowycz.
Profesor Myrosław Marynowycz, były prorektor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie, jest zwolennikiem pojednania polsko-ukraińskiego. Pod koniec września otrzymał Nagrodę In Veritate im. biskupa Tadeusza Pieronka, przyznawaną za wybitne postawy i osiągnięcia w łączeniu wartości chrześcijańskich i europejskich. PAP poprosiła profesora o komentarz do kolejnej odsłony polsko-ukraińskiego sporu o historię, spowodowanej decyzją radnych Lwowskiej Rady Obwodowej, która ogłosiła rok 2027 rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Ołeha Olżycza.
Prof. Marynowycz zaznaczył, że nie wie, dlaczego samorząd obwodu lwowskiego postanowił akurat teraz upamiętnić UPA i jej dowódcę, gdyż „nie rozmawiał na ten temat z radnymi”. Przy czym jego zdaniem decyzję tę podjęto zbyt pochopnie. – Uważam, że decyzja rady obwodowej nie została do końca przemyślana – powiedział. – Po niedawnej „wojnie o ordery” można było łatwo przewidzieć jej konsekwencje – dodał. Chodzi o decyzję prezydenta Karola Nawrockiego, który odebrał Order Orła Białego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu.
Zdaniem byłego prorektora Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie „problem polega na tym, że Polska i Ukraina patrzą na dziedzictwo UPA z zupełnie innych perspektyw”. Stąd wzajemne relacje są - jak to ujął - „na huśtawce”; jak jedna strona coś zrobi w tej kwestii, to druga natychmiast nerwowo reaguje.
Marynowycz stwierdził, że mimo całej sympatii dla Polaków, nie „może uznać polskiej racji za słuszną”, gdyż nie bierze ona pod uwagę ukraińskiego kontekstu i wrażliwości. Podkreślił, że nie akceptuje narzuconego przez Polaków dyskursu w sprawie historii Ukrainy.
- Nie przyjmuję języka ultimatum. Przyjmuję język Jacka Kuronia i Jerzego Giedroycia, gdyż oni wiedzieli, jak rozmawiać o tych sprawach – mówił. Zaznaczył, że nie widzi możliwości rychłego zbliżenia stanowisk w sprawie dziedzictwa UPA. – Trzeba w końcu zdać sobie sprawę z tego, że polska i ukraińska interpretacja tego okresu historii będą różne. Nie pomoże tu żadne ultimatum ze strony polskiej. W tej kwestii Polska i Ukraina raczej się nie porozumieją - dodał.
Publicysta przyznał jednocześnie, że rozumie ból Polaków związany z Wołyniem i przypomniał, że dwukrotnie podpisał apel grupy Ukraińców do Polaków z prośbą o przebaczenie. Podkreślił, że mimo to „Polska nie może uważać się wyłącznie za ofiarę”. - Wrażliwość na historię mają nie tylko Polacy, ale także Ukraińcy. Dlatego dla mnie jedyną akceptowaną formą porozumienia ukraińsko-polskiego jest formuła „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” - mówił.
PAP zapytała prof. Marynowycza, dlaczego radni obwodu lwowskiego postanowili upamiętnić architekta zbrodni wołyńskiej Romana Szuchewycza, który współtworzył jednostki kolaborujące z Niemcami i ma polską i żydowską krew na rękach.
– Mówiłem już, że Polska nie jest tylko ofiarą, ale nie wysuwamy do was pretensji. Czy mamy wyliczać krzywdy, jakie Ukraińcy doznali od Polaków i wytykać tych dowódców polskiego podziemia, których uważacie za bohaterów, a my postrzegamy za odpowiedzialnych za akcje przeciw Ukraińcom - pytał b. prorektor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego.
Według szacunków polskich historyków ukraińscy nacjonaliści zamordowali w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ok. 100 tys. Polaków. 40-60 tys. zginęło na Wołyniu, 20-40 tys. w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tys. na terenie dzisiejszej Polski. Kulminacja tych wydarzeń, określanych mianem zbrodni wołyńskiej, nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały ok. 150 polskich miejscowości. Jak podaje IPN, na skutek polskich akcji odwetowych do wiosny 1945 roku zginęło prawdopodobnie 10–12 tys. Ukraińców.
Pytany o szanse na pojednanie, publicysta zacytował słowa Jana Pawła II: „Czas już oderwać się od tej bolesnej przeszłości. Niech przebaczenie udzielone i uzyskane rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu”. – Absolutnie zgadzam się z byłym papieżem, pojednanie powinno dokonać się w tym duchu - mówił.
