Wrzesień 1981. Pisarz, reżyser Tadeusz Konwicki podczas realizacji filmu "Dolina Issy". Fot. PAP/Witold Rozmysłowicz
Wilno, miasto kwitnących bzów i barokowych kościołów, Tadeusz Konwicki nosił w sobie przez całe życie. Losy i twórczość prowadziły go z Nowej Wilejki, mitycznej krainy dzieciństwa i młodości, na pełen wspomnień o Wilnie warszawski Nowy Świat. 22 czerwca przypada setna rocznica urodzin pisarza i filmowca.
„Adam Mickiewicz – Nowogródczanin” – taką wizytówkę miał nasz wielki poeta romantyczny” - przypomina Tomasz Łubieński w książce „M jak Mickiewicz”. Podobnym biletem wizytowym mógłby się posługiwać Tadeusz Konwicki – „Tadeusz Konwicki – Wilnianin”.
Wilno w nim tkwiło. Miasto stanowiło krajobraz dzieciństwa i wczesnej młodości Konwickiego. Twórca mówił o sobie i swojej krainie lat dziecinnych: „Wszystkie moje książki są przepełnione Wilnem, (…) w kółko i stale piszę o Wilnie, (…) właściwie piszę całe życie jedną i tę samą książkę.(…) Kolonia Wileńska, Górna i Dolna, mój wszechświat młodości, mój własny osobisty kosmos, z którego już się nigdy nie wydostałem i nigdy nie wydobędę...”.
Litwa i Wilno były mocno obecne w całej twórczości pisarza, m.in. także w trzech jego książkach przetłumaczonych na język litewski: „Bohiń”, „Rojsty” i „Kronika wypadków miłosnych”.
Tadeusz Konwicki urodził się 22 czerwca 1926 r. we wschodniej dzielnicy Wilna – Nowej Wilejce - jako syn Michała Konwickiego i Jadwigi z domu Kieżun. Ojca prawie nie pamiętał, ponieważ miał niewiele ponad trzy lata, gdy ten zmarł. „Moja matka – wspominał pisarz - do 1957 r. pracowała w kołchozie im. 1 Maja w Małych Popajach pod Nową Wilejką. Potem się repatriowała, ale bardzo często tam jeździła, ponieważ wszędzie tam rozsiani są moi krewni”.
Dzieciństwo i młodość Konwickiego związane były z Nową Wilejką, ale też z inną dzielnica Wilna – Wilejką. Tam się urodził i tam mieszkał od szóstego roku życia aż do 1945 r. Było to malownicze, zielone przedmieście. Konwiccy mieszkali w domu przy ul. Dolnej 22 - Žemoji. „Dziwny jest ten nasz dom. Pełno w nim niepotrzebnych drzwi i okien” – pisał Konwicki po latach, a pamięć wiernie odtwarzała każdy szczegół drewnianej budowli, którą nie tylko opisał, ale też narysował, ilustrując swoją powieść „Nowy Świat i okolice”. Niedaleko domu kolej i fragmenty stacji – został tylko dom zawiadowcy. W oddali pod lasem bieleje chylący się ku ruinie niegdyś okazały dom Piegutkowskich.
Niedaleko znajdowała się Górna Kolonia, a na niej cmentarz, miejsce spoczynku ciotecznych dziadków pisarza Blinstrubów, którzy pomagali w wychowaniu chłopca po śmierci ojca. To właśnie te tereny – stacja (do centrum dojeżdżało się kolejką) - i urokliwe zakątki Nowej Wilejki, Kolonii - najsilniej ukształtowały wyobraźnię pisarza i do dziś są uznawane za klucz pozwalający wczuć się w klimat jego powieści. Powieści naznaczonych utratą. Konwicki był człowiekiem Kresów, tak jak Miłosz i Wańkowicz, i jego dotknęła utrata domu, ziemi rodzinnej, „małej ojczyzny”; utrata - doświadczenie traumatyczne, nie do usunięcia, nie do wymazania z pamięci.
