II wojna światowa

03.09.2018 aktualizacja 06.09.2018

Prezes IPN o lekcji płynącej z września 1939 r.: budujmy silne państwo, zawierajmy mądre sojusze

Prezes IPN Jarosław Szarek. Fot. PAP/R. Pietruszka Prezes IPN Jarosław Szarek. Fot. PAP/R. Pietruszka

Historia uczy nas, że żaden sojusz, który zawieraliśmy w przeszłości, nie był wystarczającą gwarancją, żeby Polskę obronić - mówi PAP prezes IPN Jarosław Szarek. To, co stało się w 1939 r. powinno być dla nas lekcją; Polacy muszą budować silne państwo - dodaje.

PAP: W tym roku mija 100. rocznica odzyskania przez Polaków niepodległości, którzy jednak po ponad 20 latach tę niepodległość stracili. Dlaczego, pana zdaniem, jesienią 1939 r. II Rzeczypospolita upadła tak łatwo?

Jarosław Szarek: Odpowiedź na to pytanie zawarta jest oczywiście w ówczesnej sytuacji politycznej Polski, którą z dwóch stron otaczały potężne totalitarne państwa - III Rzesza Niemiecka i Związek Sowiecki. Wiele razy zastanawiałem się co takiego jest w Polsce i w naszym narodzie, że nasi sąsiedzi bez względu na system rządów i bez względu na epokę są gotowi na nią napaść, ponad dzielącymi ich różnicami dążyć do tego, żeby niepodległa Polska przestała istnieć. Tak było przecież w XVIII wieku i tak było w 1939 roku, kiedy na naszych przodków i na ich państwo wydano bezwzględny wyrok śmierci.

PAP: I jaką znalazł pan odpowiedź?

Jarosław Szarek: Polskie umiłowanie wolności. Obrona wartości cywilizacji łacińskiej, związanej z takimi filarami jak chrześcijaństwo czy dziedzictwo starożytnych Greków i Rzymian. Takiej Polski - wolnej i związanej z europejskim dziedzictwem - miało nie być.

Oczywiście, odrodzona Rzeczypospolita nie była idealna, ale tworzący ją Polacy byli bohaterami, którzy wywalczyli jej granice i zbudowali ją od podstaw z trzech różnych zaborów. To byli też ludzie, którzy doskonale wiedzieli, jaką ona ma wartość po ponad 120 latach niewoli. I nagle jesienią 1939 roku nasza ojczyzna przestaje istnieć. To był ogromny cios, a wkrótce także kolejna niewola, niesłychanie krwawa okupacja.

Ale proszę zwrócić uwagę, że mimo to Polacy nie poddają się, natychmiast, można powiedzieć spontanicznie, organizują się, tworzą Polskie Państwo Podziemne. Powstają dziesiątki organizacji, różnych formacji, które mają na celu tylko jedno - odzyskać suwerenne państwo. I walka ta toczy się nie tylko w kraju, ale także za granicą, bo wielu Polaków przedziera się na Zachód, by tam tworzyć polskie wojsko i walczyć z najeźdźcami. Musimy umieć to docenić.

PAP: Polskie bohaterstwo oczywiście zasługuje na najwyższe uznanie, pytanie tylko, czy Polacy mogli uniknąć tej straszliwej klęski...

Jarosław Szarek: Moim zdaniem nie mogli, bo mieliśmy bardzo trudne położenie geopolityczne. Poza tym nie chcę oceniać, czy mogliśmy uniknąć tej klęski czy nie, ponieważ dzisiaj mamy wiedzę, której tamci ludzie nie mieli.

Podobnie jest z dyskusjami wokół Powstania Warszawskiego - przecież nikt nie mógł przewidzieć, nawet nie upadku powstania, jego militarnej klęski, ale tego, co zacznie się po niej, czyli systematycznego niszczenia Warszawy. Zemsta Niemców była straszna, niszczono kamienicę po kamienicy, grabiąc je i paląc. Pamiętajmy, że w końcu powstania Warszawa nie była tak zniszczona jak w kolejnych miesiącach po kapitulacji. Nikt też nie mógł przewidzieć masakry, której dokonały niemieckie oddziały na Woli, gdy w ciągu kilku dni zamordowano kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Dziś to wiemy i dziś łatwo to oceniać, ale nie wtedy i podobnie jest z polityką polskich władz w 1939 roku.

