Ingeborg Bachmann (1960). Fot. Fritz Peyer, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons
Powieść „Przypadek F.” austriackiej pisarki i poetki Ingeborg Bachmann, choć nieukończona, zdaniem autora posłowia do polskiego wydania Adama Lipszyca stanowi jej największe prozatorskie dokonanie. W tym roku obchodzimy stulecie urodzin artystki.
Przyszła na świat 25 czerwca 1926 roku. Z tej okazji Regina Schilling wyreżyserowała dokumentalny film „Ingeborg Bachmann: Someone Who Was Once Me”, w roli Bachmann obsadzając Sandrę Hüller. Dzieło przedstawia dzień z życia Bachmann niedługo przed jej tragiczną śmiercią. Jubileusz jej urodzin obchodzony będzie w Austrii pokazami filmów dokumentalnych, konferencjami naukowymi, wystawami, na których pokazywane będą listy wymieniane między Bachmann a Paulem Celanem. Na dorobek pisarki składają się dwa tomy poetyckie, powieść, korespondencja oraz nieukończony utwór - powieść „Przypadek F.”, która w tłumaczeniu Krzysztofa Jachimczaka ukazała się nakładem wydawnictwa Filtry.
Ingeborg Bachmann zadebiutowała w 1953 r. tomem „Die gestundete Zeit”, za który przyznano jej nagrodę Grupy 47 - jednoczącej niemieckojęzycznych pisarzy sprzeciwiających się nazizmowi oraz postulujących tworzenie społecznie zaangażowanej literatury. Za wydany trzy lata później tom „Anrufung des Grossen Baeren” otrzymała nagrodę miasta Bremy (Bachmann została także uhonorowana Nagrodą im. Georga Büchnera w 1964 r.). W sierpniu 1954 r. jej portretowa fotografia trafiła na okładkę magazynu „Der Spiegel”.
„Były to nie tylko narodziny gwiazdy, ale także początek legendy, którą przez kolejne 20 lat Bachmann kultywowała i przed którą usiłowała uciec” - pisał poeta i tłumacz Peter Filkins w portalu The New Criterion, zaznaczając, że choć uroda pomogła jej w zdobyciu sławy, sukces zapewnił jej talent i jakość dzieł. Wizerunek zdominował jej pisarstwo. Emma Garman w „The Paris Review” zauważyła natomiast, że „gdy ukazał się pierwszy tom, traktowano ją jako coś niezwykłego: śliczną blondynkę o miękkim głosie z doktoratem z filozofii Heideggera”. Po ukazaniu się drugiego tomu artystka zdecydowała się porzucić poezję na rzecz tworzenia sztuk dla radia, opowiadań i esejów.
W wierszach Bachmann, zauważyła dziennikarka i krytyczka Beate Tröger w opublikowanym na stronie Goethe Institut artykule „Przełamywać milczenie poezją” (tłum. Katarzyna Kończal), „nie ma miejsca na myślenie rutynowe. Chodzi raczej o to, by – jak sama pisała – pięknie mówić o tym, co nieczyste, a może też o to, by poezją przełamywać milczenie, które po zakończeniu II wojny światowej zapanowało w Niemczech i Austrii. Wypieranie historycznej winy należało tam do codzienności. Być może również własne cierpienie autorki wobec tego milczenia znajduje wyraz w języku, który próbuje je przełamać, choć sam nieustannie zagrożony jest niemocą”.
Wskazuje także, że w utworach Bachmann dostrzec można zmagania z historią rodzinną - ojcem należącym do NSDAP i walczącym jako żołnierz na froncie wschodnim, przemilczeniem niewygodnych faktów w latach powojennych. Ojciec jako znak zagrożenia, dręcząca córkę figura, pojawi się w „Malinie”. Bachmann miała 13 lat, gdy wybuchła wojna.
Oglądanie przemarszu triumfujących hitlerowskich wojsk przez rodzinny, pograniczny Klagenfurt wspominała jako chwilę, która ostatecznie zniszczyła jej dzieciństwo.
Jej zapiski z lat 1944 i 1945 opublikowano w 2010 r. jako „Dziennik wojenny”, dołączono do niego także korespondencję Bachmann z brytyjskim oficerem Jackiem Hameshem. „Tak bym chciał znowu cię zobaczyć, ująć twoją małą rączkę, porozmawiać o trudnych czasach, może najtrudniejszych, jakich ludziom przyszło doświadczyć” – pisał do niej.