Lata szkolne spędził w Wilnie, do którego dojeżdżał kolejką. Od 1938 r. uczył się w Gimnazjum im. Zygmunta Augusta. Była to ta sama, mająca wysoki poziom szkoła mieszcząca się przy dawnym gmachu Uniwersytetu Stefana Batorego, do której uczęszczał inny wybitny polski twórca, późniejszy noblista Czesław Miłosz.
Po wybuchu wojny pracował m.in. jako robotnik kolejowy i pomocnik elektryka w szpitalu w Nowej Wilejce. W 1944 r. zdał konspiracyjną maturę. W latach 1944-45 był żołnierzem podziemia niepodległościowego — w szeregach VIII Oszmiańskiej Brygady Armii Krajowej brał udział w akcji „Burza”, później walczył w partyzantce antybolszewickiej. „Po rozwiązaniu oddziału przedostał się przez nowe granice Polski. Przebywał krótko w Gliwicach, gdzie pracował jako urzędnik. Później studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Uniwersytecie Warszawskim. Studiów ostatecznie nie ukończył” — pisał Janusz R. Kowalczyk (culture.pl).
Nazywany chytrym Litwinem Konwicki z czułością nosił w sercu mityczny kraj dzieciństwa, arkadię młodości. W swoich powieściach tworzył pełen nostalgii, nieco baśniowy obraz świata. Zapamiętany przez wrażliwego młodzieńca do dziś przemawia swoim pięknem i wzrusza.
Powieść z 1959 r. „Dziura w niebie”, w dużej mierze autobiograficzna, przedstawia Kolonię Wileńską, gdzie pisarz spędził dzieciństwo i młodość. W powieści nazwana została Górnymi i Dolnymi Młynami. Było to miejsce wczesnych chłopięcych przygód, tajemnic dorastania na tle bujnej wileńskiej przyrody.
Po latach w „Kronice wypadków miłosnych” z 1974 r. powraca do Wilna. Akcja toczy się wiosną 1939 r. Opowiada o wchodzeniu w dorosłe życie grupy maturzystów. Delikatna, idealistyczna historia miłosna młodych ludzi, Witka i Aliny, rozgrywa się w pełnych urody wileńskich pejzażach, ale już w cieniu zbliżającej się wojny. „Kronika…” została zekranizowana przez Andrzeja Wajdę w 1985 r., czasach kiedy raczej nie wolno było używać nazwy „Wilno”.
Powieść z 1969 r. „Zwierzoczłekoupiór” działa na wyobraźnię obrazem bujnej, nieujarzmionej, dzikiej i przyrody. Pejzaże wileńskie, sceny z wileńskich lasów i ostępów nabierają w niej wymiaru mitycznego.
Ważnym powrotem pisarza na Wileńszczyznę jest „Bohiń” z 1987 r. - powieść historyczno-wspomnieniowa będąca zmysłowym wspomnieniem rodzinnych stron, opisująca losy przodków osadzone na XIX-wiecznej Wileńszczyźnie. Konwicki całe życie za nią tęsknił; jego twórczość to wyjątkowa próba zachowania wielokulturowego i urzekającego ducha dawnej Wileńszczyzny.
Tak jak w Wilnie, tak w Warszawie Tadeusz Konwicki miał swoje kosmosy, planety, mikroświaty. Jednym z nich była warszawska cukiernia Bliklego. Blisko niej mieszkał - przy ul. Górskiego na tyłach Nowego Światu. Była zatem na trasie jego codziennych spacerów. Przez lata spotykał się tam przy kawiarnianym stoliku nr 2 ze swoimi przyjaciółmi z artystycznego świata, m.in. z Gustawem Holoubkiem i Andrzejem Łapickim. Podczas gdy towarzystwo zamawiało desery, serniki, kremówki, pisarz asceta często ograniczał się jedynie do małego, okrągłego herbatnika.
Konwicki poświęcił temu miejscu wiele ciepłych słów, tworząc m.in. literacki szkic „O warszawskiej cukierni i kawiarni”. Lubił mawiać: „poza Nowym Światem wszystko jest przedmieściem”. Później towarzystwo przeniosło się do Czytelnika, nomem omen na Wiejską. Po latach powrócił do Bliklego.
