Vittorio De Sica. Fot. Harry Pot for Anefo ]], CC BY-SA 3.0 NL <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/nl/deed.en>, via Wikimedia Commons
125 lat temu, 7 lipca 1901 r. urodził się Vittorio De Sica – włoski aktor, reżyser i scenarzysta. Jeden z czołowych twórców neorealizmu. De Sica uosabia obraz poranionych Włoch. Dzięki jego filmom Włosi zaczynali dostrzegać zarówno swoje zalety, jak i wady – powiedział PAP redaktor naczelny „Gazzetta Italia” Sebastiano Giorgi.
„Nienagannie ubrany, wysoki i przystojny, otoczony rzeszą wielbicielek, był uosobieniem eleganckiego i wyrafinowanego rzymskiego dżentelmena” – charakteryzował De Sikę Michael T. Kaufman z „New York Timesa” dodając, że „był również filmowcem, który już w średnim wieku porzucił swoją udaną karierę aktorską, by skupić się na surowych, skromnych i bolesnych dramatach ludzi ubogich”.
Vittorio De Sica urodził się 7 lipca 1901 r. w niewielkiej miejscowości Sora w środkowych Włoszech. Jego ojciec – Umberto, pracował jako urzędnik bankowy. Pochodząca z Neapolu matka – Teresa Manfredi, była typową neapolitańską gospodynią domową. Kiedy miał 13 lat, rodzina przeniosła się do rodzinnego miasta matki i choć później mieszkał we Florencji i w Rzymie, to właśnie Neapol wywarł na niego największy wpływ. Przez resztę życia będzie wiernym kibicem miejscowego SSC Napoli.
Zainteresowanie teatrem wykazywał już jako nastolatek. Mając 16 lat po raz pierwszy wystąpił w filmie. Była to niema produkcja „Il Processo Clémenceau” (1917) w reżyserii Alfreda De Antoniego. W kolejnych latach otrzymywał niewielkie role w różnych zespołach teatralnych, ucząc się przy tym… księgowości (uzyskał dyplom).
Z początkiem lat 30. zyskał wizerunek amanta i szybko stał się ulubieńcem włoskiej publiczności, szczególnie kobiecej części. „Ten niemal namacalny charyzmat mają aktorzy, którzy osiągnęli sukces. Również w życiu zachowują coś z uroku, który wnieśli do pewnej historii, do pewnego kontekstu. De Sica też był taki: nigdy nie było wiadomo, czy jest istotą z krwi i kości” – opowiadał Federico Fellini w książce „Fellini. Zawód: reżyser” – cyklu rozmów, które artysta przeprowadził z Ritą Cirio.
„Jeszcze jedno wcielenie psychologicznego typu aktora, który ma świadomość każdego odcienia w geście, modulowania głosu, spojrzenia, wie, kiedy się uśmiechnąć. Był jak kierowca albo pilot pojazdu, który doskonale potrafi prowadzić” – podsumował Fellini.
Aktorstwo mu jednak nie wystarczało. Ciągnęło go do reżyserii. Jego pierwsze próby za kamerą były komediami, w których występował także jako aktor. Mowa tu m.in. o filmach „Szkarłatne róże” (1940) i „Magdaleno, dwója ze sprawowania” (1940).
Wraz z filmem „Dzieci ulicy” (1946) nastąpiła zmiana poruszanej przez De Sikę tematyki. Obraz został nagrodzony Oscarem dla najlepszego zagranicznego filmu nieanglojęzycznego (wówczas jeszcze pod nazwą Oscar Honorowy). „Jeśli ludzie nie potrafią się przejąć filmem »Dzieci ulicy«, to czym w ogóle potrafią się przejąć?” – recenzowała Pauline Kael.
Tytuł „Dzieci ulicy” we włoskim oryginale „Sciuscia” jest wersją amerykańskiego zawołania „shoeshine”. Dzieci czyszczące buty wołały tak do żołnierzy amerykańskich. Był to jeden z pierwszych filmów utrzymanych w klimacie włoskiego neorealizmu, którego De Sica stał się z czasem jednym z głównych filarów.
– W kontekście neorealizmu mówi się o jego trzech filarach: Rossellini, De Sica i Visconti. Każdy z nich z nich miał swój własny styl, będąc jednocześnie autorem w pełnym tego słowa znaczeniu – powiedziała PAP italianistka i krytyczka Anna Osmólska-Mętrak.
