Wilno. Cmentarz Misjonarzy na Rossie. Widoczna kaplica i groby obrońców Wilna, 1935 r./NAC
Alicja Maria Klimaszewska – współzałożycielka i pierwsza prezeska Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą (SKOnSR), najstarszego wileńskiego cmentarza, polskiej nekropolii narodowej – obecnie prezeska honorowa Komitetu obchodzi w piątek 90. rocznicę urodzin.
– Byłam małą dziewczynką, kiedy mama zaprowadziła mnie na Rossę – wspomina w rozmowie z PAP Alicja Klimaszewska w przededniu swego jubileuszu. – Stałyśmy na wzgórzu cmentarza, to była chyba tzw. Górka Literacka. Cmentarz był rozświetlony świecami, było dużo ludzi. Mama powiedziała mi, że są tu pochowani żołnierze i marszałek Józef Piłsudski, który w domach starych wilnian był nazywany „dziadkiem Piłsudskim”.
Pani Alicja urodziła się w Wilnie, gdy ono należało do Polski, 23 stycznia 1938 roku. – Byłam zła, gdy po latach, ubiegając się o Kartę Polaka, w polskim konsulacie w Wilnie musiałam udowadniać, że moi rodzice byli Polakami – mówi i zdecydowanie podkreśla: – Ja urodziłam się przecież w Polsce.
Dzieciństwo Klimaszewskiej przypadło na okres II wojny światowej, a później na okres stalinowski. – To były trudne czasy i tylko zaradność mamy pomogła je przetrwać – wspomina.
Edukacja rozmówczyni PAP „była przerywana i chaotyczna”. – Początkowo uczęszczałam do szkoły przy ulicy Kalwaryjskiej, ale tam przyszedł nauczyciel, Litwin, i ja go nie rozumiałam, płakałam. W pobliżu była szkoła rosyjska, ale mama powiedziała: „Nie, kochana, ty do rosyjskiej szkoły nie pójdziesz, ty jesteś Polką”.
Pani Alicja ukończyła legendarną „Piątkę”, polską szkołę nr 5, pierwszą polską szkołę w powojennym Wilnie, która początkowo mieściła się przy ulicy Ostrobramskiej, a potem na Antokolu.
Przez całe życie Alicja Klimaszewska mieszka na Łosiówce, obecnie jest to wileńska dzielnica Żirmuny położona na prawym brzegu przepływającej przez miasto Wilii. Po drugiej stronie rzeki jest Antokol.
– Początkowo mieszkaliśmy w niedużym, drewnianym domu. Rodzice mojej mamy, Tekli Klimaszewskiej z Wołłejków, i ojca – Stanisława Klimaszewskiego kupili nieduży kawałek ziemi na Łosiówce i zbudowali dom. W czasach sowieckich dom został zburzony, bo miała tamtędy przebiegać ulica. W zamian, tuż obok, otrzymaliśmy dwupokojowe mieszkanie w bloku, w którym mieszkam dotychczas.
Po szkole Klimaszewska ukończyła polonistykę w Instytucie Pedagogicznym w Wilnie. Początkowo pracowała jako nauczycielka języka polskiego w szkołach Wileńszczyzny, następnie w Wilnie. Później podjęła pracę w polskim dziale wileńskiej księgarni „Przyjaźń”, gdzie pracowała do przejścia na emeryturę.
Rodzina Klimaszewskich po wojnie kilkakrotnie miała okazję repatriować do Polski. – Odkładaliśmy ten wyjazd, choć byliśmy już spakowani. Ostatecznie babcia Wołłejkowa powiedziała, że starych drzew się nie przesadza. „Wy możecie jechać, ja zostaję” – oznajmiła. Zostaliśmy więc wszyscy. Potem w 1957 roku mogłam sama wyjechać, ale wtedy powstało pytanie, co będzie z rodzicami. Jestem jedynaczką. Postanowiłam nie opuszczać tego miasta – mówi pani Alicja.
– Wilno to moje rodzinne miasto. Nie myślę inaczej o Wilnie, jak o swoim rodzinnym mieście. I to miasto bardzo kocham – podkreśla.
Pani Alicja z troskliwością mówi o swej dzielnicy, Łosiówce. Lubi wileńską Starówkę, jej kręte uliczki, okolice kościoła św. Anny i Ostrej Bramy, no i Rossę.
– Na Rossie pochowana jest moja mama. Gdy zmarł tata, nie mogliśmy go tu pochować, nie pozwalały na to ówczesne przepisy. Teraz przepisy się zmieniły, więc ja spocznę na Rossie, przy mamie.