W tym samym roku do polskich księgarń trafił „Czas serca” - zbiór korespondencji między Bachmann a poetą Paulem Celanem. Gdy książka ukazała się w Niemczech w 2008 r., okazała się bestsellerem. Pisali do siebie listy przepełnione czułością, żalem, a także refleksjami na temat literatury, filozofii, historii oraz wojny - nawet wtedy, gdy Celan poślubił francuską artystkę Gisele de Lestrange, a Bachmann wyszła za mąż za szwajcarskiego pisarza Maxa Frischa. Poznali się w Wiedniu w połowie lat 40. na przyjęciu, które zorganizował francuski malarz surrealista Edgar Jené. Celan był tuż przed wyjazdem do Paryża, gdzie szukał schronienia i nowego życia po doświadczeniach wojennych - jego rodzice zginęli w obozie koncentracyjnym, poeta spędził lata w obozach pracy. W 1948 r. przybył do Francji, której obywatelstwo otrzymał w 1955 r. Cierpiący z powodu depresji, nękany wspomnieniem rodziców zamordowanych w obozie, w 1970 r. Celan popełnił samobójstwo, rzucając się do Sekwany. Bachmann zmarła trzy lata później na skutek poparzeń po tym, jak w jej rzymskim mieszkaniu wybuchł pożar.
Za życia Bachmann opublikowana została tylko jedna jej powieść - autobiograficzna „Malina” w 1971 r.
Nieukończony „Przypadek F.” ukazał się w 1979 r. „Posługując się imponująco wielorakim instrumentarium technik i perspektyw, Bachmann próbuje poddać jak najdokładniejszemu zbadaniu przyczyny mechanizmu i skutku ucisku, którego ofiarą pada kobieta w późnomieszczańskim społeczeństwie” - pisze tłumacz i eseista Adam Lipszyc w posłowiu do polskiego wydania powieści. Pisarka - dodaje - „stara się dotknąć jej lęku, bólu, zagubienia i desperacji, ale też - może - dogrzebać się do jakichś innych form kobiecości”.
„Przypadek F.” Lipszyc ocenił jako największe prozatorskie dokonanie Bachmann. „Nie ma tu ani egzaltacji eksperymentu, ani nadmiernych zaokrągleń, jest za to intrygująco przystępna opowieść, z doskonałą konsekwencją anatomizującą zbrodnię, której ofiarą pada główna bohaterka - w nieubłaganym rytmie zmierzająca do ostatecznej katastrofy” - pisze. „W tym krótkim, niedopełnionym tekście udało się Bachmann zawrzeć mnóstwo spraw, obrazów i uwarstwień, wśród których trzy pasma wydają się wszakże najistotniejsze: analiza morderczej przemocy szalejącej w mieszczańskim małżeństwie i jej zakorzenienia w nie-to-zniknionym uniwersum nazizmu: dwuznaczna opowieść o relacji brata i siostry; a wreszcie enigmatyczna, literacko zachwycająca relacja z wyprawy poza granice Europy, relacja niepozbawiona momentu pojednania - naznaczonego goryczą, lecz tym bardziej przekonującego”.
Na przykładzie powieściowego małżeństwa Franziski i Leopolda Jordanów „w sposób bezpośredni przeprowadza swój dowód na wszechobecność wirusa zbrodni, który - zneutralizowany w austriackim życiu politycznym, przynajmniej pod względem swoich najbardziej katastrofalnych przejawów - szaleje nadal w przestrzeni życia prywatnego”. Profesor Jordan swą żonę traktuje jak przypadek do naukowego opisania, wmawia jej chorobę, poddaje dyktaturze „rodzinnego faszyzmu”:
„Jordan bada zaburzenia psychiczne u byłych więźniów obozów koncentracyjnych, sam zaś - mniej lub bardziej świadomie - odtwarza praktyki lagrowej przemocy w swoim życiu małżeńskim
- zaznacza Lipszyc. - Próbę ucieczki poza piekielną przestrzeń oddziaływania Jordana bohaterka podejmuje w towarzystwie brata. Relacje łączące Franziskę i Martina to jeden z najciekawszych, a zarazem najbardziej enigmatycznych wymiarów tej gęstej książki”.
Serbsko-amerykański poeta Charles Simic - autor wstępu do angielskiego wydania wierszy zebranych Bachmann - napisał, że jej poezję cechuje „liryczość, jakby zdająca się sugerować wiedzę o potwornościach drugiej wojny światowej bez przywoływania najbardziej znanych obrazów”. Kreśląc obraz Wiednia w „Malinie”, pisała: „nie ma tu ocalałej wyspy, lecz w każdym miejscu jest zagłada, wszystko jest zagładą, z zagładą dzisiejszych i jutrzejszych imperiów przed oczami” (tłum. Sławomir Błaut).
W maju 1973 r. Bachmann przyjechała do Polski na literackie tournée; odwiedziła wówczas także Oświęcim i były obóz koncentracyjny. „Nie wiem, jak ktoś może tam żyć, w takiej jego bliskości. Nie da się nic powiedzieć. Po prostu tam jest i samo to odbiera mowę” - słowa austriackiej pisarki przytacza Emma Garman w „The Paris Review”. Przypomina także, że to właśnie niewystarczalność, nieadekwatność języka do opisywanego świata, podejmowanie skazanych na porażkę „prób wyrażenia tego, co niedające się wyrazić” stanowi jeden z głównych tematów twórczości Ingeborg Bachmann. „Gdybyśmy mieli słowa, język - mówiła w 1959 r. podczas wykładu wygłoszonego we Frankfurcie - nie potrzebowalibyśmy broni”. (PAP)
pj/ miś/