PAP: Wydaje się jednak, że w 1939 roku polscy politycy bezkrytycznie wierzyli w sojusze z Francją i Wielką Brytanią, które po 1 września nie ruszyły na pomoc zaatakowanej Polsce. W związku z tym i dziś, mimo innej sytuacji Polski na arenie międzynarodowej, pojawiają się głosy wątpiące w sojusz NATO.

Jarosław Szarek: Nie chcę wchodzić w dywagacje polityczne, ale na pewno to, co stało się w 1939 roku powinno być dla nas lekcją. Historia uczy nas, że żaden sojusz, który zawieraliśmy w przeszłości, nie był wystarczającą gwarancją, żeby Polskę obronić.

PAP: Polska skazana jest na samotność?

Jarosław Szarek: Przede wszystkim musimy budować silne państwo, a - pamiętając o doświadczeniach z historii - zawierać mądre sojusze.

Wracając jednak do lat 30. Uważam, że to, czego ówczesna Polska nie zdołała zrobić, to zbudować na tyle mocne gospodarczo państwo, aby było je stać na sfinansowanie silnej armii. Choć trudno sobie wyobrazić, by to się udało, zwłaszcza, że i tak na zbrojenia wydawano znaczną część budżetu. Jednak tylko silna Polska, tylko jej mocne siły zbrojne mogą przynajmniej odstraszać każdego potencjalnego agresora. Tak by dwa razy się zastanowił, czy opłaca się z Polską wszczynać wojnę. I to specjaliści historycy mówią, że w 1939 roku zabrakło nam dwóch, trzech lat, by jednak tę silną armię zbudować.

I nie zapominajmy też o roli Sowietów. Nie chcę gdybać, ale historia naprawdę mogłaby mieć inny przebieg, gdyby nie sowiecka agresja z 17 września 1939 roku i zajęcie przez Armię Czerwoną ogromnych obszarów na wschodzie kraju. To był decydujący cios.

Powtarzam jednak: Polacy nie poddali się. Polskie elity zdecydowały o pełnej poświęcenia obronie ojczyzny i to zasługuje na najwyższy szacunek. To byli polscy patrioci i mam nadzieję, że i dzisiaj Polacy potrafiliby wykazać się podobnym męstwem i hartem ducha. Niestety, w ostatnich latach widzieliśmy, że polskość była zbyt często kontestowana. Na szczęście wyrosło zupełnie nowe polskie pokolenie, które identyfikuje się z historią naszych przodków, z chęcią kultywuje ich tradycje i wartości.

PAP: To prawda, choć a propos polskich elit to kontrowersyjne wydaje się zachowanie polskich przywódców, m.in. szefa MSZ Józefa Becka czy marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, którzy tuż przed wojną wiele mówili o honorze i o tym, że Polacy nie oddadzą ani guzika, a mimo to we wrześniu 1939 roku uciekli z Polski do Rumunii.

Jarosław Szarek: Opuszczenie terytorium Rzeczypospolitej i przejście władz do Rumunii tłumaczą racje polityczne; rzeczywiście agresja Sowietów 17 września 1939 roku niesłychanie skomplikowała sytuację i naszym przywódcom zależało na utrzymaniu ciągłości państwa polskiego, na tym, żeby móc na Zachodzie kontynuować walkę o suwerenną i niepodległą ojczyznę. To jednak, dużo później, zniweczyła konferencja jałtańska.

Wyjazd polskich przywódców do Rumunii do dziś budzi dyskusje, ale znowu proszę zauważyć, że to jeszcze lepiej świadczy o tych Polakach, którzy nie składali broni i dalej walczyli o Polskę - mimo ogromnej przewagi wroga i mimo opuszczenia przez przywódców.

PAP: Wracając jeszcze do Polski z okresu przedwojennego widać wyraźnie, że jej słabością były ogromne wewnętrzne konflikty, zarzucanie sobie zdrady, podziały...

Jarosław Szarek: To na pewno i ta słabość towarzyszy nam również dzisiaj. Powiem więcej: wyzwolone zostały ogromne pokłady nienawiści, które niesłychanie osłabiają naszą wspólnotę. To niszczy nas jako społeczeństwo i rozbija państwo, którego siłą jest przecież pozytywna aktywność obywateli.

