Realizacja filmu obyczajowego w reżyserii Filipa Bajona pt. „Poznań 56”, 199 r. Na zdjęciu: aktor Bronisław Pawlik jako Dziadek Piotrka. Fot. PAP/Afa Pixx/Krzysztof Wellman
Akakij Akakijewicz Baszmaczkin, przyjaciel „Misia z okienka” i kontakt Hansa Klossa, Danton i stary subiekt Ignacy Rzecki… - 8 stycznia 1926 r. w Krakowie urodził się Bronisław Pawlik. Był człowiekiem, który wiedział o teatrze niemal wszystko – wspominał przed laty Olgierd Łukaszewicz.
Interesował się malarstwem. Podczas okupacji pracował jako robotnik na kolei. Po wojnie w 1947 r. ukończył w rodzinnym mieście Studio Dramatyczne Iwo Galla, u którego rok wcześniej zadebiutował w gdańskim Teatrze Wybrzeże rolą Hippiasza w spektaklu „Homer i Orchidea” Tadeusza Gajcego. Na gdańskiej scenie występował także w sztukach Szaniawskiego, Szekspira, Wyspiańskiego, Czechowa i Słowackiego. Następnie zaczął grać w Teatrze im. Jaracza w Łodzi, gdzie debiutował rolą Kubusia w „Wiśniowym sadzie” Czechowa.
Od 1953 r. występował na scenach warszawskich: Teatru Narodowego (1952-57), Ateneum (1957-60), Polskiego (1960-75), Powszechnego (1974-88) i Współczesnego (1989-2002).
W 1956 r. ukończył warszawską PWST, jednak nie obronił dyplomu. Był to czas, kiedy Pawlik udzielał się nie tylko jako aktor, ale również jako reżyser. Asystował Edmundowi Wiercińskiemu przy spektaklu „Cyd” Corneille'a w Teatrze Polskim w Warszawie, wspólnie z Zygmuntem Hübnerem reżyserował „Cień bohatera” Seana O'Caseya w Teatrze Współczesnym, a samodzielnie - „Osaczonych” Janusza Warmińskiego w Ateneum.
„Bardzo lubiany jako człowiek. Z temperamentu raptus, bardzo pobudliwy, (...) był to człowiek o gołębim sercu i w gruncie rzeczy - bardzo nieśmiały. Pawlik rozkwitał przed mikrofonem, na scenie. Był człowiekiem, który wiedział o teatrze niemal wszystko.”
Na dużym ekranie debiutował rolą Leona u Jerzego Kawalerowicza w „Celulozie” (1953) i Leona Krusiewicza w „Pod gwiazdą frygijską” (1954). U Jana Rybkowskiego zagrał fryzjera Szczeżuję w „Godzinach nadziei” (1955) i komisarza, kapitana milicji w „Kapeluszu pana Anatola” (1957). Wbijającą się w pamięć widzów rolą był też mat Rokosz w dramacie wojennym Leonarda Buczkowskiego pt. „Orzeł” (1958).
W wywiadzie dla PAP przed laty aktor Jan Kociniak wspominał Pawlika tymi słowami: „Byłem bardzo młodym aktorem. Moje relacje z Bronisławem Pawlikiem przypominały stosunek rzemieślnika do mistrza. Był już wtedy bardzo znanym aktorem. Nigdy jednak nie dał nam odczuć, że jest kimś tak wielkim. Był bardzo życzliwy, miły. Był to człowiek skromny, serdeczny i koleżeński”.
Podobnie wypowiadał się Olgierd Łukaszewicz, który po raz pierwszy zetknął się z Pawlikiem w „Sprawie Dantona” Stanisławy Przybyszewskiej (1975) w reżyserii Andrzeja Wajdy: „To było dla mnie niezwykłe przeżycie. Bronisław Pawlik był aktorem teatru zespołowego - umiał przyjąć na siebie zadania wynikające z podporządkowania się głównej idei przedstawienia, nie był kimś, kto dyktuje innym, że ma grać same główne role” – wspominał. Pawlik grał w tym spektaklu rolę Dantona.
