Zrzuty z pomocą dla Powstania Warszawskiego były jedną z najtrudniejszych operacji powietrznych podczas II wojny światowej.
Pierwsze samoloty z pomocą dla powstańczej Warszawy wystartowały w nocy z 4 na 5 sierpnia 1944 r., zaś po raz ostatni pojawiły się nad miastem 18 września.
Większość misji powietrznych wykonano z lotniska w Brindisi w południowych Włoszech. To miasto, oddalone o 1311 km od Warszawy, było już wtedy kontrolowane przez aliantów. Samoloty musiały przelecieć nad terenami kontrolowanymi przez Niemcy (Jugosławią, Węgrami, Czechami i okupowaną Polską), a w drodze powrotnej nad Austrią.
Jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc dla uczestniczących w misjach samolotów była południowa Polska - w okolicach Krakowa, Tarnowa i Bochni znajdowało się dużo niemieckich stanowisk artylerii przeciwlotniczej oraz bazy myśliwców.
Dodatkowe ryzyko wynikało stąd, że część tej trasy trzeba było pokonać w biały dzień, co czyniło samoloty łatwym celem dla niemieckiej obrony przeciwlotniczej.
Ponadto, aby utrudnić ich wykrycie, samoloty latały be eskorty myśliwców i nie w formacji, lecz samodzielnie, zatem musiały tylko za pomocą własnych dział odpierać ataki wrogich myśliwców.
Bardzo ryzykowny był też dla załóg alianckich samolotów lot nad Warszawą. Chodziło o to, że aby zapewnić dokładność zrzutu, konieczne było zejście do poziomu zaledwie 150 m lub niżej oraz zredukowanie prędkości do ok. 240 km/godz. W takich warunkach samoloty stawały się łatwym celem dla Niemców.
Halifaxy i Liberatory rzucały ok. 12 zasobników po ok. 100 kg każdy i 6–12 ok. 30-kilogramowych paczek. Zawierały one broń i amunicję (zarówno aliancką, jak i zdobyczną niemiecką), żywność i środki medyczne. Jednak nie wszystkie zasobniki udało się podjąć powstańcom, bo część spadała w miejscach kontrolowanych przez Niemców. Historycy szacują, że ze zrzuconych ok. 200 ton zaopatrzenia dla walczącej Warszawy powstańcy przejęli zaledwie od 60 do 90 ton.
Ze zrzutami do Warszawy latali lotnicy polscy z 1586. Eskadry Specjalnego Przeznaczenia, a także Brytyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy i Kanadyjczycy służący w 148. i 178. dywizjonach RAF. Latali również Południowoafrykańczycy z dywizjonów 31. i 34. SAAF. Od 13 września zrzutów dokonywało lotnictwo radzieckie.
RAF i SAAF (Południowoafrykańskie Siły Powietrzne) w misjach z pomocą dla walczącej Warszawy poniosły olbrzymie straty. W trakcie 24 misji straconych zostało 36 samolotów tych formacji, a 183 lotników zginęło. Ten poziom strat należał do najwyższych poniesionych przez RAF podczas II wojny światowej. (PAP)
jk/