Hala Koszyki w Warszawie, 2016 r. Fot. PAP/Jacek Turczyk
Dawne budynki poprzemysłowe przekształca się w centra rozrywkowo-gastronomiczne. Ujednolica się przestrzeń, często niszcząc tożsamość miejsca. A zabytek to przecież także czas, który pozostawia unikalne ślady – powiedział PAP p.o. dyrektora Narodowego Instytutu Dziedzictwa Michał Krasucki.
Narodowy Instytut Dziedzictwa odpowiada za standardy ochrony zabytków w Polsce. Nowe inwestycje z reguły wymuszają łączenie historii z nowoczesnością, a komercyjne adaptacje dawnych obiektów nierzadko budzą kontrowersje.
PAP: Gdzie przebiega granica między udaną adaptacją zabytku a niszczeniem jego autentyczności? Przykład warszawskiej Hali Koszyki do dziś dzieli ekspertów – dla jednych to sukces komercyjny, dla innych jedynie atrapa i tzw. „fasadyzm”.
Michał Krasucki: Hala Koszyki została oddana do użytku w 2016 r., a kluczowe decyzje zapadały jeszcze wcześniej. Dzisiaj podeszlibyśmy do tego projektu pewnie trochę inaczej. W przypadku obiektów o tak dużej wartości historycznej kluczowe jest maksymalne zachowanie oryginalnej substancji. Przy Koszykach balansowano na granicy kompromisu, biorąc pod uwagę skalę i zakres przeprowadzonych rozbiórek.
Oczywiście końcowy efekt wizualny może się podobać. Zachowano dwa murowane budynki oficyn, mnóstwo detali oraz oryginalną konstrukcję stalową, choć ta ostatnia nie pełni już funkcji nośnej. Z perspektywy czasu wiemy jednak, że można było uratować więcej, choć wówczas było to też pytanie o przyszłą funkcjonalność obiektu. Granica kompromisu konserwatorskiego wyraźnie się przesunęła. Współczesny odbiorca rzadko pamięta, jak głęboka była to ingerencja – widzi po prostu atrakcyjną, tętniącą życiem przestrzeń handlową i gastronomiczną.
Dawne budynki poprzemysłowe oraz handlowe przekształca się dziś w centra rozrywkowo-gastronomiczne. W ten sposób ujednolica się przestrzeń, często niszcząc tożsamość miejsca i naturalną patynę. Zabytek to przecież także czas, który pozostawia swoje unikalne ślady. Największym wyzwaniem dla architektów jest dziś zmiana języka estetycznego – tak, aby obiekty po renowacji pozostawały autentyczne i celowo „stare”. Świadectwo upływu czasu musi być widoczne. To fundamentalna zasada nowoczesnej konserwacji.
PAP: Cenne obiekty z XIX i XX w. każdego dnia znikają z map Polski, zanim w ogóle trafią pod opiekę konserwatora. Czy NID stworzy ogólnopolską „czarną listę” najbardziej zagrożonych budynków?
M.K.: Narodowy Instytut Dziedzictwa jest i będzie aktywnie włączony w ten proces. Mówiąc o najbardziej zagrożonych obiektach, musimy wskazać na dwa elementy. Z jednej strony jest to stały monitoring obiektów już wpisanych do rejestru zabytków, ale znajdujących się w stanie krytycznym. Taki nadzór w terenie chcemy wpisać w nasze plany na najbliższe trzy lata i będzie on konsekwentnie realizowany przez oddziały terenowe.
„Największym wyzwaniem dla architektów jest dziś zmiana języka estetycznego – tak, aby obiekty po renowacji pozostawały autentyczne i celowo »stare«. Świadectwo upływu czasu musi być widoczne. To fundamentalna zasada nowoczesnej konserwacji.”
Bezpośrednie blokowanie kontrowersyjnych działań inwestorów, wydawanie pozwoleń na budowę czy sam wpis do rejestru to jednak ustawowe zadania wojewódzkich konserwatorów zabytków. Nadzór nad tym procesem sprawuje Generalny Konserwator Zabytków, który te decyzje ostatecznie podtrzymuje lub uchyla. NID dostarcza w tych sprawach eksperckich argumentów, które pomagają podejmować właściwe decyzje ochronne.
PAP: Przez dekadę był pan Stołecznym Konserwatorem Zabytków. Które z warszawskich rozwiązań da się wdrożyć w całym kraju, a które mechanizmy w mniejszych gminach wymagają całkowitej zmiany podejścia?
M.K.: W nowej roli, jako dyrektor NID, stawiam na wzmocnienie oddziałów terenowych we wszystkich 16 województwach. Kluczem jest zacieśnienie współpracy między konserwatorami miejskimi, wojewódzkimi a NID. Nasze ekspertyzy muszą odpowiadać na faktyczne potrzeby urzędników w terenie – przygotujemy je tak, by były proste, zwięzłe i użyteczne w bieżącej pracy administracyjnej.
