Maksym Kołomyjec. Fot. Krzysztof Bieliński/Teatr Wielki Opera Narodowa
W „Matkach Chersonia" opowiadamy o ludziach, których możesz spotkać w autobusie, pociągu czy na dworcu. Ta historia jest wciąż żywa — powiedział PAP ukraiński kompozytor Maksym Kołomyjec. Operę od 16 października można zobaczyć w Teatrze Wielkim — Operze Narodowej w Warszawie.
„Matki Chersonia" w reżyserii Barbary Wysockiej, z muzyką Maksyma Kołomyjca (Maxima Kolomiietsa) i librettem George'a Branta to koprodukcja z Metropolitan Opera w Nowym Jorku, a warszawska premiera jest jednocześnie pierwszym światowym wykonaniem tej opery.
Polska Agencja Prasowa: „Matki Chersonia" opowiadają historię dzieci porwanych w trakcie wojny w Ukrainie, ratowanych przez zrozpaczone matki. W jaki sposób muzyka może w ogóle opowiedzieć o traumie, wojnie, cierpieniu?
Maksym Kołomyjec: Muzyka sama w sobie nie może mówić, o wojnie też nie. Poprzez muzykę można jednak oddać emocje towarzyszące różnym sytuacjom i doświadczeniom. Również wojny. W przypadku tej opery muzyka jest narzędziem budującym emocje.
PAP: Jakie emocje możemy odnaleźć w pana muzyce?
M.K.: Są tragedia i ból, ale są także miłość i euforia. W libretcie, które powstało jako pierwsze, jeszcze przed samą muzyką, odnajdziemy właściwie wszystkie emocje. Chciałem oddać je także w muzycznym kolorze, melodii, harmonii.
PAP: Muzyka to ilustracja wojennego reportażu? Trudno było panu pisać operę o ogarniętej wojną ojczyźnie?
M.K.: Tak, ponieważ my — Ukraińcy — żyjemy w wyjątkowej sytuacji. Myślę jednak, że wojna jest bolesna nie tylko dla nas, ale dla każdego.
Z drugiej strony mówię o czymś, czego sam doświadczam. Właściwie mówię o samym sobie. W tym więc przypadku odnalezienie emocji było dla mnie łatwiejsze. Nie wyczytuję ich tylko i wyłącznie z libretta.
PAP: Czy między muzyką a treścią opery jest symbioza, muzyka oddaje opowieść? A może jest ona oparta na kontrze?
M.K.: Staram się być najbliżej treści, jak to tylko możliwe. George (Brant — amerykański dramaturg, autor libretta opery — PAP) stworzył naprawdę świetną sztukę. Jest w tym też kontrast, ponieważ obok siebie odnajdziemy skrajne emocje — oprócz tragedii jest także radość.
PAP: Czuje się pan prekursorem, opowiadając poprzez współczesną muzykę o współczesnych wydarzeniach?
M.K.: To dla mnie ciekawe doświadczenie. Nie umiem tego z niczym porównać, ponieważ praca nad „Matkami Chersonia" jest dla mnie czymś całkowicie nowym.
I nie tylko dla mnie. Rozmawiałem ze śpiewakami i oni także powtarzają, jeszcze nie śpiewali historii ludzi, którzy żyją. Zazwyczaj w operze spotykamy dawnych bohaterów, a w przypadku „Matek Chersonia" opowiadamy o ludziach, których możesz spotkać w autobusie, pociągu czy na dworcu. Ta historia wciąż trwa.
PAP: Jak to się stało, że skomponował pan tę operę?
M.K.: Pomysł, że opowiemy o matkach dzieci porwanych przez Rosjan, wcale nie przyszedł do nas tak od razu, przez wiele miesięcy próbowaliśmy wybrać właściwy temat. To George zaproponował, abyśmy opowiedzieli właśnie historię matek.
