„Wielki Piec… Ginter łostoń” - spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja w Śląskim Teatrze Impresaryjnym w Rudzie Śląskiej.
Gdyby ktoś, opętany albo nawiedzony, zabronił używania w miejscach publicznych języka śląskiego dlatego, że nie jest językiem, ulice Rudy Śląskiej byłyby puste. Bo tam mowa śląska to nie tylko dziedzictwo, ale wciąż element życia codziennego - pisze Barbara Szmatloch, specjalistka tematyki śląskiej, po premierze „Wielki Piec… Ginter łostoń”.
Spektakl „Wielki Piec… Ginter łostoń” w reżyserii Zbigniewa Stryja otworzył 10 października tegoroczną Rudzką Jesień Kulturalną. W ramach tej imprezy zaplanowano spektakle teatralne, koncerty, wystawy, spotkania oraz wydarzenia poświęcone historii i śląskiej kulturze. O wrażeniach po pierwszym spektaklu pisze Barbara Szmatloch, specjalistka tematyki śląskiej, autorka m.in. książki „Wihajster do godki. Lekcje śląskiego”.
* * *
Żywot Gintra i Wielkiego pieca
Gdyby ktoś, opętany albo nawiedzony, zabronił używania w miejscach publicznych języka śląskiego dlatego, że nie jest językiem, ulice Rudy Śląskiej byłyby puste. Także niektóre przychodnie czy sklepy. Bo tam mowa śląska to nie tylko erbowizna (dziedzictwo), to wciąż element życia codziennego.
Dlatego od kilku lat przyznawane są odznaki „Kamrat Rudzki” ludziom i organizacjom zasłużonym dla tego miasta. Działa tam też Śląski Teatr Impresaryjny, którego jestem fanką. Bo tam wszyscy na binie (scenie) godajom po ślonsku.
Noprzod była „Gita story”, potym inksze tyjatry przi kerych cowiek sie lachoł (śmiał). Ale na sztuce „WIELKI PIEC… Ginter łostoń” żodnymu niy było do śmiychu. Kożdy szałszpiler (aktor) był tak poważny, że jo myślała, co zaroz ślezie z biny coby i mie łodpytać tak jak łodpytowoł Gintra eli chce pojechać do Rajchu, eli tukej łostać. I wtynczos wylazło szydło z miecha (worka), bo łon chcioł jechać, mioł nawet zezwolynie i kozoł stolorzowi robić krzinie na szranki, stołki i cołki dobytek.
Barbara Szmatloch: Największą siłą spektaklu jest to, że rudzka publiczność ogląda w nim własną historię. Bo w niyjedny ślonski familji ludzie deliberowali (dyskutowali) nad tym, eli sam łostać abo pojechać do Rajchu.
Choćby zapomnioł, że jego braty i fater (ojciec) prali (bili) sie w powstaniach śląskich. Ale już jego ślubno niby to sie przekludzić (przeprowadzić) chciała, ale ino trocha. Zaś dziołcha Gintra kero miała szaca (narzeczonego), do Niymcow jechać niy zamiarowała. Niy chciała łostawić szaca i coby potym jejich bajtle (dzieci) rzykały (modliły się) po niymiecku. No i niy chciała być tam cudzo (obca).
Wmiyszali sie w to jedyn ksiynżoszek, kamratki i kamraty, partyjnioki i WIELKI PIEC… kery trza było wyrychtować. Bo za binom durch pokazowali na filmie tyn piec i huta Pokoj, w kery wszyscy robiyli (pracowali), kero dowała miyszkania, wczasy, kolonie, zegrodki z klotkami i grincojgym (warzywami), a komu chciała, to i podwyżki. I tego Ginter niy mog sie docekać. Dostoł za to zaproszynie na Dziyń Hutnika. Na festynie były wuszt (kiełbasa), piwo, karasole, ponki (jabłka) w cukrze i grała kapela. A na binie jedni drugym robiyli na złoś abo na przekor coby postawić na swojym.
Widz zaroz sie kapnie, że niy idzie tukej ło żodno idyjologio, ino ło byt dlo familje. Ginter przeca godo: Moje to jes dbać ło familjo.
Przichodzi rok 1970 i ludzie stond tyż chcom łodmiynić swoj los. Komunistka Wera zacła robić w konzomie (sklepie) ze szczewikami (butami), wikarego przeniyśli na Podlasie, a Ginter dostoł miyszkanie z widokym na WIELKI PIEC. Jak nareście cołko familjo Gintra przekludziyła sie do Niymcow, dostoł łon łodszkodowanie za to, że był w niymieckym wojsku i że był ranny …
„Ginter” jest zbudowany z lokalnej pamięci. Największą siłą spektaklu jest to, że rudzka publiczność ogląda w nim własną historię. Bo w niyjedny ślonski familji ludzie deliberowali (dyskutowali) nad tym, eli sam łostać abo pojechać do Rajchu.
Scynariusz spektaklu napisoł i go wyreżyserowoł Zbigniew Stryj. Niy mogło być inaksi, kej jego łojce i starziki byli stond. A łon som łostoł Kamratym Rudzkym tak samo jak Śląski Związek Chórów i Orkiestr, rechtorka (nauczycielka) za edukację regionalną oraz cowiek kery poradzi grać w szachy jak żodyn inkszy.
Żeby się dowiedzieć, co było potem z „WIELKIM PIECEM”, Gintrem, z wikarym i innymi bohaterami spektaklu, trzeba go zobaczyć. Bo nawet panowie w ancugach (garniturach) siedzący z tyłu, którzy dzielili się uwagami typu: Ja nic nie rozumie, dotrwali do końca.
Barbara Szmatloch
* * *
Spektakl „Wielki Piec… Ginter łostoń” został zrealizowany w reżyserii i według scenariusza Zbigniewa Stryja. To opowieść o tożsamości, rodzinie, pracy i sile lokalnej wspólnoty, osadzona w śląskich realiach i opowiedziana po śląsku – z humorem i wzruszeniem.
Przedstawienie można zobaczyć w niedzielę (11 października) o godz. 16:00 i 19:00 w siedzibie Śląskiego Teatru Impresaryjnego im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej przy ul. ul. Piotra Niedurnego 69.
Kolejne przedstawienie zaplanowano na poniedziałek, 12 października, o godz. 18:00.
W październiku Śląski Teatr Impresaryjny zaprosi również na śląski monodram „Zowdy chciałach być aktorkom” (16 października, godz. 18:00), a także klasyczną „Zemstę” Aleksandra Fredry w wykonaniu Teatru Klasyki Polskiej (22 października, godz. 11:00 i 18:00).
Jednym z najważniejszych wydarzeń jesiennego programu będzie jubileuszowa, 30. gala rozdania nagród „Hanysy”, która odbędzie się 11 listopada o godz. 17:00. Wydarzenie organizują Miasto Ruda Śląska oraz Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej. Pomysłodawcą i reżyserem gali jest Grzegorz Poloczek.
Wśród dotychczasowych laureatów „Hanysa” znaleźli się m.in. Lech Wałęsa, Jan Miodek, Jerzy Buzek, Zbigniew Religa, Adam Małysz, Małgorzata Szejnert, Franciszek Pieczka, Jerzy Duda-Gracz, Kazimierz Kutz, Antoni Piechniczek, Krystyna Loska, Marcin Daniec, Otylia Jędrzejczak, Bernard Krawczyk i Magdalena Piekorz. (PAP)
kr/