„Kiedy z Cinecitta dotarły autentyczne zdjęcia chłopców, którzy zainspirowali film »Dzieci ulicy«, stanąłem twarzą w twarz z prawdziwymi obrazami i tymi z filmu. W pewnym momencie nie byłem już w stanie ich odróżnić. Właśnie wtedy naprawdę zrozumiałem geniusz Vittorio De Siki” – wspominał cytowany w „Corriere della Sera” włoski dokumentalista Francesco Zippel.
Dwa lata po „Dzieciach ulicy” nakręcił „Złodziei rowerów” (1948). Film opowiada historię bezrobotnego ojca i jego dziewięcioletniego syna, próbujących odnaleźć potrzebny do pracy rower, który został ukradziony. Obraz ten – także nagrodzony Oscarem, uznaje się za jedno z ważniejszych osiągnięć kinematografii. W 1995 r. na stulecie urodzin kina, znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które promują szczególne wartości religijne, moralne i artystyczne. „Wielu czołowych aktorów wykorzystało swój urok, by rozpocząć udaną karierę reżyserską. Jednak tylko De Sica, uwodziciel w stylu Clooneya we Włoszech lat 30. nakręcił jeden z najbardziej wpływowych filmów wszech czasów” – ocenił w 2015 r. Eric Grude z „New York Timesa”.
W 1951 r. nakręcił „Cud w Mediolanie” – nagrodzony Złotą Palmą w Cannes baśniowy komediodramat o przygarniętym przez staruszkę osieroconym dziecku. „Chciałem, aby była to baśń rozgrywająca się w XX wieku. Jej centralnym tematem jest tryumf dobroci, zasada czynienia sobie wzajemnego dobra. To jedyny polityczny przekaz mojego filmu” – tłumaczył reżyser.
Rok później wyreżyserował poświęcony swojemu ojcu film „Umberto D.” (1952). Był to jeden z ostatnich filmów osadzonych w neorealistycznym nurcie. – Film o starości, o tym, jak ciężko jest żyć staremu człowiekowi we współczesnym społeczeństwie. Porażający temperaturą uczuć, ponieważ zimny charakter otoczenia, w którym żyje bohater, staje się czymś, co parzy psychikę, co powoduje, że całym sercem jesteśmy po stronie bohatera – recenzował na antenie Polskiego Radia filmoznawca prof. Marek Hendrykowski.
Po odejściu od neorealizmu poświęcił się przedstawianiu włoskiej rzeczywistości społecznej, kręcąc takie filmy, jak „Złoto Neapolu” (1954) „Kobieta z Ciocii” (1960), „Wczoraj, dziś i jutro” (1963) i „Ślub po włosku” (1964). Wszystkie z nich łączy występ jednej z jego ulubionych aktorek – Sophii Loren. „Był wspaniałym mentorem, nauczył mnie, jak kierować sobą poprzez role, jak wyglądać wiarygodnie i autentycznie przed kamerą” – wspominała aktorka na łamach „Corriere della Sera”. Loren doskonale zdaje sobie sprawę, jak wiele zawdzięcza De Sice.
– Był jednym z najbardziej wpływowych twórców w historii kina, a także aktorem teatralnym i dokumentalistą. Uważa się go za jednego z ojców neorealizmu oraz czołowych reżyserów i wykonawców nurtu commedia all'italiana. Jego filmy: „Dzieci ulicy”, „Złodzieje rowerów”, „Wczoraj, dziś, jutro” oraz „Ogród rodziny Finzi-Continich” – zdobyły Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego; do nagrody tej nominowano również obraz „Małżeństwo po włosku” – powiedział PAP dziennikarz i pisarz Sebastiano Giorgi.
Zdaniem redaktora naczelnego pisma „Gazzetta Italia” w opowiadaniu o De Sice najważniejsze nie są nagrody, ani nawet wkład w światową kinematografię, lecz jego zasługi dla włoskiego społeczeństwa.
– Jednakże, pomijając zdobyte przez niego wyjątkowe nagrody i ogromną popularność wśród widzów, De Sica uosabia obraz poranionych Włoch, które po zakończeniu II wojny światowej podnoszą się z kolan. Były to Włochy, które De Sica ukazywał nie w duchu triumfalizmu, lecz autentycznie, nie ukrywając problemów i skutecznie pomagając narodowi przejść swego rodzaju psychoanalizę – zaznaczył.
