Dyrektor Centrum Mieroszewskiego dr Łukasz Adamski. Fot. PAP/Marcin Obara
Decyzje władz Ukrainy dotyczące upamiętniania działaczy OUN i UPA pogłębiają polsko-ukraiński konflikt pamięci historycznej, szkodzą interesom obu państw i mogą utrudnić europejskie aspiracje Kijowa, dlatego konieczny jest dalszy dialog – ocenił dyrektor Centrum Mieroszewskiego dr Łukasz Adamski.
Ekspert zajmujący się relacjami polsko-ukraińskimi podkreślił w rozmowie z PAP, że ostatnie wydarzenia nie sprzyjają ani relacjom między Warszawą i Kijowem, ani realizacji interesów obu państw. - Te relacje są jednak wtórne, najważniejszy jest polski interes – powiedział dr Adamski.
Jego zdaniem obecny spór pokazuje, że argumenty strony polskiej dotyczące odpowiedzialności Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) za zbrodnie na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nadal nie trafiają do znacznej części ukraińskich elit.
- Widzimy, że jest konflikt pamięci historycznej. Argumenty o tym, że heroizacja UPA jest niedopuszczalna z uwagi na jej odpowiedzialność za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nie docierają do bardzo wielu przedstawicieli elit ukraińskich – zaznaczył.
Jak dodał, duża część ukraińskich polityków i komentatorów postrzega działalność UPA głównie przez pryzmat walki o niepodległość Ukrainy i oporu wobec Związku Sowieckiego. - Spotykam się z opiniami, że UPA była formacją różnorodną, miała różne epizody na swoim sumieniu, ale nawet gdyby mówić wprost o jej zbrodniach, to w pamięci wielu Ukraińców nie przykryje to pozytywnych aspektów jej działalności – powiedział dr Adamski.
Według eksperta po obu stronach granicy występuje deficyt zrozumienia perspektywy sąsiada. - Po stronie ukraińskiej często brakuje wiedzy historycznej, a także wyczucia proporcji i zrozumienia, że to Ukraina prosi o pomoc i dąży do integracji europejskiej. Natomiast po stronie polskiej bardzo często brakuje empatii wobec traum, których Ukraińcy doświadczyli w XX wieku – ocenił.
Zdaniem eksperta wielu Polaków nie rozumie również znaczenia historycznych mitów w kraju odpierającym rosyjską agresję. - Polacy często nie rozumieją, że inna będzie perspektywa narodu, który żyje pod rosyjskimi bombami i szuka symboli mogących mobilizować społeczeństwo do dalszej walki z Rosją – powiedział.
Adamski zaznaczył jednocześnie, że nie usprawiedliwia to działań władz Ukrainy. - Jest mi smutno, bo uważam, że ten spór nie służy ani Polsce, ani Ukrainie. Mogę mieć tylko nadzieję, że wyniesiemy z niego jakieś konstruktywne wnioski na przyszłość – podkreślił.
Odnosząc się do roli prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w upamiętnieniu działaczy i ruchów nacjonalistycznych, Adamski ocenił, że ponosi on polityczną odpowiedzialność za decyzje, które wywołały obecny kryzys. - Bez wątpienia to prezydent Zełenski jest odpowiedzialny prawnie, politycznie i moralnie. Po pierwsze, dlatego, że wydał ten dekret. Po drugie, dlatego, że tak scentralizował państwo, iż faktyczna polityka odbywa się przede wszystkim w administracji prezydenta – powiedział.
Jak zaznaczył, trudno zakładać, by ukraiński przywódca nie zdawał sobie sprawy z wyjątkowej wrażliwości Polaków na kwestie związane z UPA. - Zełenski na pewno wie, że w Polsce wrażliwość na UPA jest duża, i że bagatelizowanie zbrodni popełnionych przez tę formację wywołuje bardzo silne emocje w polskiej opinii publicznej – ocenił.
Zdaniem Adamskiego skutki obecnego sporu mogą wykraczać poza relacje dwustronne. - Mamy do czynienia ze sporem o dużym potencjale wywoływania emocji, który Polsce utrudni realizację racji stanu, a jeszcze bardziej utrudni to samej Ukrainie, gdyż może jej zaszkodzić na drodze do integracji europejskiej i osłabić legitymizację społeczną dla polityki udzielania pomocy w odpieraniu rosyjskiej agresji – zauważył rozmówca PAP.
