Bogusław Linda (L) z żoną Lidią Popiel (C) podczas uroczystej premiery filmu "Pojedynek", 25 bm. w Multikinie Złote Tarasy w Warszawie. (ad) PAP/Rafał Guz
Jako były jeniec obozu w Kozielsku, bardzo chciałbym obejrzeć ten film na ekranie - pisał w 2003 roku major Piotr Wojecki. „Pojedynek”- film fabularny, opisujący wydarzenia prowadzące do sowieckiego ludobójstwa w Katyniu wchodzi w piątek na ekrany polskich kin. Wojecki tego nie doczekał.
Kinowa premiera filmu wyreżyserowanego przez Łukasza Palkowskiego według scenariusza Dżamili Ankiewicz, Agathy Dominik i Roberta Glińskiego, wypada niecały tydzień przed 86 rocznicą decyzji Biura Politycznego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) o rozstrzelaniu jeńców z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, w efekcie której zostało zamordowanych co najmniej 21 768 osób (Zdaniem wnioskodawcy Ławrientija Berii „zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy sowieckiej”).
Postanowienie o egzekucji podpisali 5 marca 1940 roku konkretni ludzie: Józef Stalin, Ławrientij Beria, Klimient Woroszyłow, Wiaczesław, Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin i Łazar Kaganowicz. Żaden z nich nie odpowiedział za to przed jakimkolwiek trybunałem – co z kolei szczególnie należałoby podkreślić w chwili, gdy na ekranach polskich kin jest jeszcze „Norymberga” Jamesa Vanderbilta.
"W niepodległej od przeszło 35 lat Polsce „Pojedynek” jest drugim – po „Katyniu” Wajdy - takim filmem fabularnym. W kraju w którym rocznie powstaje ok. 20-30 produkcji – nierzadko wcale o wątłym bądź wydumanym przesłaniu."
Kłamstwo katyńskie – czyli zaprzeczanie sowieckiemu sprawstwu ludobójstwa i obarczanie winą Niemców – stało się „mitem założycielskim Polski Ludowej”. „Wszyscy, którzy chcieli partycypować we władzy, musieli się pod nim podpisać. Stawali się zakładnikami Sowietów, bo kłamstwo i nieposzukiwanie prawdy w tak fundamentalnej sprawie, jak mord polskich jeńców, skazywały tych ludzi na potępienie w oczach większości polskiego społeczeństwa” – ocenił historyk dr Witold Wasilewski („Polska Zbrojna”, 2017). Dlatego właśnie przez 45 lat uzależnienia od Sowietów nie powstał żaden film fabularny o zbrodni katyńskiej – zresztą nie tylko w PRL. Wolny Zachód, dochowując wierności jałtańskim ustaleniom, również nie wykazywał zainteresowania tym tematem. Szansę na powstanie filmu stworzyła tzw. zmiana ustrojowa 1989 roku i wyjście Polski spod sowieckiej kurateli. Teoretycznie – bo w praktyce musiało upłynąć jeszcze kilkanaście lat.
Pierwszym filmem fabularnym w którym pojawił się motyw zbrodni katyńskiej była „Enigma” (2001) wyreżyserowana przez Michaela Apteda, na podstawie powieści Roberta Harrisa. Brytyjsko-amerykańsko-niemiecko-holenderska produkcja została skrytykowana przez prof. Normana Daviesa. „Zdaniem oksfordzkiego profesora film w kłamliwy sposób przedstawia wojenną historię maszyny szyfrującej Enigma a co więcej robi to w sposób krzywdzący Polaków i polskich naukowców, którym nie tylko udało się złamać kod Enigmy, ale wykonali nawet własny prototyp maszyny, który w roku 1939 przekazali brytyjskiemu wywiadowi” – czytamy w depeszy PAP z 28 września 2001 roku.
Dwa lata później PAP poinformowała, że „trwają przygotowania do realizacji filmu Roberta Glińskiego »Sanatorium Gorkiego«. Będzie to pierwszy w polskim kinie obraz o zbrodni katyńskiej”. „W filmie opowiedziana będzie historia podporucznika rezerwy Karola Grabowskiego, uwięzionego wraz z innymi oficerami w monastyrze kozielskim, zamienionym na obóz. Wszystkie kluczowe wydarzenia, które będą pokazane, są autentyczne, doszło do nich w obozie kozielskim w latach 1939-1940. Robert Gliński przygotowywał się do tego projektu od prawie dziesięciu lat. Badał archiwa rosyjskie i polskie, czytał dzienniki, prowadził rozmowy z żyjącymi jeszcze więźniami Kozielska. Scenariusz napisała, we współpracy z Robertem Glińskim, Dżamila Ankiewicz. Co prawda, nie każda postać w tym scenariuszu ma konkretny odpowiednik, ale większość faktów jest prawdziwa” – czytamy w depeszy z 20 sierpnia 2003 roku.
