Aktor Wladyslaw Kowalski. Fot. PAP/Paweł Kula
90 lat temu, 24 lutego 1936 r. urodził się Władysław Kowalski – aktor filmowy i teatralny, nauczyciel akademicki. – Nazywaliśmy go Kajtek. Jego uroda skrywała w sobie jakąś chłopięcość i to powodowało, że wzbudzał zaufanie – opowiadał PAP Olgierd Łukaszewicz, kolega Kowalskiego z teatralnej garderoby w warszawskim teatrze Powszechnym.
„Człowiek dobry i szlachetny. Wybitny artysta i pedagog. Dla najbliższych Kajtek” – pisał po śmierci Władysława Kowalskiego aktor i publicysta Witold Sadowy. Słowa wówczas przez niego użyte często przewijają się w rozmowach o artyście – z jego uczniami, kolegami z teatru i planu filmowego.
Zagrał w kilkudziesięciu filmach, stworzył ponad sto ról teatralnych, a z tymi radiowymi - kilkaset. Dla wielu widzów na zawsze pozostał Jerzym z serialu „Kolumbowie” (1970) w reż. Janusza Morgensterna. Nieco młodsi zapamiętali go jako profesora historii z adaptacji popularnej powieści Edmunda Niziurskiego „Sposób na Alcybiadesa” (1997) w reż. Waldemara Szarka. Władysław Kowalski to jednak nie tylko wybitny aktor.
Urodził się 24 lutego 1936 r. w Żurawcach k. Tomaszowa Lubelskiego. Do zdawania na studia aktorskie przekonał go licealny nauczyciel języka polskiego. W 1959 r. ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Jeszcze w tym samym roku zadebiutował w gdańskim Teatrze Wybrzeże (spektakl „Kapelusz pełen deszczu” w reżyserii Andrzeja Wajdy). Drogi Wajdy i Kowalskiego przetną się jeszcze wielokrotnie. „To były piękne czasy. Wówczas teatr był wszystkim. Myśmy to czuli i myśmy ten ciężar dźwigali na plecach” – wspominał początki swojej artystycznej drogi Kowalski.
W 1960 r. zaczął występować w Teatrze Ateneum w Warszawie. Po czternastu latach związał się z Teatrem Powszechnym. – Nazywaliśmy go Kajtek. Jego uroda skrywała w sobie jakąś chłopięcość i to powodowało, że wzbudzał zaufanie – opowiadał PAP Olgierd Łukaszewicz, kolega Kowalskiego z teatralnej garderoby w Powszechnym. – Dla nas pozostał nim w zasadzie przez całe życie, nawet będąc poważnym profesorem w szkole teatralnej. Był bardzo ciepłym człowiekiem. Ale dość zamkniętym, często mogło się wydawać, że przygaszonym. Typ introwertyka. Kiedy jednak miał wejść na scenę, nagle dostawał przypływu energii. Pamiętam jego Saint-Juste’a ze „Sprawy Dantona” w reż. Andrzeja Wajdy w Teatrze Powszechnym... był pełen ognia – wspomniał Łukaszewicz.
Zdaniem Joanny Szczepkowskiej Kowalski „był artystą teatralnym zawsze młodym duchem, tak młodym, jakim się jest tylko w pierwszych latach zawodu”. Aktorka podkreśliła, że pomimo upływu lat „taki pozostał do końca”. – Jako aktor świetnie operował swoim warsztatem teatralnym, będąc przy tym bardzo skromnym człowiekiem. Zawsze gotów doradzić, jak zagrać daną scenę. Jak już wspominałem, pamiętam Kajtka, jako bardzo ciepłego człowieka, co jest bardzo ważne, szczególnie, kiedy ktoś się krępuje, poszukuje, zastanawia, jak zagrać daną rolę. Potrzeba wtedy osoby, która doda otuchy i pomoże. On taki właśnie był. Bardzo życzliwy, także kiedy reżyserował. Potrafił podpowiadać środki aktorskie i z życzliwością obserwował rozwój talentów – podsumował Łukaszewicz.
Kowalski na ekranie debiutował jeszcze podczas studiów, drobną rolą żołnierza w „Kanale” (1956) Andrzeja Wajdy. Potem wystąpił w takich filmach jak „Droga na Zachód” (1961), ponownie u Andrzeja Wajdy w „Miłości dwudziestolatków” (1962) oraz w filmach „Morderca zostawia ślad” (1967) i „Jarzębina czerwona” (1969). W 1970 r. zagrał w adaptacji powieści Romana Bratnego „Kolumbowie” (1970) w reż. Janusza Morgensterna. „Władysław Kowalski wkroczył do filmu polskiego w postaci Chłopca. (...) stworzył serię ról ludzi młodych, niedoświadczonych, wchodzących w życie” – recenzował na łamach „Ekranu” krytyk Konrad Eberhardt.
Film z Janem Englertem, Jerzym Matałowskim, Karolem Strasburgerem i Jerzym Trelą w obsadzie, przyniósł Kowalskiemu nie tylko uznanie, ale i popularność. „Miałem wojenny kompleks człowieka z najgorszego pokolenia: byłem za duży, żeby nie rozumieć, i za mały, żeby brać udział. Ci »Kolumbowie« to była próba wypełnienia życiowej luki, chociażby przez fikcję. Byłem z nich strasznie dumny” – wspominał Kowalski.