„Jeśli gram Dantona w roku 1976, to gram – tak czy tak – już z perspektywy rewolucji październikowej” – powiedział aktor „Teatrowi” (1976).
W roli Robespierre’a wystąpił wówczas Wojciech Pszoniak, który powtórzył tę kreację w późniejszym francuskim filmie pt. „Danton” (1982). Pawlikowi nie było to dane, mimo iż w swobodnej ekranizacji dramatu Przybyszewskiej wystąpiło wielu polskich aktorów (w tytułową rolę wcielił się wówczas Gérard Depardieu).
Pawlik był znany z tego, że bardzo dbał o szczegóły, każdy detal, rekwizyt. „Gdy ukradziono po kilkudziesięciu spektaklach zegarek, z którym gram Dantona, posługiwanie się innym utrudniało mi życie na scenie. Miałem już wypracowany uchwyt, a przylepność nowego rekwizytu była inna, obca. W »Derbach w pałacu« grałem kamerdynera, o którym myślałem, że musi chodzić miękko, nieobecnie, niedosłyszalnie. Po rozmaitych próbach z naszym teatralnym obuwnikiem, jak uzyskać »wychodzenie« obcasów, wyślizganie, zdecydowaliśmy ściąć je pilnikiem. I wtedy poczułem się w roli swobodnie” – powiedział „Teatrowi” (1976).
Na różnych scenach Pawlik wykreował przeszło 130 ról. Po roli Akakija Akakijewicza Baszmaczkina w „Płaszczu” Mikołaja Gogola (1960) w reżyserii Władysława Hańczy Krzysztof Choiński recenzował jego grę słowami: „Wydobył z Baszmaczkina wszystko, co jest właśnie ludzkie i co budzi u widza reakcję uczuciową wyraźnie zgodną z zamysłem autorskim”. Z tą sztuką wiąże się ciekawa historia, przytaczana przez magazyn „Foyer”. Pojawiał się wszędzie w czerwonych, wysokich oficerkach z cholewami, co wzbudzało wówczas pewne zdziwienie. Okazało się, że w ten sposób przygotowywał swój strój do roli ubogiego rosyjskiego urzędnika, uważając, iż musi być odpowiednio zniszczony. Zdarzało się, że w tym stroju przemierzał gmach Telewizji Polskiej na kolanach, dbając tym samym o należyte przetarcie spodni.
„W robocie bardzo nerwowy, trudny do prowadzenia, ale w środku dusza anioła! To był mój ulubiony aktor.” – wspominał reżyser Zdzisław Dąbrowski.
Sceną, na której Pawlik doskonale się odnajdywał, był również Teatr Polskiego Radia, w którym przez niemal 50 lat wystąpił ponad 500 razy – debiutował w 1953 r. u Bohdana Korzeniewskiego w „Zemście” Aleksandra Fredry. Współpracował z niemal wszystkimi najlepszymi polskimi reżyserami radiowymi. W 1988 r. uhonorowany został Wielkim Splendorem – prestiżową nagrodą przyznawaną przez Zespół Artystyczny Teatru Polskiego Radia aktorom słuchowisk radiowych.
„W robocie bardzo nerwowy, trudny do prowadzenia, ale w środku dusza anioła! To był mój ulubiony aktor. Te »awantury«, które urządzał, nie były po to, by zniszczyć kogoś, ale po to, by siebie podbechtać, by emocja była maksymalna. I to się sprawdzało” – wspominał na antenie Polskiego Radia reżyser Zdzisław Dąbrowski.