„Zależy nam, by zachować prawdę historyczną o Katyniu. Przede wszystkim jednak chcielibyśmy zrobić świetny, trzymający w napięciu, poruszający film. Historia, którą znaleźliśmy, świetnie się do tego nadaje” – mówił PAP producent filmu, Marek Nowowiejski. „Jako były jeniec obozu w Kozielsku, bardzo chciałbym obejrzeć ten film na ekranie. Będzie on niewątpliwie wyrazem hołdu i pamięci dla tysięcy moich kolegów, którzy zginęli w Katyniu” – napisał wówczas jeden z rozmówców Roberta Glińskiego, były jeniec Kozielska, major w stanie spoczynku, Piotr Wojecki.
„Planowany budżet filmu to około 12 mln złotych. Filmowcom brakuje jeszcze jednej trzeciej tej kwoty. Data rozpoczęcia zdjęć zostanie wyznaczona z chwilą dopięcia budżetu” - podsumował dziennikarz PAP. Budżetu niestety dopiąć się nie udało. W rezultacie pierwszym polskim filmem o sowieckiej eksterminacji polskich elit stał się „Katyń” (2007) wyreżyserowany przez Andrzeja Wajdę na podstawie noweli filmowej „Post mortem” pióra Andrzeja Mularczyka. Scenariusz „Sanatorium Gorkiego” po blisko ćwierćwieczu stał się – jak podaje Film Polski – pierwowzorem „Pojedynku”, który w piątek wchodzi na ekrany kin.
Premiery filmu nie doczekała współscenarzystka Dżamila Ankiewicz, która zmarła 27 maja 2016 roku w wieku 55 lat. Również majorowi Wojeckiemu nie udało się obejrzeć na ekranie losów „tysięcy kolegów”. Więzień sowieckich obozów w Kozielsku, Pawliszczewie Borze i Griazowcu; żołnierz 4 Pułku Pancernych „Skorpion” 2 Brygady Pancernej 2 Korpusu walczący na Bliskim Wschodzie, w Afryce, pod Monte Cassino, o Ankonę, w Apeninach i o Bolonię zmarł 23 lutego 2010 roku i został pochowany na łódzkim cmentarzu ewangelicko-augsburskim.
Siedem lat później na tym samym cmentarzu pożegnano Olega Zakirowa, byłego oficera KGB, który w 1989 roku rozpoczął własne śledztwo w sprawie zamordowania polskich oficerów w Katyniu. To na podstawie jego ustaleń – rozmów z żyjącymi jeszcze wówczas funkcjonariuszami - w filmie „Pojedynek” znalazła się scena buntu. „Jeden ze skazanych na rozstrzelanie zabił konwojenta i przez trzy dni ostrzeliwał się w piwnicy budynku smoleńskiego NKWD” – napisał Zakirow w książce pt. „Obcy element” (2010).
„Zakirow swoimi działaniami na pewno przyspieszył tok spraw, a być może wręcz zmusił najwyższe władze ZSRR do ujawnienia prawdy o tym, kto zamordował polskich oficerów. Wszak zeznania świadków przekazywał odważnym dziennikarzom, którzy nagłaśniali sprawę Katynia, wywołując wściekłość KGB i pierwszego sekretarza partii Michaiła Gorbaczowa! Świadczy o tym chociażby wyrzucenie majora Zakirowa z szeregów KGB pod fałszywym zarzutem schizofrenii »o spowolnionym działaniu« już na początku 1991 r.” – ocenił w artykule pt. „Bunt w smoleńskim NKWD. Historia nieznanego bohatera” (2015) Jarosław Mańka, reżyser dokumentalnego filmu pt. „Prywatne śledztwo majora Zakirowa” (2010). Oleg Zakirow (nota bene: rówieśnik innego oficera KGB Władimira Putina) za swoje śledztwo zapłacił wysoką cenę. Prześladowany w Rosji – przeżył m.in. co najmniej dwie próby zamachu na jego życie – zdecydował się na wyjazd do Polski, gdzie spotkał się z niewdzięcznością i upokorzeniem. Zmarł 18 kwietnia 2017 r. w Łodzi - miał 64 lata.
„Zabiła go prawda o Katyniu, bo w świecie schizofrenii prawda nie działa jak odtrutka, tylko jak trucizna” – ocenił Józef Śreniowski, społecznik i analityk, współzałożyciel KSS „KOR” we wspomnieniu zatytułowanym „Prawość Olega Zakirowa”. Jego zdaniem, Zakirow, rozpoczynając swoje dochodzenie prawdy o Katyniu „nie rozumiał pewnie w punkcie wyjścia, że godzi w aliancki paradygmat najnowszej historii i podważa swymi odkryciami ład ustanowiony na dziesięciolecia w Jałcie. Politykę, której historia winna pozostawać posłuszna. Tak bardzo, że »nie trzeba głośno mówić«…”.