Według niego kwestie historyczne mogą stać się jeszcze ważniejszym elementem polskiego stanowiska wobec członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.
- Jak przewiduję, kwestie historyczne będą jeszcze bardziej stawiane jako warunek wsparcia przez Polskę procesów integracji europejskiej Ukrainy. Chodzi o dostosowanie ukraińskiej polityki pamięci do ogólnoeuropejskiego konsensusu, który nie akceptuje gloryfikowania kolaborantów Hitlera czy formacji odpowiedzialnych za masowe zbrodnie przeciwko ludności cywilnej – ocenił.
Spór wywołała decyzja prezydenta Zełenskiego z ubiegłego tygodnia o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”. Ukraiński przywódca uzasadnił, że zrobił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.
Decyzja spotkała się z krytyką w Polsce. Premier Donald Tusk ocenił ją jako niepokojącą, wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz nazwał ją nie do przyjęcia, a szef MSZ Radosław Sikorski ostrzegł, że na sporze historycznym między Warszawą i Kijowem skorzysta przede wszystkim Rosja.
Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że zwróci się do Kapituły Orderu Orła Białego o rozważenie odebrania Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. - Gloryfikowanie UPA jest rzeczą, która dostarczyła rosyjskiej propagandzie wiele tlenu do dezinformacji – powiedział Nawrocki. Podkreślił jednocześnie, że wspieranie Ukrainy w jej obronie przed Rosją pozostaje strategicznym interesem Polski, jednak „tak nie buduje się relacji między narodami”.
Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków, w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
Warszawa i Kijów od lat różnią się w ocenie tych wydarzeń. Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często postrzegane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu.
Pytany o przyszłość dialogu historycznego oraz prowadzonych obecnie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych, Adamski podkreślił, że nie ma dla nich alternatywy. - Dialog historyczny będzie kontynuowany. Nie ma dla niego alternatywy. Jeśli chcemy rozwiązać problem napięć na tle historycznym w relacjach polsko-ukraińskich, to trzeba rozmawiać – zaznaczył.
Jak dodał, jedyną realną drogą do ograniczenia konfliktów pamięci jest stopniowe zbliżanie metodologii profesjonalnych badań historycznych i ujednolicenie kryteriów ocen przeszłości, co długookresowo powinno wpłynąć na zbliżenie perspektyw obu narodów.
Dyrektor Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego wyraził również przekonanie, że obecny kryzys nie doprowadzi do zatrzymania ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej. - Nie widzę powodów, by rząd ukraiński miał teraz wstrzymać ekshumacje. Taki ruch byłby absolutnie nie do usprawiedliwienia i zaszkodziłby samej Ukrainie – ocenił.
Adamski podkreślił, że ewentualne zablokowanie prac mogłoby mieć poważne konsekwencje polityczne. - Nie wyobrażam sobie, aby w Polsce utrzymał się jakikolwiek konsensus dotyczący wspierania Ukrainy na drodze do Unii Europejskiej i udzielania jej pomocy logistycznej oraz wojskowej, gdyby doszło do wstrzymania ekshumacji – powiedział.
Ekspert wyraził nadzieję, że gdy opadną emocje zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, pojawi się refleksja nad kosztami sporów historycznych.
- Mam nadzieję, że po stronie ukraińskiej pojawi się refleksja, iż gloryfikowanie formacji odpowiedzialnych za masowe zbrodnie przeciwko ludności cywilnej osłabia argumenty Ukrainy w staraniach o międzynarodowe poparcie. Mam też nadzieję, że ci komentatorzy w obu krajach, którzy prowadzą obecnie internetowe pojedynki o to, czyja perspektywa odpowiada jednej jedynej prawdzie historycznej, zrozumieją, że nie jest to najlepszy sposób na przekonywanie do swoich racji i do dbania o prestiż państwa polskiego i ukraińskiego – powiedział Adamski.
Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)
jjk/ rtt/ jpn/