Będę chciał wykorzystać także doświadczenie z pracy przy jednym z moich ulubionych projektów. Wzorując się na programie warszawskich pracowni historycznych, widzę potrzebę stworzenia ogólnokrajowego systemu ochrony miejsc po zmarłych artystach oraz rzemieślnikach. To rozwiązanie pozwoli ratować te unikalne przestrzenie przed likwidacją. Kolejna lekcja ze stolicy to bezpieczeństwo obiektów na wypadek kryzysu i wojny. Wdrażane w Warszawie wytyczne bezpieczeństwa oraz praktyczny „narzędziownik” dla właścicieli obiektów chciałbym przenieść na poziom ogólnopolski. Oczywiście będzie to wymagało bliskiej współpracy z odpowiednimi komórkami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Przez lata przekonałem się także, że ochrona zabytków nie może opierać się wyłącznie na decyzjach administracyjnych. To musi być dyskusja, która połączy służby państwowe, społecznych opiekunów, ekspertów oraz właścicieli nieruchomości. Będę namawiał do tego, aby takie rozmowy stały się standardem w każdym województwie, choć oczywiście to jest domena wojewódzkich i samorządowych konserwatorów zabytków.
PAP: Zapowiedział pan mocniejsze włączenie oddziałów terenowych w system ochrony. Co najbardziej paraliżuje regionalne oddziały NID – procedury czy brak kadrowy?
M.K.: Z tych dwóch większym problemem są braki kadrowe. Mamy w kraju oddziały, w których pracuje zaledwie po kilka osób. Przykładowo, w oddziale warszawskim są tylko trzy etaty, z czego jedna osoba przebywa na długotrwałym zwolnieniu lekarskim. W tak małym zespole trudno prowadzić szersze działania w terenie. Ta placówka bez stałej pomocy centrali NID po prostu nie mogłaby funkcjonować.
Z drugiej strony mamy oddziały znacznie silniejsze osobowo, zatrudniające na przykład po osiem osób. Tam jednak barierą bywa brak pełnego przekroju specjalizacji zawodowych. Moim celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której każdy oddział regionalny składa się z konserwatora, historyka sztuki, architekta, archeologa oraz specjalisty zajmującego się zabytkową zielenią. Taki przekrój kadrowy jako jedyny gwarantuje pełną interdyscyplinarność, której system ochrony zabytków pilnie potrzebuje. W tej chwili w wielu miejscach tego brakuje, przez co potencjał poszczególnych placówek jest nierówny.
„Wzorując się na programie warszawskich pracowni historycznych, widzę potrzebę stworzenia ogólnokrajowego systemu ochrony miejsc po zmarłych artystach oraz rzemieślnikach. To rozwiązanie pozwoli ratować te unikalne przestrzenie przed likwidacją.”
Dlatego osobiście odwiedzam oddziały w całym kraju. Podczas wizyt terenowych zwracam szczególną uwagę na to, jak układa się współpraca między naszymi placówkami a konserwatorami wojewódzkimi i miejskimi. Relacje te wyglądają różnie – zazwyczaj kooperacja jest dobra, ale niektóre obszary wymagają zdecydowanej poprawy.
PAP: Instytut działa od lat 60. XX wieku, ale przeciętny Polak niewiele o nim wie. Jak przeprowadzka do nowej siedziby i zapowiadana cyfryzacja mają to zmienić? Co realnie zyska obywatel?
M.K.: Nowa siedziba daje nam nowoczesną infrastrukturę, lepsze warunki pracy dla całego dużego zespołu. Jednocześnie wyzwala wyzwania związane z pełnym otwarciem naszego zasobu bibliotecznego i archiwalnego. Przez lata zgromadziliśmy gigantyczną, unikalną dokumentację oraz fototekę, która w dużym stopniu dokumentuje historię systemu ochrony zabytków w Polsce z ostatnich kilkudziesięciu lat. Chcemy stworzyć zintegrowany system cyfrowy, który zapewni powszechny dostęp online do tych opracowań, w tym wszystkich materiałów pozostających dotychczas w maszynopisie, niepublikowanych. To narzędzie zarówno dla badaczy i urzędników, jak i prywatnych właścicieli obiektów historycznych.
Sama cyfryzacja to jednak dziś standard. Aby zwiększyć rozpoznawalność instytutu, zmieniamy strategię popularyzatorską. Zamiast rozdrabniać się na dziesiątki małych akcji, stawiamy na kilka dużych, ogólnokrajowych projektów. Równolegle kładziemy nacisk na bezpieczeństwo – nowoczesny monitoring najcenniejszych obiektów wraz z ich dokumentacją 3D oraz wspomniany „narzędziownik”, który daje właścicielom i zarządcom zabytków jasne wytyczne na wypadek sytuacji kryzysowych.