„Motyw katyński jest samym centrum »dwójmyślenia«, wszyscy bowiem, sprawcy i ofiary, wiedzą, co się zdarzyło, mimo że nie ma świadków, i powtarzają to szeptem, głośno mówiąc coś przeciwnego, popartego załganymi argumentami. Jeśli się wyłamują z tego porządku fałszywych świadectw, ryzykują zwykle poddanie się presji poprawności: dobrze, pomnik katyński, ale skromny i na peryferiach Londynu, żeby nie drażnić ambasady. Mroczny klimat jak z »Tajnego agenta« Józefa Conrada. Prawda uchodząca za zuchwalstwo” – wyjaśnił Śreniowski. „On jest największym wyrzutem sumienia Polski i najbardziej spektakularnym przykładem jej zeszmacenia” – skomentował opublikowane na Facebooku zdjęcie grobu Zakirowa historyk i publicysta Piotr Skwieciński. Tragiczny życiorys Olega Zakirowa to gotowy scenariusz kolejnego filmu fabularnego dotykającego bolesnej – wydawałoby się – dla wszystkich Polaków sprawy Katynia.
W 2018 roku nakręcono brytyjsko-polski sensacyjny dramat polityczny pt. „Katyń. Ostatni świadek” w reżyserii Piotra Szkopiaka, zrealizowany na podstawie sztuki Paula Szambowskiego. Film opowiadał o losie (niewymienionego z nazwiska) Iwana Kriwoziercewa, świadka ekshumacji w Katyniu, który - wedle oficjalnego stanowiska brytyjskiej policji - miał popełnić samobójstwo 30 października 1947 r. w Sommerset. Samobójstw nie popełnili, ale skazali się na osamotnienie inni świadkowie katyńskich ekshumacji - polscy pisarze Józef Mackiewicz i Ferdynad Goetel.
W niepodległej od przeszło 35 lat Polsce „Pojedynek” jest drugim – po „Katyniu” Wajdy - takim filmem fabularnym. W kraju w którym rocznie powstaje ok. 20-30 produkcji – nierzadko wcale o wątłym bądź wydumanym przesłaniu.
Na tym „bezrybiu” dzieło Palkowskiego - film spóźniony niewątpliwie o kilkadziesiąt lat - już przed premierą zyskało gremialnie entuzjastyczne recenzje. Zachwyty wzbudza zwłaszcza gwiazdorska obsada: Jakub Gierszał, Aidan Gillen (aktor znany z „Gry o tron”), Bogusław Linda, Julia Pietrucha, Anna Próchniak, Tomasz Kot i Paul Freeman („Poszukiwacze zaginionej Arki”).
„Solidny, intelektualny thriller, którego stawką jest nie tylko honor i godność, ale i przyszłość ojczyzny oraz Europy” – ocenił Janusz Wróblewski w „Polityce”. „Drugi pełnometrażowy film o mordzie katyńskim ma zgoła odmienny charakter niż pamiętne widowisko Andrzeja Wajdy – portret zbiorowy polskiej inteligencji, którego przewodniczkami były kobiety czekające na powrót wziętych do niewoli oficerów. »Pojedynek« to kameralna historia skupiona na losach dwóch tylko antagonistów: Wasilija Zarubina – asa sowieckiego wywiadu, a przy tym miłośnika muzyki klasycznej, wsławionego m.in. tym, że przed wojną założył największą siatkę szpiegowską w faszystowskich Niemczech (postać autentyczna), i zatrzymanego w Kozielsku młodego porucznika, niezwykle uzdolnionego pianisty, o którym ze względu na jego artystyczne lenistwo i hulaszczy tryb życia gazety pisały »zmarnowany talent«” - dodał.
„Dlaczego to jest dobre? Jest dobre podwójnie. O pierwszym dobru na pewno myśleli twórcy filmu: po prostu jest ciekawy ten »pojedynek« między kusicielem mogącym operować na pasji życiowej kuszonego - i kuszonym, który żeby pozostać sobą musi wyrzec się części siebie (odciąć rękę? wyłupić oko? Te metafory by tu pasowały). Ale jest też drugie dobro - tylko nie wiem czy twórcy mają tego świadomość” – napisał w recenzji na Facebooku Paweł Milcarek, filozof i publicysta. „Ta gra jest przecież tylko wprawką, przygrywką. Do tego, co ruszy całą orkiestrą po 1944 roku w Polsce lubelskiej i potem w Polsce Ludowej. Setki i tysiące kuszeń - i tu już nieliche żniwo… To też historia. Ale także historia jako magistra vitae” - wyjaśnił.
Milcarek zarzucił jednak filmowi brak jakiejkolwiek wzmianki o „martyrologii okupacji hitlerowskiej” oraz że nie ma w nim „ni śladu żarliwego życia religijnego - bo w rzeczywistości odgrywało ono wielką rolę, na tyle ważną, iż należało to pokazać choćby nie na pierwszym planie” . „To zresztą niezwykle charakterystyczne dla obecnego czasu i już systematyczne pominięcie: religii - jako czegoś niepatologicznego - już w polskim filmie prawie nie ma, a w przypadku kina historycznego i wojennego jest to nieuczciwość” - podsumował.
Dystrybutorem „Pojedynku” jest Monolith Films.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/aszw/