Wspominał, że kiedy był młody, w ukraińskim środowisku dysydenckim, do którego należał, UPA kojarzono tylko z walką z komunizmem i ze Związkiem Sowieckim. - Dla Ukraińców UPA jest symbolem walki z ZSRR. Ponieważ walczymy z Rosją Putina, to odwoływanie się do heroizmu jej żołnierzy, uważam za słuszne.
Publicysta zwrócił uwagę, że Ukraina wykrwawia się już piąty rok i zaapelował do Polaków, by spróbowali spojrzeć na tę kwestię z ukraińskiej perspektywy. – Jak we wrześniu czy październiku 1939 roku Polska przyjęłaby zarzuty sąsiedniego narodu, że mobilizuje swoich obywateli do obrony państwa, posługując się niewłaściwymi argumentami? Bronimy się przed Rosją i jeżeli ludziom pomaga w walce pamięć o UPA, to będziemy ją pielęgnować – powiedział.
Profesor zaznaczył, że podziela stanowisko ukraińskiego MSZ, które zdystansowało się od decyzji radnych obwodu lwowskiego. Resort spraw zagranicznych w Kijowie oświadczył w środę, że „decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej dotycząca wrażliwych kwestii historycznych w relacjach z Polską przynosi skutki odwrotne do zamierzonych w ramach działań na rzecz porozumienia”.
Pytany, o możliwość odłożenia sporu o UPA na okres po zakończeniu wojny, Marynowycz powiedział, że to dobry pomysł. Podkreślił jednak, że Polska nie może wymagać od walczących z agresorem Ukraińców, by wyrzekli się UPA. – To nasze dziedzictwo, nasza pamięć - mówił. Jego zdaniem polscy politycy reagują na to znacznie bardziej nerwowo niż w czasach, kiedy jednej z ulic Lwowa nadawano nazwę Bohaterów UPA (było to w 2008 roku). – Dzieje się tak, bo w Polsce toczy się kampania wyborcza – zauważył.
Pomysłodawcą uchwały Lwowskiej Rady Obwodowej, która jest odpowiednikiem polskiego sejmiku województwa, był jej deputowany Światosław Szeremeta. W środę - po wniosku wicepremiera, szefa MSZ Radosława Sikorskiego - Szeremeta został wpisany do rejestru osób niepożądanych z zakazem wjazdu i pobytu w państwach strefy Schengen do 20 października 2031 r.
Marynowycz zapytany, czy zna Szeremetę, odpowiedział, że „spotkał się z nim kilka razy, ale to nie jest ktoś, z kim się koleguje czy rozmawia”. Nie chciał skomentować faktu, że radny brał udział w rekonstrukcjach działań ukraińskiej Dywizja Grenadierów SS znanej jako SS-Galizien lub SS Hałyczyna, utworzonej wiosną 1943 roku przez hitlerowców z ukraińskich ochotników pochodzących z Galicji.
Prof. Myrosław Marynowycz jest ukraińskim działaczem społecznym, znanym publicystą i religioznawcą. To były radziecki dysydent polityczny, więzień polityczny, współzałożyciel Ukraińskiej Grupy Helsińskiej i ukraińskiej Amnesty International. Wcześniej obejmował stanowisko prezesa ukraińskiego ośrodka Międzynarodowego PEN-Klubu. Był prorektorem Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. Co roku 1 listopada na Cmentarzu Łyczakowskim organizuje modlitwy ekumeniczne za polskie i ukraińskie ofiary wojny o Lwów w 1918 r.
Ukraińska Powstańcza Armia, w tym postać Szuchewycza - jednego z jej liderów - pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Spór budzi też ukraińska teza, że UPA zostało powołane do walki z Sowietami o niepodległość Ukrainy. – UPA jest dziś na Ukrainie nazywana armią narodowo-wyzwoleńczą, ale przyjęła taki charakter dopiero po 1945 roku, kiedy tereny dzisiejszej zachodniej Ukrainy znalazły się na powrót pod okupacją sowiecką, a wrogiem rzeczywiście stali się wówczas Sowieci – mówił w czerwcu br. PAP prof. Mirosław Szumiło z Instytutu Historii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.
Jacek Pawlicki (PAP)
jap/ mro/ amac/ ugw/ js/