Ul. Wolska w Warszawie. Fot. Aleksander Minorski/ Źródło: Muzeum Warszawy
Portretował Warszawę robotniczą i ubogą, był skupiony na losach osób wykluczonych i marginalizowanych - fotograf Aleksander Minorski urodził się 30 sierpnia, 120 lat temu. Jego prace można oglądać jeszcze przez kilka dni na wystawie „Fotografia to interwencja” w Muzeum Warszawy.
W 120. rocznicę urodzin fotografa Muzeum Warszawy przygotowało oprowadzanie muzyczne z udziałem zespołu Hańba! „Specjalnie skomponowane przez zespół utwory, oparte na poezji z lat 30., można usłyszeć na ekspozycji. Hańba! w swoim założeniu była fikcyjną orkiestrą uliczną, której bohaterowie, przy wsparciu poetów (m.in. Tuwim, Broniewski, Szymański, Szenwald, Ginczanka czy Wittlin) oraz podwórkowego instrumentarium, piętnowali zło i nienawiść otaczającego ich świata lat 30. i 40. XX w.” - napisano w zapowiedzi wydarzenia. „Po wejściu w drugą dekadę działalności zespołu nie sposób już jednak odróżnić, gdzie kończą się zmyślenie, poezja i historyczny anturaż, a gdzie rozpoczyna opowieść o smutnym obliczu współczesności”. W 2018 r. zespół wyróżniono Paszportem „Polityki”, otrzymał także Nagrody im. Grzegorza Ciechowskiego (2017) oraz Nagrody im. Czesława Niemena (Nowa Tradycja 2014).
Jak podkreślono w opisie ekspozycji, twórczość Minorskiego jest niemal nieobecna w powszechnej świadomości. Wystawa prezentuje fotografie, filmy i teksty artysty skupione na losach osób wykluczonych i marginalizowanych, a przede wszystkim ukazuje stojącą za nimi postawę i przekonania. To także opowieść o „rzadko oglądanym obliczu Warszawy — robotniczej i ubogiej z lat 30. XX wieku, a także miasta odbudowanego po wojnie, pełnego nowych osiedli powstających w latach 60. i 70.”.
Warszawa ze zdjęć Minorskiego to nie elegancka i nowoczesna stolica, której główne ulice rozświetlane są nocą przez neony, ale miasto robotników, piaskarzy, bezrobotnych, nierówności społecznych. Zamiast efektownych modernistycznych gmachów widzimy drewniane jednopiętrowe domy o krzywych ścianach i dziurawych dachach. Ale także starania o poprawienie losów najuboższych mieszkańców Warszawy i budowę osiedla na Kole. „Minorski podejmował tematy pozostające na marginesie zainteresowań współczesnych mu fotografów i fotografek - zauważa kuratorka Karolina Puchała-Rojek w książce wydanej z okazji wystawy. - Zależało mu na pokazywaniu nierówności społecznych, skrajnej biedy robotników i osób bezrobotnych, a przede wszystkim - losu dzieci. Do jego najbardziej przejmujących prac z lat 30. XX wieku należą zdjęcia robotniczej Warszawy”.
Lata II wojny światowej spędził w Nowosybirsku. „Wyruszył na wschód nie tylko dlatego, że, jak większość komunistów, uciekał przed hitlerowcami. Mówił świetnie po rosyjsku, zdążył też poznać Rosję zarówno przed rewolucją październikową 1917 roku, jak i w jej trakcie. Urodził się bowiem latem 1906 roku niedaleko Donbasu” - przypomina kuratorka. Przyszły fotograf do Warszawy przyjechał w 1923 r. W 1930 r. rozpoczął studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego, których nie ukończył. Marzył, że zostanie filmowcem. Czas największej aktywności Minorskiego jako fotografa to lata 1936-38, gdy angażował się w przedsięwzięcia organizacyjno-kulturalne z ramienia KPP; jego prace ukazują się w komunistycznej prasie, czasopismach poświęconych architekturze i urbanistyce czy sprawom społecznym i kulturalnym.
Do Warszawy wrócił w 1956 r. „Prawie do końca życia fotografował obchody pierwszomajowe i nowo powstające osiedla. Wykonywał tę dokumentację z perspektywy twórcy o komunistycznych przekonaniach, a także osoby, która nie doświadczyła widoku zburzonego miasta - pisze Puchała-Rojek. - Jego zdjęcia z dekad powojennych wydają się wyrazem tego, jak postrzegał polityczną i społeczną rzeczywistość PRL”.
Wystawę „Aleksander Minorski. Fotografia to interwencja” oglądać można do 6 września w Muzeum Warszawy. (PAP)
pj/ miś/