Mówiono, że Warszawa Konwickiego była Wilnem podszyta. Pisarz po wojnie osiadł w stolicy, jednak jego twórczość była przesiąknięta nostalgią za Kresami. W jego tekstach Warszawa stawała się przestrzenią nałożoną na wileńską topografię, próbą odtworzenia utraconego klimatu w nowej rzeczywistości, nowym świecie; wszak napisał powieść „Nowy świat i okolice”.
Jest to klimatyczna i wielowątkowa opowieść, rodzaj podróży sentymentalnej po Warszawie oraz dawnych Kresach, przeplatana anegdotami, szkicami i filozoficznymi przemyśleniami. Tak jak Wańkowicz odwoływał się do siły i uroku gawędy szlacheckiej, np. w „Szczenięcych latach”, tak Konwicki nawiązuje do tradycji dawnych pamiętników szlacheckich, tzw. silvae rerum.
Poza Wilnem i Warszawą podróżujący po świecie Tadeusz Konwicki spotykał Wilniuków. Pisarz wspominał: „Nie znając angielskiego, nonszalancko podróżowałem sobie po Ameryce, ponieważ wszędzie spotykałem Żydów, którzy albo pochodzą z Wilna, albo zdążyli jeszcze żyć w Wilnie. Kiedy się jeździ po świecie, Wilno wydaje się jednym z najważniejszych jego miast” („Więź” 10, 1991).
„Polacy zawsze widzieli Litwinów jako Podbipiętów, bardzo wysokich, łagodnych, milczących. Litwini są inni – mówił pisarz podczas sympozjum polsko-litewskiego. - Przypominają mi społeczności skandynawskie. Są powściągliwi, rzeczowi, praktyczni, pracowici, nieskłonni do zmienności nastrojów. Na Wileńszczyźnie, na opuszczone przez Polaków miejsca, w pierwszej fazie nie przyszli niestety Litwini, spadkobiercy Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Tam się pojawili Rosjanie”.
„Ale Wilno jest światem mojej pamięci i mojej wyobraźni, mojego też stosunku do życia. Wiadomo, że dzieciństwo najbardziej uczy człowieka życia, rozumienia świata. Uczy jakichś nawyków myślowych. Wileńszczyzna cały czas mi towarzyszy, wisi nade mną” – powiedział Tadeusz Konwicki w wywiadzie opublikowanym w „Tygodniku Wileńszczyzny”.
A Wilno pamięta o pisarzu i nazywa go Polakiem wileńskim: „Konwicki jest częścią historii Kolonii Wileńskiej, jest ściśle związany z »zielonym domkiem«, mieszkał tuż obok” - napisała w „Kurierze Wileńskim” Dalia Ivanauskaite-Sabale.
„Cały czas mieszkał w Kolonii Wileńskiej. Oczywiście w czasie wojny był epizod w jego życiu związany z Armią Krajową i ukrywaniem się, ale cały czas wracał do tego domu. (…) Zachowywanie pamięci jest ważne również dla nas, naszych dzieci. Ważne jest pokazywanie dzieciom, że mieszkasz nie w pustym miejscu” — zaznacza Mirosława Naganowicz.
Wileńskie lata Konwickiego przypomina tablica na domu przy ul. Dolnej 22. Jest ona jedynym widzialnym znakiem obecności w Wilnie wybitnego powieściopisarza, scenarzysty, reżysera. Twórca został upamiętniony również w Bujwidzach w rejonie wileńskim, gdzie jego imię nosi polskojęzyczne gimnazjum. Przypomina również ulica w Grygajciach i Pustołówce w rejonie wileńskim nazwana jego imieniem.
„Wszystkie narody, wszystkie państwa mają swoje kresy. Nieszczęśliwy i zmienny jest los grodów i siół kresowych. (…) A jednak głębokie jest w tem szczęście. I nieszczęście z dumy wielkiego cierpienia i wielkiej ofiary. Szczęście rzewne i ciche, nawet dziecięco naiwne, płynące z wiary w idealne pierwiastki własnej kultury” – pisał urodzony w Zułowie na Litwie żołnierz i mąż stanu Józef Piłsudski.
Anna Bernat (PAP)