– Był wielką indywidualnością, ale nie taką, która chce przyćmić innych i rozbija pracę zespołu. Władek unikał życia publicznego, bo był skupiony na swojej pracy, którą traktował niezwykle poważnie i zawsze angażował w nią wszystkie swoje siły. Nie znosił tandety – powiedział w Polskim Radiu Englert. Jego zdaniem Kowalski „nigdy nie zabiegał o uznanie, o popularność”.
Z czasem jednak wykreowany w filmach wizerunek zaczął mu ciążyć. „Ta przyklejona do mnie etykietka bardzo mi przeszkadzała i zamykała pewien krąg ról, interesujących, bogatych i niezbędnych dla mojego aktorskiego zawodu” – żalił się aktor. Zdaniem Aleksandra Bardiniego wizerunek poważnego młodzieńca, buntownika, zawdzięczał przede wszystkim filmowi. Wybitny pedagog i reżyser, mówiąc o Kowalskim podkreślał, że ma wygląd nastolatka, a duszę sześćdziesięcioletniego człowieka.
W latach 80. Władysław Kowalski wrócił do PWST, tym razem w charakterze wykładowcy. – Miał wyjątkową umiejętność kontaktu z młodymi ludźmi. Bardzo o nich dbał. Zależało mu na kontynuacji. Nauczył mnie zaufania do skrótowego myślenia w teatrze, kojarzenia i relacji z widzem, co myślę, że jest bardzo ważne – wspominał w rozmowie z PAP aktor i wykładowca warszawskiej Akademii Teatralnej Łukasz Lewandowski dodając, że Kowalski był człowiekiem, który „bardzo dużo dostał i chciał się tym dzielić z innymi”. – Miał w sobie potrzebę pewnej artystycznej prowokacji, na bardzo wysublimowanym poziomie. Zależało mu, by teatr zmieniał widza – podkreślił Lewandowski.
Podobnie wypowiada się w rozmowie z PAP aktor Sławomir Pacek. – Podziwiałem go i postrzegałem, jako człowieka nowocześnie myślącego o teatrze. Kogoś, kto jest jakby krok do przodu. Wyprzedzał nawet nasze wyobrażenia o tym, co będzie w przyszłości. Dla młodych aktorów był wzorem i przewodnikiem. Pomimo różnicy pokoleń, czuł teatr nowoczesny, teraźniejszy, który dla młodych stawiał się ich teatrem – zaznaczył Pacek.
– Uwagi, które nam dawał w bardzo koleżeński i przyjazny sposób, świadczyły o tym, że czuł ten teatr. Ponadto jego wskazówki zawsze były celne. Nie trzeba było tych ich analizować, tylko im zaufać. Był facetem, za którym po prostu się szło. To zabrzmi nieco górnolotnie, ale myślę, że byłem jego wyznawcą – jego sposobu myślenia o teatrze. To był facet, którego darzyło się sympatią, zaufaniem i którego się szanowało. A przy okazji bardzo koleżeński – podsumował aktor.
Na dobry kontakt aktora z młodzieżą zwrócił uwagę także Waldemar Szarek – reżyser „Sposobu na Alcybiadesa” (1997) i „Spony” (1998), w których Kowalski zagrał główne role. – Wspaniale współpracował z młodymi ludźmi. Delikatnie im podpowiadał, pomagał i był przy tym bardzo, bardzo ciepły – wspominał reżyser w rozmowie z PAP w 2017 r. podkreślając jednocześnie, że Kowalski był „niesłychanie ciepłym człowiekiem”.
– Pamiętam, że po raz pierwszy zobaczyłem go na ekranie w „Miłości dwudziestolatków” Wajdy, gdzie główną rolę grał co prawda Zbyszek Cybulski, ale ja najlepiej zapamiętałem właśnie Kowalskiego. Władysław wspaniale realizował się głównie w teatrze. W filmie grał genialne epizody, ale rzadko miał szczęście by w filmie w pełni ukazać swój kunszt – podsumował Szarek.
W 1981 r. wystąpił w „Dreszczach” Wojciecha Marczewskiego, w 1988 r. zagrał u Krzysztofa Kieślowskiego w filmie „Dekalog VII”, dwa lata później ponownie u Marczewskiego w „Ucieczce z kina »Wolność«”. Kowalskiego można było zobaczyć także w kolejnych filmach Wajdy – „Pan Tadeusz” (1999) i „Katyń” (2007). W ostatnich latach zagrał m.in. w produkcji Łukasza Palkowskiego „Bogowie” (2014), „Paniach Dulskich” w reż. Filipa Bajona i „Excentrykach” (2015) Janusza Majewskiego.
Od 2005 r. Kowalski współpracował z Teatrem Dramatycznym. – W mojej pamięci pozostaje jako człowiek, który mimo wielkiego bólu, wielkiej choroby, z którą zmagał się od lat, grał w teatrze. Mówił, że ta adrenalina, którą daje teatr, pomaga mu choć na chwilę przezwyciężyć ból – powiedział ówczesny dyrektor Teatru Dramatycznego Tadeusz Słobodzianek. W maju 2018 r. w budynku teatru otwarta została wystawa poświęcona aktorowi – „Kowalski w Dramatycznym (1936-2017)”. „Ta wystawa jest hołdem dla Władysława Kowalskiego, aktora niesamowitej mądrości i dobroci” – zaznaczył wówczas Słobodzianek.
W 2014 r., w 55. rocznicę twórczości artystycznej, otrzymał Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Władysław Kowalski zmarł w Józefowie, 29 października 2017 r. – Im był starszy, tym bardziej nowoczesny i awangardowy – podsumował Lewandowski. (PAP).
Mateusz Wyderka
mwd/ aszw/