Od samego początku myślałem o pierwszym akordzie opery. Sądzę, że spędziłem nad tym cały miesiąc. Ten akord to jednak główny punkt opery, określa cały jej nastrój.
PAP: To pana trzecia opera — po „Espenbaum" i „Nitch". Czy praca nad „Matkami Chersonia" była inna w porównaniu z poprzednimi operami?
M.K.: Zdecydowanie. Przede wszystkim dlatego, że jest zdecydowanie większa, wystąpi więcej śpiewaków i muzyków.
Nie powiedziałbym jednak, że jest już definitywnie skończona. Wciąż dokonujemy poprawek w partyturze, pracujemy nad nią. Chociażby dzisiaj zmieniam detale, przestawiam akcenty, gdy idzie o dramaturgię partytury.
PAP: Jakie miejsce zajmuje praca operowa na pana muzycznej drodze? Czy jest ona dopełnieniem elektronicznej ścieżki?
M.K.: To są dwie różne drogi. Dla mnie nie ma znaczenia, czy jest to muzyka elektroniczna, czy orkiestrowa. Chodzi przecież o muzykę w ogóle. Obie te ścieżki dysponują różnymi narzędziami wyrażania emocji. Oczywiście, obie sprawiają, że mogę te doświadczenia wzajemnie wykorzystać, co sprawia, że mam szeroką gamę możliwości.
PAP: Czego oczekuje pan od „Matek Chersonia"?
M.K.: Mam nadzieję, że każdy, kto zobaczy tę operę, stanie się bardziej wrażliwy. Jest ona o miłości, rodzicach, dzieciach. Każdy zatem znajdzie coś, co jest mu bliskie, ponieważ opera opowiada o rzeczach uniwersalnych.
PAP: Jest także o wojnie w Ukrainie, która jest blisko, tuż za polską granicą...
M.K.: Musimy pamiętać, że świat wokół nas jest kruchy. Nikt nie wie, co stanie się za miesiąc czy dwa. To bardzo ważne, aby zrozumieć tę kruchość.
PAP: Przypominanie o tym traktuje pan jak swoją misję?
M.K.: Myślę, że jest to ważniejszy aspekt mojej działalności niż bycie tylko kompozytorem. Chcę, by ta opera była deklaracją skierowaną do różnych ludzi w różnych częściach świata.
Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)
Maxim Kolomiiets (Maksym Kołomyjec) - jest absolwentem Narodowej Akademii Muzyki Ukrainy w Kijowie. Nie tylko tworzy, ale i wykonuje utwory z zakresu muzyki współczesnej — jest oboistą Kijowskiej Orkiestry Symfonicznej oraz zespołu Ucho. W 2015 r. otrzymał III nagrodę Varele Komponistenpreis w Oldenburgu; w 2020 r. zwyciężył w konkursie „Gradus ad Parnassum" w Kijowie, a w 2021 r. - w kijowskim konkursie dla młodych kompozytorów im. Myrosława Skoryka.
Na tle jego licznych utworów instrumentalnych (symfonicznych i kameralnych, takich jak np. „Four River", „Window Behind the Window" i „Waiting for the Light"), wyróżniają się opery. Pierwsza z nich - „Espenbaum" - powstała na zamówienie zespołu Ucho w 2018 r. Druga, „Nitch" z 2020 r., powstała do libretta Tarasa Frołowa. „Matki Chersonia" to jego trzecia opera.
Znacznie łatwiej przychodzi mu popularność w muzyce elektronicznej. Kołomyjec występuje pod pseudonimem InnerLicht, a jego album „Dragon Songs" (2024) został uznany za płytę roku w rankingu Ukrinform. Z kolei płyta „Ingegärd" trafiła na listę 10 najlepszych kompozycji współczesnych 2024 r. bloga „a closer listen".
Polska Agencja Prasowa jest patronem medialnym sezonu 2026/2027 w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. (PAP)
akr/ miś/