
W Paryżu czy Rzymie, w ścisłym centrum do dziś istnieją całe kwartały XIX-wiecznych kamienic. W centrum Warszawy ich już nie ma. Wraz z budową PKiN powstał wielki, lecz pusty Plac Defilad - mówi PAP Magdalena Stopa, autorka książki „Przed wojną i pałacem”. 60 lat temu oddano do użytku Pałac Kultury i Nauki.
PAP: Jak wyglądało centrum Warszawy, w którym obecnie stoi PKiN? Co się zmieniło podczas jego budowy?
Magdalena Stopa: Była to jedna z najbardziej intensywnie zabudowanych części Warszawy, jej ścisłe centrum. Stało tam ok. 180 domów, przede wszystkim kamienic czynszowych z przełomu XIX i XX wieku oraz Dworzec Główny, wcześniej Dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.
Przed budową Pałacu usunięto nie tylko budynki zburzone lub poważnie uszkodzone podczas wojny, ale także te, które wojnę przetrwały i po 1945 r. zostały zasiedlone. Zniknęła zabudowa nieparzystej strony ul. Marszałkowskiej, od strony dzisiejszego Placu Defilad przed wojną zabudowana szeregiem wysokich, reprezentacyjnych kamienic. Skróceniu uległa ulica Zielna, Śliska i Pańska; dziś istnieją tylko ich fragmenty. Przerwano też bieg Chmielnej, Złotej, odbierając im kluczową dawniej komunikacyjną rolę. Całkowicie zlikwidowano ulicę Wielką, która biegała od Chmielnej do Pańskiej. Przed budową Pałacu zlikwidowano ulice oraz zabudowę na terenie o powierzchni 50 hektarów.
PAP: Jak zmieniał się krajobraz tego rejonu Warszawy po wrześniu 1939 r.?
Magdalena Stopa: Dworzec stał się celem niemieckich nalotów i ostrzału we wrześniu 1939 r. Wówczas ucierpiały także budynki położone w pobliżu. Podczas okupacji, w latach 1941-44 Warszawę bombardowało lotnictwo sowieckie. Trudno dotrzeć do szczegółowych danych, wiemy jednak, że ten teren również ucierpiał.
Dalsze zniszczenia nastąpiły podczas powstania warszawskiego. Nie było tu tak ciężkich walk, jak np. na Woli czy Starówce, większość tego terenu była w rękach powstańców, ale atakowany był z powietrza, bardzo ucierpiał także od ognia artylerii. Po upadku powstania Niemcy rabowali mieszkania, opróżniając je z mebli i wyposażenia. Część z nich wówczas podpalono.
W 1945 r. mniej uszkodzone domy zasiedlono ponownie. Na skutek decyzji Biura Odbudowy Stolicy (BOS) wyburzono nie tylko budynki najbardziej zniszczone, ale i te z mniejszymi uszkodzeniami. Wówczas nagłaśniano opinię, że nie nadawały się do odbudowy. Dziś jednak wiemy, że przynajmniej część można było odbudować. Była to decyzja polityczna, chodziło o usunięcie z centrum Warszawy kamienic czynszowych. Tego typu budownictwo krytykowano już przed wojną, ale w latach 40. o ich likwidacji zdecydowały względy polityczne. Piętnując ozdobną eklektyczną i secesyjną architekturę dążono do likwidacji materialnego dziedzictwa dziewiętnastowiecznej Warszawy i zmiany tożsamości miasta. Likwidowano „burżuazyjną” i „obcą klasowo”, wielkomiejską zabudowę. Była ona prawdziwym zagłębiem prywatnych sklepów i pracowni rzemieślniczych. A władze komunistyczne ogłosiły „bitwę o handel”.
Gdy zapadła decyzja o budowie PKiN wyburzono też domy noszące tylko niewielkie ślady wojny. Pierwszą i bezpowrotną stratą było zniszczenie 180 budynków mieszkalnych. Drugą, znacznie poważniejszą stratą stała się zmiana układu ulic. Przed wojną Marszałkowska była najbardziej prestiżową, wielkomiejską ulicą, ulubionym przez warszawiaków miejscem spacerów. Działały tam kina, kawiarnie, cukiernie. Toczyło się bujne życie.