Instytut Pamięci Narodowej, podobnie jak inne instytucje polskiego państwa zajmujące się m.in. edukacją, powinny temu przeciwdziałać. Jak? Ważne są wspólne projekty edukacyjne, uczestnictwo obywateli w dyskusjach o polskiej przeszłości, a przede wszystkim łączenie poprzez odwoływanie się do wartości, która bliska jest wszystkim Polakom - do wolności. To ta wartość jest fundamentem naszej tożsamości i do jej kultywowania IPN zachęca zwłaszcza młodych Polaków. Tu widzę dla nas ogromne zadanie.

PAP: Biorąc pod uwagę wizerunek polskiego państwa, mocno nadszarpnięty przez tegoroczną nowelizację ustawy o IPN, co w pana ocenie jest największym atutem w polskiej polityce historycznej na arenie międzynarodowej?

Jarosław Szarek: Bez wątpienia Polskie Państwo Podziemne, które jest dowodem, że Polacy nigdy nie zgodzą się na utratę niepodległości. Ale naszym kapitałem jest również to, że Polska w odróżnieniu od wielu państw stanęła po stronie wartości, nie kolaborowała z III Rzeszą Niemiecką. Nie było polskich Quislingów (Vidkun Quisling - założyciel i przywódca norweskiej partii faszystowskiej; w czasie wojny premier rządu norweskiego, ściśle współpracującego z niemieckimi władzami okupacyjnymi - PAP). Mało tego, możemy być też dumni, że Polacy nigdy nie zdradzili swoich sojuszników, choć sami zostali przez nich opuszczeni.

Niektórzy mówią, że to, co teraz podkreślam, jest przejawem polskiej naiwności, ale naprawdę uważam, że to, czy jest się moralnym - nie tylko w życiu jednostek, ale także w życiu narodów - ma ogromne znaczenie. Pisał o tym Romuald Traugutt - jeden z przywódców powstania styczniowego, który nie mógł zrozumieć, że to, co liczy się w życiu prywatnym np. dotrzymywanie słowa, nagle przestaje się liczyć w polityce międzynarodowej, zamienianej w cyniczną grę. My, Polacy nie godzimy się na taką grę.

PAP: Polska ze wszystkich krajów dotkniętych drugą wojną światową poniosła relatywnie największe straty. Czy IPN wspiera oczekiwania polskiego rządu dotyczące reparacji wojennych od Niemiec?

Jarosław Szarek: W ramach struktury IPN został powołany zespół historyków do stałej współpracy z zespołem parlamentarnym ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec. Uzyskanie tych reparacji jest sprawą polityczną, i zapewne trudną. Niemniej jednak sam wynik prac tego zespołu, gdy zostaną policzone rzeczywiste straty Polski w czasie drugiej wojny światowej, jest rzeczą ogromnie cenną. Minęło już tyle lat, a my wciąż nie mamy pewnych danych.

PAP: Podsumowując, czego dziś uczy nas druga wojna światowa?

Jarosław Szarek: Tego, że Polacy byli pierwszą ofiarą drugiej wojny światowej, a Polska ostatnim państwem, dla którego ta wojna skończyła się, jak twierdzą niektórzy, dopiero w 1989 roku - to pierwsza i najważniejsza rzecz.

Druga myśl dotyczy bohaterstwa Polaków, dlatego dzisiaj, w 79. rocznicę wybuchu wojny, będę w Węgierskiej Górce, w rejonie której toczyły się walki będące przykładem skutecznego oporu Wojska Polskiego w obronie ojczystej ziemi. To tam, na początku września, siedemdziesięciu żołnierzy pod dowództwem kpt. Tadeusza Semika zostało zaatakowanych przez przeważające siły Niemców. Mimo to Polacy byli w stanie wstrzymać marsz niemieckiej 7. Dywizji Piechoty przez prawie całą dobę.

Warto pokazywać, także w kontekście 100-lecia odzyskania niepodległości, że wielka historia toczyła się też w małych miejscowościach. Węgierska Górka była Westerplatte południa Polski. (PAP)

rozmawiał: Norbert Nowotnik

nno/aszw/

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL