Trzy Krzyże Antoniego Wiwulskiego w Wilnie. Fot. PAP/Valdemar Doveiko
Trudno dziś wyobrazić sobie panoramę Wilna bez charakterystycznych sylwetek trzech białych krzyży górujących nad miastem. Zaprojektowane przez Polaka stały się symbolem litewskiej niepodległości.
Litewski pisarz, a w czasach ZSRR dysydent Tomas Venclova pisał o krzyżach, że „dla Wilna znaczą mniej więcej tyle, co statua Chrystusa Zbawiciela wieńcząca Rio de Janeiro”.
Trzy Krzyże, podobnie jak słynny monument w Brazylii, stały się nie tylko symbolem religijnym, ale także jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków miasta. O ile jednak posąg Chrystusa, zaprojektowany przez rzeźbiarza polskiego pochodzenia Paula Landowskiego, stoi niewzruszenie od 95 lat, o tyle wileńskie krzyże zniknęły na niemal cztery dekady z panoramy miasta.
Po II wojnie światowej, gdy Litwa została anektowana przez ZSRR, eksponowane symbole religijne nie pasowały do oficjalnej ideologii ateistycznego państwa. Ich obecność w tak widocznym miejscu miasta partyjnym aparatczykom kłuła w oczy tym mocniej, że przypominały Litwinom o czasach niepodległości. Chrześcijaństwo stanowiło bowiem element ich narodowej wspólnoty.
Kierownictwo litewskich struktur partii komunistycznej do rozprawienia się z symbolami po czasach niepodległości zabrało się wiosną 1950 roku. Do lokalnych władz wysłano tajne wytyczne, w których żądano „przeprowadzenia w krótkim czasie inwentaryzacji dziedzictwa kulturowego”.
W praktyce nie chodziło jedynie o sporządzenie spisu zabytków, lecz o wyodrębnienie i wskazanie obiektów uznanych za „problematyczne”, przede wszystkim tych, które pochodziły z okresu przedwojennego i mogły być interpretowane jako symbole „burżuazyjnej przeszłości”.
Nad ranem 30 maja 1950 roku mieszkańcy Wilna nie ujrzeli już krzyży. Venclova wspomina: „pamiętam nawet ten poranek, kiedy w ich miejscu zobaczyliśmy puste niebo”.
Gdy tylko mieszkańcy zorientowali się, co się stało, zaczęli zbierać resztki pomnika i ukrywać je jak relikwie. Wkrótce wzgórze nabrało nowego znaczenia. Wilnianie przychodzili na gruzowisko i, narażając się na szykany służb, zostawiali tam kwiaty i znicze.
Historia tego miejsca jest jednak znacznie starsza niż sam betonowy monument z drugiej dekady XX wieku. Historyk Adam Chlebowicz przytacza legendę, według której pojawienie się krzyży na Górze zwanej początkowo Łysą, a potem Trzykrzyską, wiąże się z męczeństwem pierwszych misjonarzy katolickich, którzy dotarli tu jeszcze w czasach pogańskich. W szesnastowiecznej „Kronice Bychowca” czytamy, że duchowni rozgniewali miejscowych Litwinów nie tylko głosząc Ewangelię, ale też obrażając ich rodzime bóstwa. W odpowiedzi siedmiu franciszkanów stracono, czterech zrzucono do rzeki, a trzech „ukrzyżowano na szczycie tego wzgórza”, podaje Chlebowicz.
Jak było naprawdę i kiedy powstały pierwsze krzyże – historycy spierają się do dziś. Przyjmuje się jednak, że mogło to faktycznie nastąpić mniej więcej w połowie XVI wieku. W kolejnych stuleciach były wielokrotnie odnawiane. Przetrwały tak do czasów zaborów, kiedy zaczęły niszczeć, a carskie władze nie pozwalały na ich renowację.
Szansa na odbudowę pojawiła się w początkach XX wieku. Jeszcze w czasie I wojny światowej, ale już po zajęciu Wilna przez Niemców, w 1916 roku z inicjatywy księdza Kazimierza Michalkiewicza, przyszłego biskupa, zebrano środki i zorganizowano budowę trwałego monumentu na wzgórzu Trzech Krzyży. Prace były logistycznie trudne, materiały budowlane i wodę trzeba było wnosić ręcznie na strome wzgórze. Mimo to w ciągu około dwóch miesięcy powstała żelbetowa konstrukcja według projektu Antoniego Wiwulskiego, autora słynnego Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie.
Przez kolejne 34 lata krzyże swoją bielą „równoważyły czerwień Zamku Giedymina”, jak poetycko opisywał Venclova. Aż przyszedł pamiętny 1950 rok i na wzgórzu znów zapanowała pustka.
Do odbudowy przystąpiono w 1989 roku, na fali odrodzenia narodowego, gdy Litwa jeszcze pozostawała w ZSRR. W ciągu zaledwie dwóch tygodni wzniesiono nową konstrukcję. Projektant Henrikas Kęstutis Šilgalis, opierając się na planach Wiwulskiego, stworzył współczesną wersję krzyży. Zmieniono jedynie proporcje, są niemal o dwa metry wyższe, a w ich podstawie wmurowano zachowane szczątki przedwojennego obiektu.
Dziś Trzy Krzyże ponownie górują nad Wilnem i są dobrze widoczne także nocą, gdy są podświetlane w symbolicznych, ważnych dla miasta kolorach. (PAP)
Marta Panas-Goworska
Mpg/