– Oglądając w filmy De Siki, Włosi zaczynali dostrzegać zarówno swoje zalety, jak i wady. Kino tamtej epoki odegrało kluczową rolę w kształtowaniu Włoch w okresie późniejszego boomu gospodarczego – podsumował Giorgi.
Na podobne aspekty zwraca uwagę prof. Alicja Helman podkreślając, że w filmach De Siki wspominany obraz Włoch nie jest jedynie tłem, lecz pełnoprawnym bohaterem filmu. „Powojenny chaos, nędza uboższych warstw ludności, demoralizacja, bezrobocie, korupcja, cały ten ponury obraz zniszczeń, który przyniosła wojna – ostateczna konsekwencja faszystowskich rządów, jest w filmach De Siki nie tylko tłem dla losów jednostki, lecz »gra« na prawach bohatera filmu” – zaznaczyła w książce „Kino klasyczne. Historia kina, tom 2” Helman. „W filmach tego reżysera wszystko jest ważne – nie tylko postaci z pierwszego planu, lecz cała bogata kolekcja typów ludzkich, miejski pejzaż, targowiska, wnętrza domów, fotografowane z całą spontanicznością i prostotą” – podsumowała historyczka filmu.
„De Sica nazywał siebie »artystą ubogich«, zatrudniając zwykłych robotników i ulicznych łobuzów zamiast profesjonalnych aktorów oraz kręcąc na ulicach, w zaułkach i obskurnych mieszkaniach przy dostępnym oświetleniu. Jego kamery uchwyciły kapanie wody z kranów, łuszczącą się farbę i irytujące latające muchy” – recenzowano w 1974 r. w „The New York Times”.
Pomimo reżyserskich sukcesów nie zrezygnował całkowicie z aktorstwa występując w takich filmach, jak m. in. „Pożegnanie z bronią” (1957), „Generał della Rovere” (1959), „Zaczęło się w Neapolu” (1960), „Trzewiki rybaka” (1968) i „Pinokio” (1972)„Jedną z jego największych zalet jest wszechstronność. Jako aktor i reżyser tworzył zarówno filmy dramatyczne, jak i lekkie; wcielał się w role dramatyczne i komediowe: jego zakres ekspresji jest niezwykle szeroki” – charakteryzował De Sikę cytowany przez „Rai Cultura” Luchino Visconti.
Jednocześnie sam De Sica podkreślał, że czuje się reżyserem. „Chciałbym, aby ludzie przestali nazywać mnie aktorem. Nie jestem aktorem z powołania. Grę w filmie traktuję tylko jako hobby i… niezły sposób zarobkowania. Na dłuższą metę aktorstwo mnie męczy i gdy tylko mam możliwość, powracam do swojego prawdziwego zawodu, za jaki uważam reżyserię” – powiedział w 1960 r. w wywiadzie z United Press International.
„Stając się reżyserem o międzynarodowej sławie, nigdy nie porzucił aktorstwa, swojej prawdziwej pasji.
Mówiono o nim, że urodził się, by grać, i wystąpił w około stu filmach, zarówno w rolach głównych, jak i epizodycznych.
Szczególnie zapadła w pamięć jego rola w filmie »Chleb, miłość i fantazja« (1953) Luigiego Comenciniego, u boku Giny Lollobrigidy, oraz w filmie »Generał della Rovere« (1959) Roberto Rosselliniego, zrealizowanym na podstawie scenariusza Indro Montanelliego” – czytamy na stronie internetowej włoskiego nadawcy publicznego „Rai Cultura”.
W połowie lat 60. nakręcił takie filmy, jak oscarowy „Wczoraj, dziś, jutro” (1963) oraz „Małżeństwo po włosku” (1964) – oba z Sophią Loren i Marcello Mastroiannim w rolach głównych. Ostatnim znaczącym filmem De Siki był „Ogród Finzi-Continich” z 1970 r. „Urodziłem się i odrodziłem do życia artystycznego co najmniej pięć razy” – mawiał.
Artysta zmarł 13 listopada 1974 r. „Ludzkość w całej swojej złożoności: humor, miłosne rozczarowania, radość, szczęście, smutek. To wszystko, co oznacza bycie człowiekiem. Wszystko to znajdziesz w filmach De Siki” – ocenił Francis Ford Coppola. (PAP)
Mateusz Wyderka