Założenie w 1990 roku Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą Klimaszewska nazywa momentem zwrotnym w jej życiu. – Jestem szczęśliwa, że mogłam przyczynić się do uratowania pamięci o tej nekropolii, pamięci o ludziach, którzy budowali, tworzyli Wilno, ale też Polskę, Litwę.
Inicjatorem powstania wileńskiego Komitetu był Jerzy Waldorff, założyciel Społecznego Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami w Warszawie. – Kiedyś przyjechał do Wilna na występy polskiego teatru operowego i mówi: „róbcie coś, bo na waszych oczach Rossa gnie”. Wileński komitet założyli Halina Jotkiałło i Jerzy Surwiłło – dziennikarze „Czerwonego Sztandaru”, polskiego dziennika w Wilnie, który obecnie ukazuje się pod tytułem „Kurier Wileński”, oraz Olgierd Korzeniecki – lekarz-okulista, a na czele grupy stanęła Alicja Klimaszewska.
– Cmentarz niszczał. Nikt o niego się nie troszczył. Bliscy osób spoczywających na Rossie albo wyjechali po wojnie do Polski, albo zostali wywiezieni na Wschód. Cmentarz w okresie sowieckim był dewastowany, okradany, pomniki zapadały się w ziemię. Ratowanie tej nekropolii, w naszym odczuciu, było porywaniem się z motyką na słońce. Nie mieliśmy funduszy, nie mieliśmy doświadczenia – wspomina Klimaszewska.
Z pomocą SKOnSR przyszedł Waldorff. W ramach kwesty na rzecz Powązek zaczęto organizować kwesty na rzecz Rossy. Działania Komitetu wsparł prof. Adam Roman z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, wysyłał m.in. do pracy na Rossę swych studentów. Nieodpłatnie z Komitetem współpracowali litewscy specjaliści. Pani Alicja wskazuje przede wszystkim na architekta, prof. Eduardasa Budreikę i rzeźbiarza Leonasa Żuklysa.
– Jako pierwszy został uporządkowany grób Bolesława Bałzukiewicza, rzeźbiarza, profesora Uniwersytetu Stefana Batorego. Nagrobek był w ruinie. W miejscu spróchniałego drewnianego krzyża stanął pomnik z płaskorzeźbą portretową Bałzukiewicza – mówi Klimaszewska.
Staraniem SKOnSR w ciągu 36 lat udało się postawić 5 nowych pomników i odrestaurować 236 starych. W pierwszej kolejności odnawiane są te nagrobki, które są w najgorszym stanie i wymagają natychmiastowej interwencji. Szczególną troską otaczane są groby osób zasłużonych dla Litwy, Polski i Wileńszczyzny – by pamięć o nich przetrwała dla kolejnych pokoleń. Najwyższy priorytet mają również mogiły uczestników powstań z 1831 i 1863 r., a także groby żołnierzy walczących z bolszewikami, szczególnie o niepodległość Polski.
SKOnSR zaangażował młodzież i Wilnian do udziału w akcjach sprzątania cmentarza, wycinki krzaków, gromadzenia zniczy, które w dniu Wszystkich Świętych są rozpalane na grobach. Na cmentarzu organizowane są „lekcje pamięci”, podczas których prezentowane są sylwetki osób zasłużonych, które zostały pochowane na Rossie.
– Dzisiaj po Rossie chodzi się jak po parku. W odróżnieniu od wielu cmentarzy nie ma tu regularnych ścieżek. Na pagórkach wśród starych drzew stoją pomniki, niektóre z nich są wyjątkowymi dziełami. Cmentarz odwiedzają Wilnianie, turyści z Polski, przedstawiciele polskich władz, ale też litewskich – z satysfakcją odnotowuje honorowa przewodnicząca SKOnSR.
Alicja Klimaszewska za działalność na rzecz Rossy została uhonorowana wieloma odznaczeniami Polski i Litwy, m.in. Krzyżem Oficerskim Zasługi RP. Najbardziej cieszy ją statuetka św. Krzysztofa – nagroda Wilna, nazywana też „Wileńskim Oskarem”, przyznana w 2016 r. za wybitne zasługi dla miasta.
– To nagroda mojego Wilna, mojego ukochanego miasta – mówi Alicja Klimaszewska, wskazując na statuetkę św. Krzysztofa, która stoi na czołowym miejscu w jej salonie.
Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP)
aki/ piu/