Białystok, 20.09.1939. Delegacja sowiecka i niemiecka opuszczająca po podpisaniu porozumienia Pałac Branickich. Fot. PAP/CAF
Dopiero zaczynamy szacować polskie straty spowodowane przez stronę sowiecką - powiedział w rozmowie z PAP Bartosz Gondek, dyrektor Instytutu Strat Wojennych im. Jana Karskiego, podczas międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się we wtorek w Wilnie.
Konferencja „Wilno w cieniu Imperium - straty, pamięć, dialog" z udziałem historyków polskich i litewskich była poświęcona interdyscyplinarnej refleksji nad doświadczeniem sowieckiej dominacji w Europie Środkowo-Wschodniej oraz wspólnemu polsko-litewskiemu dziedzictwu historycznemu.
- 80 lat badaliśmy (Polska) straty wojenne na linii niemieckiej. Są one przeogromne. (…) Natomiast straty sowieckie zawsze nam umykały - przyznał dyrektor Gondek i podkreślił, że „Rosji, wcześniej ZSRR, udawało się ten temat wyciszać".
- Cały czas mamy do czynienia z systemem manipulacji. Rosja konsekwentnie unika odpowiedzialności lub minimalizuje ją tak bardzo, jak to tylko możliwe. Wręcz zaczyna mówić o tym, że powinniśmy być jej wdzięczni. W ten sposób wracamy do narracji znanej z okresu po 1945 roku (...) - powiedział dyrektor Instytutu.
Gondek przypomniał, że „agresorów było dwóch, że ponieśliśmy straty zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, że odpowiedzialność, przede wszystkim historyczną i moralną, ponoszą obie strony - sygnatariusze paktu Ribbentrop-Mołotow".
Dr Arunas Bubnys, dyrektor Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy (LGGRTC), w rozmowie z PAP zwrócił uwagę, że „historia Polski i Litwy w XX wieku była pod wieloma względami podobna; oba nasze kraje doświadczyły okupacji sowieckiej i nazistowskiej oraz terroru". - Mamy wiele wspólnych doświadczeń - podkreślił.
Litwa już w 1995 roku powołała grupę roboczą w celu oszacowania strat wyrządzonych przez Związek Sowiecki. Grupa działała przez kilka lat. Według przedstawionych szacunków straty wyniosły 20 mld dolarów.
- Moim zdaniem ta suma jest zbyt skromna - powiedział Bubnys. - Jak można oszacować wartość ludzkiego życia? Z Litwy deportowano około 120 tys. osób, a około 150 tys. skazano na pobyt w łagrach, gdzie bez wynagrodzenia wykonywali ciężką pracę fizyczną, m.in. przy budowie kolei na Syberii. Około 25 tys. więźniów politycznych nie wróciło z łagrów (…) To są tylko straty demograficzne - dodał.
Zdaniem dyrektora LGGRTC obecnie „należy przede wszystkim odrobić tak zwaną pracę domową, czyli oszacować szkody wyrządzone naszym państwom, społecznościom i ludziom - zarówno ekonomiczne, jak i demograficzne czy kulturalne".
Bubnys wierzy, że „nadejdzie czas, kiedy będzie można przedstawić rachunek państwom okupacyjnym i musimy się do tego przygotować". - Musimy prowadzić badania, gromadzić dokumentację i organizować dyskusje, aby w odpowiednich czasie przedstawić zgromadzony materiał naszym rządom, tak aby mogły one kontynuować prace na poziomie politycznym - powiedział dyrektor LGGRTC.
Dr Barbara Jundo-Kaliszewska, wiceprezes Forum Dialogu i Współpracy im. Jerzego Giedroycia, uważa, że „przede wszystkim należy zadbać o to, aby narracji na temat strat nie przejęły państwa trzecie, na przykład Rosja, która do legitymizowania własnej agresji i działań rewizjonistycznych w regionie wykorzystuje między innymi historię II wojny światowej".
- Musimy wspólnie ustalić, jakie straty poniosły Polska i Litwa na terenie Wileńszczyzny. Musimy również kontynuować dialog na temat tego, jak poszczególne wydarzenia są pamiętane i interpretowane przez Litwę, Polskę oraz Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Kiedy uda nam się wypracować wspólne ustalenia w tym zakresie, dialog kolejnych pokoleń z pewnością będzie mniej obciążony trudną historią - powiedziała PAP Jundo-Kaliszewska.
Wtorkowa konferencja w Wilnie historyków Polski i Litwy na temat strat w czasie wojny i podczas powojennej sowieckiej dominacji była już drugą; pierwsza odbyła się przed rokiem.
- Spotykamy się, aby rozmawiać o stratach nie tylko jako o bilansie strat materialnych, zniszczeń czy utraconych dóbr. Chcemy spojrzeć na to zjawisko szerzej, przez pryzmat losów ludzkich, wspólnot, zerwanych ciągłości kulturowych, a także utraconego dziedzictwa. Wileńszczyzna jest w tym kontekście przestrzenią szczególną. Jej historia pokazuje, jak trudno jest zamknąć niektóre doświadczenia i jak długo pozostają one obecne w pamięci kolejnych pokoleń - zaznaczyła Jundo-Kaliszewska.
Historyczka podkreśliła, że rozliczenie przeszłości „jest szczególnie istotne dzisiaj, kiedy widzimy, jak pozornie niezwiązane ze sobą kwestie historyczne mogą prowadzić do eskalacji napięć oraz osłabienia relacji między sąsiadującymi państwami i społeczeństwami w regionie".
- Tę konferencję traktujemy, jako element budowania odporności społecznej, odporności na manipulację historyczną, dezinformację oraz próby wykorzystywania trudnej przeszłości do pogłębiania podziałów - powiedziała Jundo-Kaliszewska, która pracuje na Uniwersytecie Łódzkim.
Konferencja „Wilno w cieniu Imperium - straty, pamięć, dialog" odbyła się w symbolicznym miejscu - w Tuskulanum, XIX-wiecznym zespole pałacowo-parkowy położonym w wileńskiej dzielnicy Żyrmunai, który w 1940 roku został znacjonalizowany, a z apartamentów w pałacu korzystali oficerowie KGB.
Pod koniec lat 90. ustalono, że na terenie parku były grzebane ofiary zbrodni popełnionych przez wileńskie KGB w latach 1944-1947 - członkowie litewskiego ruchu oporu, żołnierze AK, osoby kolaborujące z nazistami, dezerterzy z wojsk sowieckich. Zwłoki ekshumowano z masowych grobów i umieszczono w kolumbarium zbudowanym nieopodal pałacu, na stoku sztucznie utworzonego wzgórza. Kolumbarium poświęcono w 2004 roku. Umieszczono tu około 700 bezimiennych skrzynek ze szczątkami ludzkimi.
Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP)
aki/ ap/ dafa/