Równolegle rozwijała się kariera filmowa Pawlika - zagrał m.in. w „Mężu swojej żony” (1960) Stanisława Barei, „Smarkuli” (1963) Leonarda Buczkowskiego, „Don Gabrielu” Ewy i Czesława Petelskich, „Hrabinie Cosel” Jerzego Antczaka, „Zmorach” Wojciecha Marczewskiego. Warto również wspomnieć o kultowych dziś komediach Barei, jak „Miś” (1980) i „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” (1978).
W pięciu odcinkach „Stawki większej niż życie” był zegarmistrzem Bartkiem – łącznikiem Hansa Klossa z bliżej nieokreślonym w serialu „podziemiem”. „Zdyskontował” tę kreację w odcinku serialu „Bank nie z tej ziemi” pt. „Puszka z Pandorą” (1994), w którym wystąpił jako „Bartłomiej Kontakt” – zmieszany nieco niespodziewanymi odwiedzinami swego konspiracyjnego druha, ale skuteczny jak zwykle.
Niewątpliwie największe uznanie widzów i krytyków przyniosła Pawlikowi rola subiekta Rzeckiego w reżyserowanym przez Ryszarda Bera serialu „Lalka” (1977). Rzecki w jego wykonaniu miał być żywcem wyjęty z powieści Prusa – powieści ponadczasowej (premiera kolejnej ekranizacji przewidywana jest na październik tego roku).
„Grając postać starego subiekta, oddanego bez reszty swojej pracy i przywiązanego do uczciwych zasad w handlu, dał Pawlik znakomite, dopracowane w każdym szczególe, realistyczne studium człowieka samotnego, który jednak nie był mizantropem — wprost przeciwnie, Pan Ignacy żywo reagował na to, co go otacza; pasjonował się, acz nieco naiwnie, polityką, życzliwie traktował ludzi, choć zdawał się nie mieć większych złudzeń co do ich natury; był do końca oddany i wierny w przyjaźni ze Stachem Wokulskim, którego wielbił i podziwiał” – napisała Barbara Osterloff w Encyklopedii Teatru Polskiego. „W takich właśnie rolach, nieco melancholijnych samotników, którym nie wszystko się w życiu ułożyło, był Pawlik prawdziwym mistrzem; harmonijnie łączył różne tonacje: dramatyczną, komiczną, a budzącym współczucie widzów liryzmem pozyskiwał sympatię dla swoich bohaterów” - oceniła.
„W istocie w Rzeckiego zainwestował Pawlik całe swoje bogate doświadczenia aktorskie, umiejętność mądrego operowania detalem, gestem, spojrzeniem, mimiką, zróżnicowaniem tonów głosowych ujętych w skalę rozmyślnie zawężoną” - recenzowała na łamach „Sceny” Maria Brzostowiecka. „Cienką, ale jakże precyzyjnie prowadzoną kreską naszkicował tę postać, będącą cząstką wyobraźni pokoleń i odniósł sukces rzadki” – podkreśliła.
Sam aktor w rozmowie z „Filmem” powiedział: „Aby »wejść« w postać Rzeckiego, musiałem przede wszystkim wnikliwie, ze śledczą nieomal dokładnością przeczytać tekst Prusa”.
Był profesorem w telewizyjnych „Niewiarygodnych przygodach Marka Piegusa” (1966). Grał także w serialach: „Stawka większa niż życie”, „Chłopi” (1972), „Polskie drogi” (1976), „Doktor Murek” (1979), „Kariera Nikodema Dyzmy” (1980), „Alternatywy 4” (1983).
„Dla mojego pokolenia Bronisław Pawlik był mistrzem, jeżeli chodzi o świadomość reakcji widowni. Nieomylnie wiedział, jak wywołać określone reakcje, kiedy zrobić pauzę, kiedy się odwrócić, kiedy akcent słowny - na przykład pauza - wywoła reakcję dramatyczną, kiedy komediową. Był mistrzem pointy” – wspominał Olgierd Łukaszewicz.