Po wojnie ulicę poszerzono przeszło dwukrotnie likwidując całą jej zachodnią pierzeję. Stała się arterią przelotową, tracąc całkowicie swój dawny klimat. W Paryżu czy Rzymie, w ścisłym centrum do dziś istnieją całe kwartały XIX-wiecznych kamienic. W centrum Warszawy ich już nie ma. Wraz z budową PKiN powstał wielki, lecz pusty Plac Defilad. Gdzie dziś warszawiacy lubią spędzać wolny czas? Na Powiślu, na Starym Mokotowie, na odnowionej Pradze, wszędzie tam, gdzie zachowała się dawna zabudowa. W Pałacu Kultury mieści się wiele instytucji, są teatry, Sala Kongresowa, ale ma to już zupełnie inny styl.
PAP: Udało się Pani dotrzeć do mieszkańców ulic, których już dziś nie ma na planie Warszawy. Kim oni byli? W jaki sposób Pani ich odnalazła?
Magdalena Stopa: Pomocne były kontakty z najstarszymi mieszkańcami kamienic, które nawiązałam podczas pracy przy poprzedniej książce „Ostańce. Kamienice warszawskie i ich mieszkańcy”. Osób, które mieszkały na terenie obecnego dziś Pałacu Kultury i placu Defilad szukałam też za pośrednictwem prasy m.in. tygodnika „Stolica”, i kilku stacji radiowych i telewizyjnych.
Odnalazłam 16 osób. Wśród nich jest m.in znany na całym świecie amerykański historyk Richard Pipes, czy aktor Jan Kobuszewski. Najstarszy z moich rozmówców urodził się w 1919 roku, pięć osób urodziło się w latach 20. Rozmawiałam także z przedstawicielami młodszych pokoleń np. Michałem Foggiem, prawnukiem piosenkarza Mieczysława Fogga, który w marcu 1945 r. otworzył przy ul. Marszałkowskiej 119 słynną Cafe Fogg, pierwszą kawiarnię w powojennej Warszawie.
PAP: Co pamiętają mieszkańcy dawnej ulicy Wielkiej czy Chmielnej?
Magdalena Stopa: Bardzo dużo. Wielu, mimo poważnego wieku, ma doskonałą pamięć. Wymieniali nazwiska sąsiadów, dozorców, nawet nazwiska właścicieli pobliskich sklepów. Gdy weryfikowałam je z przedwojenną książką telefoniczną wszystko się zgadzało! Moi rozmówcy opisywali wygląd mieszkań, klatek schodowych i podwórek domów, w których się wychowali.
Pan Emil Mieszkowski, którego ojciec prowadził pracownię kapeluszniczą opisał z detalami wygląd sklepu, łącznie z półkami i ladą. Wysłuchałam nie tylko rzeczowych opisów kamienic, ale też emocjonalnych opowieści o zapachach i dźwiękach. Zaskoczyło mnie jak silne były wówczas więzi międzyludzkie, koleżeństwo, przyjaźń. Ludzie żyli bliżej siebie, panował większy poziom zaufania. Dziś normą stają się ogrodzone, monitorowane osiedla. W książce zamieściłam wspomnienia dwóch pań, które będąc w latach 30. sąsiadkami, przyjaźnią się do dziś. Obie są już wdowami, mają dorosłe wnuki, a ich przyjaźń nadal trwa, codziennie rozmawiają przez telefon.
PAP: Czy dziś mieszkańcy Warszawy wiedzą co dawniej było w miejscu Pałacu Kultury?
Magdalena Stopa: W niewielkim stopniu. Pałac Kultury stał się symbolem Warszawy jak Wieża Eiffla stał się symbolem Paryża i Francji. Znają go warszawiacy i mieszkańcy całej Polski. Zdominował przestrzeń miasta, ale też świadomość jego mieszkańców. Toczą się dyskusje czy jest ładny czy brzydki, jak go wykorzystać, czy przebudować. Wydano już na ten temat wiele książek, w tym roku kilka kolejnych, ale oprócz kilku prasowych artykułów, nie powstała ani jedna praca o tym, jak miasto wyglądało w tym miejscu wcześniej. Brakuje nie tylko publikacji. Znaczna część z wyburzonych budynków nie ma swojej ikonografii, nie zachowały się nawet zdjęcia.
Opisałam nieistniejący fragment Warszawy, by choć w części nadrobić ten brak. Zależało mi też bardzo na odnalezieniu jego dawnych mieszkańców i spisaniu ich wspomnień.
Rozmawiał Maciej Replewicz
Książka "Przed wojną i pałacem” została wydana przez Dom Spotkań z Historią.
Patronat nad książką objął portal historyczny www.dzieje.pl.
rep/ ls/