PAP: Jak NID chce promować i tchnąć nowe życie w tradycje znane tylko lokalnie?
M.K.: Kluczowym elementem naszych działań jest powołanie w każdym województwie regionalnych koordynatorów do spraw dziedzictwa niematerialnego. To się już wydarzyło przed moim przyjściem do instytutu i uważam to za spore osiągnięcie. Zadaniem tych ekspertów jest identyfikowanie lokalnych tradycji, dobrych praktyk oraz unikalnych umiejętności przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Pomagamy te zjawiska promować oraz wspieramy społeczności, które są ich depozytariuszami. To właśnie ludzie i ich tożsamość są w tym procesie najważniejsi. Zachęcamy ich i merytorycznie wspieramy w staraniach o oficjalną ochronę prawną, na przykład poprzez wnioskowanie o wpis na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Liczba takich wpisów stale rośnie. W kontekście pytania o walory turystyczne trzeba jednak podkreślić, że rozwój turystyki jest tu efektem wtórnym. Naszym głównym celem jest wzmacnianie poczucia własnej wartości i tożsamości lokalnych społeczności wokół ich własnych, żywych tradycji.
PAP: Zbliżają się Dni Architektury Drewnianej. Co jest dziś największym wyzwaniem przy ratowaniu drewnianych domów?
M.K.: Właściciele domów drewnianych – i nie mówię tu tylko o obiektach wpisanych do rejestru zabytków, ale po prostu o historycznym budownictwie – często zakładają, że stuletni budynek nadaje się już tylko do rozbiórki. Tymczasem współczesne, dobrze rozpoznane technologie pozwalają te obiekty skutecznie ratować.
Kluczem jest przede wszystkim bieżąca konserwacja, a w przypadku remontu cząstkowa wymiana zniszczonych elementów konstrukcyjnych, odpowiednia impregnacja przeciwgrzybiczna oraz profesjonalne zabezpieczenie przed wilgocią i odprowadzenie wody. Daje to znakomite rezultaty. Te budynki nie były projektowane na chwilę – przy właściwym użytkowaniu mogą przetrwać stulecia. Mamy w Polsce przykłady drewnianych dworów czy domów przysłupowych, które liczą sobie ponad 200 lat. Promocji takich dobrych praktyk i pokazaniu, że ratowanie drewnianego dziedzictwa jest możliwe oraz opłacalne, służą właśnie Dni Architektury Drewnianej. To ogólnopolski projekt, w który angażuje się obecnie osiem województw.
PAP: Czy osoby, które chciałyby uratować drewniany dom, mogą liczyć na wsparcie Narodowego Instytutu Dziedzictwa?
M.K.: Zdecydowanie tak. Przygotowaliśmy specjalistyczny „Poradnik opiekuna domu drewnianego”, który krok po kroku wyjaśnia, jak podejść do renowacji takiego obiektu. Każdy, kto szuka rzetelnej wiedzy, może skontaktować się bezpośrednio z naszymi Działem Kultury Tradycyjnej i Centrum Architektury Drewnianej w Zakopanem. Nasi eksperci pomogą i skierują do specjalistów, którzy doskonale znają specyfikę architektury drewnianej.
Inwestorów kierujemy również do wojewódzkich i miejskich konserwatorów zabytków, a przede wszystkim do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Resort co roku uruchamia programy dotacyjne dedykowane także na prace konserwatorskie przy zabytkach drewnianych. To właśnie te fundusze w połączeniu z wiedzą pozwalają skutecznie przywracać właściwy stan cennym obiektom polskiego dziedzictwa.
Rozmawiała Katarzyna Krzykowska
Michał Krasucki to historyk sztuki i varsavianista, specjalizujący się w historii architektury XIX i XX w. oraz dziedzictwie architektonicznym Warszawy tego okresu.
W latach 2010-2015 był kierownikiem Pracowni Badań i Dokumentacji Zabytków w CIM-mes Projekt Sp. z o.o. Następnie, w latach 2016-2026 pełnił funkcję Stołecznego Konserwatora Zabytków w Urzędzie m.st. Warszawy. Równocześnie był pełnomocnikiem Prezydenta Warszawy do spraw UNESCO, w którego imieniu prowadził Sekretariat Regionalny OWHC na Europę Środkową. Przewodniczył pracom licznych zespołów, w tym warszawskiego Zespołu ds. Pomników i Upamiętnień oraz Zespołu ds. Warszawskich Pracowni Historycznych. Był również członkiem warszawskiego Zespołu ds. Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.
30 czerwca został powołany przez minister kultury i dziedzictwa narodowego Martę Cienkowską na stanowisko p.o. dyrektora Narodowego Instytutu Dziedzictwa. (PAP)
ksi/ aszw/