Wysoko oceniono również role Pawlika w „Tabu” (1987) Andrzeja Barańskiego (nagroda na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych), „Orle” (1958) Leonarda Buczkowskiego, „Nie ma mocnych” (1974) Sylwestra Chęcińskiego.
„Bardzo lubiany jako człowiek. Z temperamentu raptus, bardzo pobudliwy, co powodowało często wiele zabawnych sytuacji, ale też, jeżeli ktoś go jeszcze nie znał - zadrażnień. Nikt tego nie brał na serio, bo był to człowiek o gołębim sercu i w gruncie rzeczy - bardzo nieśmiały. Pawlik rozkwitał przed mikrofonem, na scenie. Był człowiekiem, który wiedział o teatrze niemal wszystko. Mam wrażenie, że razem z nim odchodzi cała epoka” – podkreślił Olgierd Łukaszewicz.
Pawlik był pierwszym prowadzącym telewizyjnej audycji dla dzieci – „Miś z okienka”. Stracił pracę po rzekomym wypowiedzeniu słów: „A teraz, kochane dzieci, pocałujcie misia w d…”. Sytuacja stała się często powtarzaną anegdotą, choć jej prawdziwości nigdy nie potwierdzono, a sam aktor stanowczo zaprzeczał, jakoby takie słowa padły. Mówił: „Kiedy patrzę na karierę tej legendy, niezmiernie żałuję, że nigdy tych słów nie wypowiedziałem”. Faktem jest jednak, że finalnie Pawlika „z okienka” zwolniono.
Jego ostatnimi kreacjami teatralnymi były role Dziadka w „Uroczystości” Thomasa Vinterberga i Mogena Rukova w reżyserii Grzegorza Jarzyny w Teatrze Rozmaitości (2001) oraz Ogrodnika w „Bambini di Praga” Bohumila Hrabala w reżyserii Agnieszki Glińskiej w Teatrze Współczesnym (2001).
„Interesują mnie przede wszystkim ludzie mali, zagubieni w mechanizmie współczesnego świata, niepotrzebni. Wiecznie zakłopotani wszystkim, co ich otacza, niemal samym faktem swego istnienia, nieśmiali, zbędni ludzie. Właśnie oni wzruszają mnie najbardziej” – powiedział Pawlik w rozmowie z tygodnikiem „Ekran” (1988).
Występował także na estradzie, m.in. w kabaretach Szpak, Dudek oraz Kabarecie Starszych Panów, w którym m.in. śpiewał zapomnianą dziś nieco piosenkę pt. „A ta Tola”.
„A ta Tola wspomina Anatola, bramkarza od futbola z Tarnopola./ Dobra wola nie starczy, mawia Tola, dotrzymać czynom pola Anatola./ Aureola dokoła Anatola zaćmiła moich pieszczot skromny blask./ A ta Tola, a ta Tola, o nim śniła, mnie skąpiła swoich łask!” - w iście brawurowy sposób sprostał Pawlik wymogom słów zapętlonych w rymy mistrzowskim piórem Jeremiego Przybory.
Jego ostatnim filmem był „Wszyscy święci” w reżyserii Andrzeja Barańskiego (2002). Niestety premiera odbyła się już po śmierci aktora.
Bronisław Pawlik zmarł 6 maja 2002 roku w Warszawie - miał 76 lat. Jest pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.
„Aktorstwo Pawlika, zbudowane na solidnych podstawach wyniesionych ze studia Iwo Galla, potem z warszawskiej PWST (Wydział Reżyserii), właściwie od debiutu klasyfikowano jako charakterystyczne, co w praktyce oznaczało nieprzebrane bogactwo wizerunków scenicznych, filmowych i telewizyjnych (m.in. kabaret Starszych Panów Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory, rozmówca/prowadzący w »Misiu z okienka«, cyklicznej audycji dla dzieci), w nader różnorodnym repertuarze” – przypomniała prof. Barbara Osterloff. (PAP)
Mateusz Wyderka, Paweł Tomczyk
mwd/ top/ miś/