Toruń 03.01.1985. Proces przeciwko sprawcom uprowadzenia i zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki (tzw. proces toruński) przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu, w dniach od 27.12.1984 do 7.02.1985. Na zdjęciu oskarżyciele posiłkowi, pełnomocnicy rodziny ks. Jerzego Popiełuszki, adwokaci Jan Olszewski (L) i Edward Wende. Fot. PAP/Grzegorz Rogiński
Edward Wende był jednym z nielicznych adwokatów, którzy w PRL-u bronili opozycjonistów przed sądem – przypomniała w wydanej właśnie książce „To nie była kwestia. Opowieść o adwokacie Edwardzie Wende” Joanna Sędek.
Zmarły 28 maja 2002 r. mecenas Edward Wende został zapamiętany powszechnie ze względu na proces zabójców księdza Jerzego Popiełuszki. Przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu Wende obok mecenasa Jana Olszewskiego, Krzysztofa Piesiewicza i Andrzeja Grabińskiego reprezentował rodzinę zabitego kapłana. Sprawa miała szczególny ciężar, bo dotyczyła duchownego znanego i cenionego w środowisku zdelegalizowanej w tamtym momencie „Solidarności”. Jak przypomniała w swojej książce Joanna Sędek (wieloletnia szefowa biura prasowego Naczelnej Rady Adwokackiej), był to zarazem jedyny przypadek w dziejach PRL-u, gdy na ławie oskarżonych zasiedli oskarżeni o mord polityczny funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Sam fakt, że doszło do tego procesu jest interpretowany przez część historyków jako przejaw wewnętrznych tarć w obozie władzy.
Wende sporo ryzykował – nie tyko karierę zawodową, ale też własne bezpieczeństwo.
W odczuciu wielu Polaków (proces był relacjonowany przez telewizję) prokuratura próbowała odwrócić uwagę od zabójstwa, uwypuklając tę działalność księdza Popiełuszki która miała skłonić funkcjonariuszy SB do porwania i zamordowania kapłana. W sali sądu odniósł się do tego mecenas Wende. „Pan prokurator jako dowód istnienia faktów rzekomej przestępczej działalności księdza, odczytuje w tej sprawie drugi akt oskarżenia. To akt oskarżenia przeciwko ofierze zbrodni. Spoczywa na mnie obowiązek wyrażenia zdecydowanego protestu przeciw próbie stawiania znaku równości pomiędzy ofiarą zbrodni a ludźmi, którzy zasiedli na ławie oskarżonych z powodu jej popełnienia. Nie ma względów, które takie porównanie by usprawiedliwiały. Przekracza to wszelkie dopuszczalne granice” – sądową mowę mecenasa Wende przypomniała w swojej książce Joanna Sędek.
Jeszcze dobitniej wypowiedział się w mowie końcowej. Podkreślił w niej, że ksiądz Popiełuszko naraził się z powodu swojej bezkompromisowej postawy. „Nie rozumiem jednak, dlaczego musieli go aż zabić. Czym im zagroził? Czy istniało jakiekolwiek realne zagrożenie ze strony księdza i jego misji? Przecież nie! Drażnił najwyżej swym bezkompromisowym mówieniem wprost, ujawnianiem prawdy, o której niektórzy woleliby zapomnieć, a już na pewno nie mówić. Drażnił wreszcie i tym, że się nie bał!”
Joanna Sędek w biografii Edwarda Wende zwróciła uwagę, że bohater jej książki był jednym z nielicznych adwokatów, którzy występowali w PRL-u w procesach politycznych. Bronił np. założyciela Konfederacji Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego, a także pewnego warszawskiego licealistę, którego jedyną przewiną był cichy protest przeciwko masakrze na kopalni „Wujek” w Katowicach. Wende sporo ryzykował – nie tyko karierę zawodową, ale też własne bezpieczeństwo.
Proces toruński był dla niego szczególnie ważny także ze względów osobistych – z księdzem Popiełuszką przyjaźnił się i bardzo go cenił.
Edward Wende urodził się 16 sierpnia 1936 r. Pochodził z protestanckiej rodziny związanej z Warszawą. Jego pradziadek prowadził księgarnię przy Krakowskim Przedmieściu, a dziadek był pastorem. Po powstaniu warszawskim, po którym z domu zostały tylko gruzy, zamieszkał z rodzicami w Kaliszu. Uczył się w tamtejszym sławnym Liceum Adama Asnyka. Na studia prawnicze, choć jego ojciec sam był cenionym adwokatem, dostał się dopiero po dwóch nieudanych podejściach. Od wpisania na listę adwokatów (w 1976 r.) specjalizował się w sprawach karnych i prawie rodzinnym. Dość szybko - za sprawą mecenasa Tadeusza de Viriona - zaangażował się w głośne procesy polityczne. Wierność zasadom – o czym przypomniała autorka książki – zawdzięczał surowemu wychowaniu. Gdy w 1949 r. wpisano go razem z całą klasą do komunistycznej młodzieżówki, po reprymendzie ojca już następnego dnia odmówił przyjęcia legitymacji. Dyrektor szkoły straszył go, że nie zda matury, ale Wende nie zmienił zdania. Prawie 20 lat później nie dał się też namówić do wstąpienia do PZPR. Prezes sądu, który złożył mu tę propozycję kusił go ofertą sędziowskiej togi, jednak Wende odmówił.
Z tej samej strony – człowieka bezkompromisowego – znany był również w czasach III RP. W jej początkach zaangażował się w politykę. W latach 1989-1993 był senatorem (w pierwszej kadencji z „listy Lecha Wałęsy”, a w drugiej – Unii Demokratycznej), zaś od 1997 do 2001 r. posłem Unii Wolności (partii, która powstała z połączenia UD oraz Kongresu Liberalno-Demokratycznego). W odróżnieniu od części innych działaczy UW nie dał się namówić do wstąpienia w szeregi Platformy Obywatelskiej. Na przekór części swojego środowiska opowiadał się za lustracją.
W książce Joanny Sędek nie zabrakło także innych wątków życiorysu Edwarda Wende – jego miłości do jazdy konnej (uważany był za świetnego jeźdźca) oraz odkrytej pod koniec życia pasji do mocnych motocykli. Zmarł z powodu choroby nowotworowej 28 maja 2002 r.
Gdy z kościoła ewangelickiego Świętej Trójcy w Warszawie wynoszono trumnę, przyjaciele – harleyowcy odpalili kilkadziesiąt silników swoich maszyn. „Widocznie tam, gdzie teraz jest, też są potrzebni tacy świetni ludzie” – skomentował wiadomość o śmierci Edwarda Wende Lech Wałęsa.
Książka „To nie była kwestia odwagi. Opowieść o adwokacie Edwardzie Wende” ukazała się nakładem gdańskiego wydawnictwa Arche. Wśród zdjęć wykorzystanych do jej zilustrowania znajdują się m.in. fotografie z bazy Polskiej Agencji Prasowej. (PAP)
Józef Krzyk
jkrz/ aszw/